czytelnia

Co piją twoi bohaterowie? – Alina Krzemińska

– To nie jest cydr – Rose skrzywiła się i odstawiła szklankę.

Popatrzyłam na nią lekko zdezorientowana.

– O.K.… Jest złociste, smakuje i pachnie podobnie do cydru, ale to nie cydr… 

Przewróciła oczami.

– Wcześniej wmawiałaś mi, że to piwo – prychnęła. – Uwierz mi, wiem kiedy co piję.

– No dobra – odsunęłam laptop. – Nie piwo i nie cydr, kumam. W takim razie co? – patrzyłam wyczekująco.

Poruszyła ustami, ale nie potrafiłam usłyszeć wypowiadanej nazwy. Jęknęła z frustracji.

– Posłuchaj – westchnęła. – To nie ma alkoholu, jest słodko-kwaśne, lekko musuje i może mieć różne kolory i smaki.

– Lemoniada? – ucieszyłam się, że w końcu coś załapałam.

– Nie żadna lemoniada – potarła zmarszczone czoło i wbiła we mnie wzrok, moja radość wyparowała. – Chociaż, może rzeczywiście trochę podobne.

– No to będę pisać, że pijesz lemoniadę – mruknęłam. – Mi to wystarczy.

– Nawet się nie waż – warknęła i spiorunowała mnie wzrokiem.

– No to co mam pisać?!

– Że to … – nazwa znowu była dla mnie nieuchwytna.

Patrzyłyśmy na siebie zaciskając zęby. Klasyczny impas. Moja bohaterka odmawia współpracy i przerywa kolejne sceny, bo źle interpretuję napój w jej szklance. Warknęłam z frustracji.

– O.K. – Rose uniosła dłonie i wzięła głęboki oddech. – Zróbmy tak, na razie będziesz zaznaczać, że to nie cydr. Wrócimy do tego, jak znajdę sposób, żeby ci wytłumaczyć.

Odetchnęłam z ulgą, to było jakieś wyjście. Poza tym, naprawdę byłam ciekawa co ona pije.

Rose jest słowna. Znalazła sposób i to w najmniej oczekiwanym momencie. Kilka miesięcy później buszowałam po zakamarkach You Tube, szukając przepisów na chleb bezglutenowy, czy tempeh. 

– Tutaj! To zobacz! – nagle usłyszałam krzyk Rose. 

Lekko zdezorientowana kliknęłam na filmik, którego opis nic mi nie mówił. Kto u licha wie, co to jest kombucha? Z lekką konsternacją oglądałam, jak kobieta wrzuca do słoika z herbatą duże, galaretowate… coś… Tak, to chyba najlepsze określenie. Niech mi moi przyjaciele biolodzy wybaczą ten opis, ale właśnie zmieniłam się w pisarkę i biologia jakoś zeszła na dalszy plan. Zaczęłam przeglądać kolejne filmiki, uruchamiając uśpionego we mnie naukowca. Szybko się okazało, że to symbiont grzyba i bakterii. Rose cały czas szeptała mi do ucha.

– Widzisz? Dokładnie tak, wrzucasz do herbaty, ale można też do ziół, stąd różne kolory i smaki. Po kilku dniach robi się słodko-kwaśne i zaczyna musować. Tylko nazywa się inaczej. To jest kelp! 

Tym razem usłyszałam nazwę. Wyszczerzyła zęby w szerokim uśmiechu. 

– Zobacz jeszcze ten film – pokazała palcem filmik o jakichś kryształkach. – To też pijemy. Tibi. Smakuje inaczej i łatwiej uzyskać różne kolory. 

– O.K. – westchnęłam zmęczona po kilku kolejnych seansach. – Teraz już mogę napisać co pijesz.

– Oczywiście, że nie! – prychnęła.

– Jak to?…

– Najpierw musisz ich spróbować!

– Masz na myśli, że mam sprowadzić tu to galaretowate coś i jakieś dziwne kryształki i zacząć je hodować?

– Dokładnie tak! – znowu wyszczerzyła zęby. – Och, nie pękaj. Pokażę ci jak to zrobić. Będzie fajnie!

– Mój facet mnie zabije – jęknęłam. 

Co mogę powiedzieć. Rose jest strasznie uparta. Twierdziła, że nie mogę pisać o czymś, czego nie znam. W sumie, trudno się z nią nie zgodzić. Efekt? Zobaczcie zdjęcia! Od kilku miesięcy hoduję kelp i tibi. Są naprawdę pyszne! Mój facet też je docenił, choć twierdzi, że „galaretowata meduza” w herbacie jest wyjątkowo obrzydliwa i nie wie jak mogę jej dotykać. Ale jakoś nie przeszkadza mu to w wypijaniu zapasów ;)

Alina Krzemińska

www.pisarskaprzygoda.pl

1 komentarz

  1. Tekst bomba, zaraz guglam te dziwactwa – ważne są tylko te smaki, których jeszcze nie znamy, że tak sobie sparafrazuję… Ale jeśli Rose dostanie biegunki, to daj znać :))

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.