czytelnia

Niezwykła przygoda pisania  – artykuł Aliny Krzemińskiej

Do Szkoły Pisania Powieści przyszłam z gotowym pomysłem na książkę. Na początku wszystko szło dobrze, a pomysł się rozwijał. Poznałam lepiej moją bohaterkę i wiedziałam z jakimi trudnościami się mierzy. Jednak, z jakiegoś powodu coraz trudniej przychodziło mi pisanie. Kolejne wskazówki Marii, zamiast ułatwiać i inspirować, często po prostu mnie hamowały. Zaczęłam zaplątywać się w to, jak „powinno” się pisać. W końcu musiał nastąpić moment frustracji. „To bez sensu, nie potrafię pisać dialogów!” – chodziłam w kółko z zaciśniętymi pięściami wydeptując ścieżkę w wykładzinie. Moja bohaterka po prostu nie chciała mówić.

Pewnej nocy położyłam się do łóżka z masą czarnych myśli. Nagle w mojej głowie jakby coś eksplodowało, a przed oczami zaczął przewijać się jakiś nieznany mi film. Zobaczyłam scenę i miejsce, potem kolejne, usłyszałam rozmowy, które mnie zafascynowały i rozbawiły. O spaniu nie było już mowy. W każdym razie, dopóki nie przeleję tego wszystkiego na papier.

Wstałam, chwyciłam pierwszy lepszy notes i długopis, i zaczęłam pisać chwytając strzępy kilku scen i ogólne wrażenie świata, w którym się rozgrywają. Tej nocy byłam zbyt oszołomiona by ocenić, czy jest w tym jakikolwiek sens. 

Następnego ranka od razu pobiegłam do biurka. Przeglądając notatki uświadomiłam sobie, że w jakiś tajemniczy sposób odkryłam nową opowieść. Nic o niej nie wiedziałam, ale nie miałam wątpliwości, że leży zakopana gdzieś głęboko we mnie, gotowa by ją wydobyć kawałek po kawałku. Usiadłam do komputera i zaczęłam pisać. Obrazy z poprzedniej nocy natychmiast wróciły ze zdwojoną siłą. Zobaczyłam bohaterkę, Rose, fragmenty jej świata i scenę początkową. Zaintrygowana i rozbawiona pisałam dalej. Tym razem bardziej zależało mi na poznaniu tej historii, niż na poprawności pisania. I stał się cud! Rose jest bardzo ekspresyjna i gada jak najęta, więc spod moich palców spontanicznie zaczęły płynąć dialogi. To właśnie z pojawiających się na monitorze rozmów dowiadywałam się o tamtym świecie i poznawałam kolejnych bohaterów.

Wyglądało to mniej więcej tak:

„…Rose wyciągnęła rękę by nacisnąć klamkę. Zawahała się, wzięła głęboki oddech i weszła do środka. 

– Słyszałaś już? – przywitała ją w drzwiach koleżanka z pokoju.

– Nie, co się dzieje?

– Zwolnili właśnie połowę niemagicznych z administracji! – Sami  była blada…”

„Aha, więc Rose pracuje z koleżanką o imieniu Sami? I jest tu jakaś administracja, magowie i „niemagiczni”, tak? A teraz właśnie wydarzyło się coś ważnego?” – czułam, że kręci mi się w głowie, gdy próbowałam ogarnąć sytuację. Później zrobiło się jeszcze ciekawiej:

„- Kawy… – mruknęła Rose.

Sami zmierzyła przyjaciółkę czujnym wzrokiem. 

– Ale wyglądasz. Balowałaś w nocy czy jak? – odłożyła papirus, który właśnie czytała i spojrzała na nią pytająco. – Gdzie byłaś?

– W tawernie, a potem… nieważne. Zrobisz mi kawę? – Rose opadła na krzesło.

– Zrobię pod warunkiem, że mi o nim opowiesz – Sami skrzyżowała ręce na piersiach, wcale nie mając zamiaru ruszyć się z miejsca…”

„Hola! Dziewczyny, przecież tu nie miało być żadnego faceta! Na to się nie umawiałyśmy” – ja również nie zamierzałam nigdzie iść dopóki nie dowiem się o co tu chodzi. Tak, właśnie w taki sposób odkryłam już połowę historii. Nie wiem co się dalej wydarzy, ani jak się zakończy. Znam tylko fragmenty kilku kolejnych przygód, które Rose opowiedziała mi, gdy akurat nie mogłam ich zapisać, a teraz tłoczą się i pchają na monitor mojego komputera.

Czasami trafiam na trudniejsze momenty, gdy pisanie nie „płynie” mi z taką łatwością. Wtedy mam wrażenie, że wspinam się pod górkę, ale gdy tylko udaje mi się ją przekroczyć poczucie płynności powraca. A co się stało z pierwszą historią, z którą przyszłam do Szkoły Marii? – Czeka, aż skończę opowieść o Rose. Pisanie naprawdę jest niezwykłą i fascynującą przygodą.

Alina Krzemińska

www.zrodlomocy.pl

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.