czytelnia

Ja i pisanie – artykuł Renaty Bang

O nie, dziękuję! Co jak co, ale pisanie zostawiam innym. Owszem, lubię rysować, malować, fotografować, ale żeby od razu pisać? 

Bardzo długo myślałam właśnie w ten sposób i trwało to do czasu, gdy dowiedziałam się o istnieniu pewnego klubu, który wzbudził moje zainteresowanie. Zapragnęłam być jego częścią, ale żeby zostać pełnoprawnym członkiem klubu, należało mieć bloga. Bloga? JA? No cóż, nie było wyjścia. Już brzmiały mi w głowie słowa dzieci: „mama, a pamiętasz, jak zarzekałaś się…”.

Wbrew pozorom to nie była łatwa decyzja. Wciąż się zastanawiałam, czy w ogóle znajdę na to czas, czy cały ten pomysł wypali… No dobra, raz kozie śmierć, przecież to nic nie kosztuje pomyślałam. Siadłam przed komputerem i chwilę później miałam już założonego bloga na Blogspocie i dołączyłam do interesującej mnie grupy.

Tym, co mnie najbardziej uskrzydlało, dopingowało i motywowało do dalszego pisania, było uznanie czytelników. Po kilku miesiącach przeniosłam się do WordPressa. W tym momencie przygoda z pisaniem rozkręciła się już na dobre.

Jeśli chodzi o wenę twórczą, to czerpię ją z otaczającej mnie przyrody. Inspiracji szukam wszędzie – podczas spacerów po lesie i wędrówek po górach, słuchając muzyki, analizując teksty piosenek, które wprawiają mnie w dobry nastój. Pomysły dają mi sami ludzie, wystarczy ich nieco poobserwować. Ale oczywiście skupiam się też na własnych przeżyciach, doświadczeniach, nieustannie czuwam nad tym, co dzieje się w otaczającym mnie świecie.

Z samą czynnością, jaką jest pisanie, bywa różnie. Czasem jest dreszczyk emocji i pomysłów w brud, więc słowa same wychodzą spod pióra, a czasem jest zupełna pustka w głowie. Wtedy robię sobie małą przerwę, czekając na napływ inspiracji. Inną sprawą jest, że lubię jak tekst trochę poleży i „dojrzeje”, a ja nabiorę dystansu do tego co napisałam. Wtedy mogę go opublikować już z pełną świadomością, poddając go samokrytyce. Co do tego ostatniego – bywa ona naprawdę ostra. Miewam chwile zwątpienia w siebie i swoje możliwości. Myślę sobie czasem, że przecież wszystko już zostało napisane, zastanawiam się kogo obchodzi moja historia, jaki sens ma zawracanie ludziom głowy i zabieranie im ich cennego czasu.

Czasem, gdy siadam do pracy, cały tekst wychodzi bardzo lekko spod ręki, trwa to naprawdę chwilę. Innym razem nie mogę z siebie wydusić 2-3 zdań. Zwykle wtedy drażę temat aż do znużenia, wracam do niego po kilkanaście razy, skreślam, poprawiam, aż w końcu sama już nie wiem co jest nie tak. W takich sytuacjach wysyłam tekst do siostry z zapytaniem, czy by mogła rzucić okiem i ocenić. Siostra jak to siostra – wiadomo – przeczyta i bez ogródek powie co o tym myśli. A w odpowiedzi padają różne słowa. Zdarzają się komentarze typu: dupy nie urywa, spodziewałam się czegoś lepszego, ledwie dobrnęłam do końca. A ja wtedy postanawiam sobie: ja ci jeszcze pokażę! I siadam, poprawiam dalej, gdy mam dość idę na spacer, gdy wracam znowu poprawiam, aż w końcu wysłałam z zapytaniem: a teraz? A siostra odpisuje: teraz to co innego, aż milo się czyta, wciąga.

Z czasem poczułam, że chciałabym się nauczyć pisać lepiej, ciekawiej, a nawet więcej. Dlatego zapisałam się na Klubu Pisarskiego Marii Kuli. Dopiero tam poczułam, jakbym naprawdę przejrzała na oczy. To dziwne uczucie – jakby zmysły zaczęły odbierać rzeczywistość inaczej – słuch się wyostrzył, świat zaczął inaczej wyglądać, pachnieć, smakować. Nie widzę już tylko lasu, ale i drzewa, i liście, i ptaka ćwierkającego na gałęzi. Teraz już nie przejdę obojętnie tylko przystaję, słucham, przeżywam.

Tak naprawdę Klub zrobiłam z myślą o sobie i o poprawie własnego warsztatu, ale mam nadzieje, że i czytelnicy na tym skorzystają. Teraz chodzi mi nawet po głowie pomysł napisania książki. W końcu od czego są marzenia? Ponoć kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana.

I tak to przez przypadek zostałam pisarzem. Bo piszesz, więc jesteś pisarzem.

Renata Bang

http://renifernaemigracji.pl/