czytelnia

OBIECAJ SOBIE PISANIE

Jakiś czas temu Sarah Selecky napisała w swoim liście o czymś, co bardzo dobrze czuję, z czym się zgadzam i co zawsze staram się przekazać autorom.

Siła podjęcia decyzji, złożenia obietnicy samemu sobie jest wielka. Jeśli zobowiążesz się do czegoś to szansa, że to zrobisz, wzrasta. Ale to zobowiązanie musi być mądre. Bardzo często spotykam się z osobami, które mówią sobie „napiszę książkę”. Jak Ci się to podoba? Brzmi dobrze? Zachęcająco? Dla mnie brzmi przerażająco. Jeśli siadłabym przed pustym plikiem w komputerze z założeniem, że teraz mam napisać książkę to albo wyrzuciłabym komputer przez okno albo sama przez nie wyskoczyła. Ale bez wyznaczania sobie celu, bez zobowiązania się przed samym sobą, nie napiszesz książki.

Nie da się napisać książki przypadkiem, bo tak wyszło, nabazgrać w notesie pomiędzy prowadzeniem auta, malowaniem paznokci a nastawianiem rosołu. Napiszesz książkę jeśli nauczysz się dotrzymywać obietnic złożonych sobie. 

Co sobie obiecać jeśli nie „napiszę książkę”? Pomyśl o tym jakie kroki przybliżają cię do napisania książki. Może dobrą obietnicą na początek będzie:

„Przepiszę do komputera opowiadanie, które mam w notesie od dwóch lat.” Bo jak je przepiszesz to prawie na pewno zaczniesz poprawiać, a jak zaczniesz poprawiać to napiszesz następne.

Jeśli nie masz jeszcze nic napisanego to zacznij od prostego:

„Napiszę jutro popołudniu to co siedzi mi w głowie”. Choćby to miało być parę linijek. Nieważne co to jest – kilka zdań o bohaterze, który nie daje ci spokoju, opis zachodu słońca, wspomnienie z wakacji albo scenka z twoim synkiem w roli głównej.

Jeśli wiesz co chcesz pisać, ale brakuje ci systematyczności to możesz sobie obiecać: „Napiszę dziś wieczorem jedną stronę”. Potem rozszerz to na „W co drugi wieczór napiszę jedną stronę” , a kiedy okaże się, że jedna strona to zdecydowanie za mało, zaczniesz sobie zakładać, że napiszesz pięć.

Czasami blokada jest tak silna, że jedna strona wydaje się kosmosem.

Bo ostatnie co napisałaś/łeś to wypracowanie w podstawówce, a teraz tak bardzo chcesz pisać, że gromadzisz ołówki i notesy i marzysz, śnisz o tym, że piszesz, ale jak siadasz przed kartką to cię zimny pot oblewa i teraz sobie myślisz „haha, ta redaktorka to mądrala, całą stronę! Chyba bym z tydzień musiał/a siedzieć… prędzej mi kaktus na ręce wyrośnie niż napiszę stronę!” (ewentualnie zamień mądralę i kaktusa na własne określenia…). W takiej sytuacji możesz obiecać sobie, że po prostu usiądziesz do pisania. Na przykład na 30 minut. Nawet jeśli nie napiszesz nic. Usiądź z kartką albo komputerem (ale wyłącz internet i wycisz telefon), nastaw budzik na pół godziny i nie zajmuj się niczym innym poza pisaniem lub myśleniem o pisaniu. Nawet jeśli miałabyś/miałbyś napisać jedno słowo albo narysować rządek szlaczków, ewentualnie skrobać przekleństwa. Zaręczam ci, że po jakimś czasie – dla kogoś to może być jedno posiedzenie, a dla kogoś trzy, zaczniesz pisać. Na milion procent. Warunek jest jeden – nie zajmujesz się niczym innym.

Jeśli masz już początki za sobą i piszesz, ale nieregularnie (a im dłuższa przerwa, tym trudniej ci wrócić, prawda?) obiecaj sobie coś większego: „Stworzę bohatera do końca miesiąca, w tym tygodniu dokończę odpowiedzi na pytania o nim, a w przyszłym się z nim spotkam”.

„Do piątku pójdę do czytelni i zrobię porządny research w sprawie tła historycznego mojego tekstu”.

„W tym tygodniu stworzę listę tematów artykułów na mojego bloga”

„Jutro przeczytam wreszcie artykuły o pisaniu, które mam w zakładkach od paru miesięcy”.

No i oczywiście zawsze możesz powiedzieć sobie „Zapiszę się na kurs pisania”.

podpis2

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.