czytelnia

Dlaczego piszę – artykuł Marleny Podbielkowskiej

Ile trzeba napisać słów żeby móc powiedzieć, że się pisze? Ile trzeba zapisać stron?

Nie wiem tego.

Odkąd pamiętam piszę w głowie. Notuję myśli. Obserwuję i komentuję wszystko, co dzieje się wokoło. Zwracam uwagę na świat, nałogowo. Wyobrażam sobie i podsłuchuję. Kiedy to wszystko już nie mieści mi się w głowie, sięgam po coś do pisania i zrzucam myśli. Zwykle robię to gdziekolwiek jestem i na czymkolwiek, co mam pod ręką. Kartki, karteczki, świstki, paragony, notesy i notesiki. Kiedy już zapiszę gorącą myśl, czuję ulgę.

Nigdy nie postrzegałam tego, jako pisanie przez duże P- Pisanie. Nie widziałam w tym wartości. Było to coś naturalnego, co stanowiło część mnie.

Mimo że mam już zawód, który lubię i się w nim spełniam, przez cały czas czułam, że jest jeszcze kawałek mnie, który domaga się zagospodarowania, i coraz głośniej drze się o uwagę. Próbowałam wyrazić się w fotografii i improwizacji teatralnej i nic. Wciąż czułam niezaspokojenie. Szukałam coraz dalej od siebie. Zauważyłam, że potrafię opisywać świat metaforami. Tak go sobie ułatwiam. I że ludzie zwracają na to uwagę, albo, że często trafiam w punkt, kiedy trudno jest coś opisać. Myślę zmysłami, i obrazami. Miałam przebłyski, że może by pisać, ale szybko gasił je bezlitosny głos krytyki, że nie umiem, że do tego potrzebny jest talent, że tyle ludzi pisze i już nie ma dla mnie miejsca. Wtedy właśnie urodziło się marzenie o pisaniu.

Zapisałam się na internetowy kurs nauki pisania. Nie byłam przekonana do komunikowania się z Avatarami ludzi, których nie znam. Napisałam jeden post i na tym zakończyła się moja nauka. Wyniosłam z tego listę ciekawych lektur i zaczęłam inaczej czytać książki. Przyglądałam się stylom i sposobom pisania, zobaczyłam, że warto czytać wszystko. No prawie wszystko☺

Kiedy po raz wtóry przeniosłam się do Krakowa, przypadkiem trafiłam na plakat z informacją o niedzielnych warsztatach pisarskich u Marii Kuli. Po długich negocjacjach ze sobą zapisałam się. To był początek przełamania.

Zobaczyłam, że moje patrzenie na twórczość jest bliskie temu, co mówiono na warsztatach, zaczęłam powoli wierzyć w swoja potrzebę pisania. Myśl o pisaniu nie dawała spokoju, ale dalej trzymałam się metody pisania gdzie popadnie, choć czułam, że to mi nie wystarcza. Nie miałam jeszcze w sobie zgody na pisanie. 

Bez oczekiwań zapisałam się na letni warsztat w Domu na Zakręcie. A niech się dzieje, może okaże się, że nie umiem pisać i problem z głowy.

W czasie tego wyjazdu coś we mnie pękło. Dostałam zadanie i zaczęłam pisać prozą, po prostu. Mogę powiedzieć, że niemalże usłyszałam trzask bariery, którą miałam w sobie. Myślę, że w zrozumieniu drugiej osoby odbiło się moje pozwolenie na pisanie i w końcu uwierzyłam, że mogę.

Od tego czasu piszę prawie codziennie. Po prostu siadam i piszę. Bez wymyślania, że miejsce nie takie, krzesło niewygodne, aura nie sprzyja. Zawzięłam się w sobie, i uwierzyłam, że jeśli chce pisać, muszę pisać dużo i w miarę regularnie. Nie jest to jeszcze takie proste, bo mam ciągły deficyt koncentracji, przyjmuje za dużo bodźców zewsząd, taka uroda. Ale szukam różnych sposobów żeby i z tym sobie poradzić.

Dużą zmianą jest to, że zawęziłam liczbę notesów i notesików, na których piszę i zaczynam współpracować z komputerem. Oczywiście, że umiłowanie do zapisywania na karteluszkach albo w telefonowym notatniku pozostało niezmienne, ale staram się to wszystko zbierać do jednego miejsca, później spisuje to do jednego pliku.

Mimo że formalnie jestem na początku swojej pisarskiej drogi to czuje jakbym szła tą drogą od dawna tyle, że po ciemku, teraz mam już latarkę, a od czasu do czasu zdarza mi się wejść pod latarnie.

Marlena Podbielkowska

1 komentarz

  1. Jaki szczery tekst! Brawo i trzymam kciuki za dalszą drogę :) Zabieram ze sobą zdanie „Zauważyłam, że potrafię opisywać świat metaforami. Tak go sobie ułatwiam.” Mam tak samo, ale Ty pięknie ujęłaś to w słowa. Dodałaś przyczynę. Powodzenia, Marleno!

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.