czytelnia

Siadaj, pała. – Joanna Nałęcz

Chyba obejdzie się bez wstępu, prawda? Bo czy jest ktoś, kto choć raz w życiu nie był adresatem takiego komunikatu? No, oczywiście, mógł on brzmieć inaczej, w zależności od etapu w życiu. Może tak: przykro mi, Joasiu, rolę księżniczki zagra jednak Basia – ty będziesz jednym z grzybków. Albo tak: niestety nie jesteśmy zainteresowani wydaniem tej powieści, niemniej bardzo dziękujemy za przesłanie jej do naszego wydawnictwa.  

Komunikat może być ugrzeczniony, albo prosto z mostu. Możemy się z nim trochę zgadzać, albo ani trochę. Jak by jednak na to nie patrzeć – są to trudne chwile. Wystawiają na próbę naszą samoocenę, a nawet poczucie własnej wartości. Poddają w wątpliwość sens tego, co robimy. 

W ramach Szkoły Trenerów Pisania Marii Kuli uczę się dawać tzw. feedback. To wcale nie jest tak proste, jak mogłoby się wydawać. Ale na szczęście można nauczyć się dawać feedback – i można nauczyć się go przyjmować. Poniżej kilka zasad, które wypracowałam dla siebie, żeby lepiej sobie radzić w sytuacji oceny, i dobrej, i złej. Bo miałam z tym problem (i nadal miewam).  

No to jedziemy. 

Po pierwsze – oddzielam się od efektu swojej pracy. To ja, Joasia, a to moja powieść obyczajowa o pewnym listonoszu z Łodzi. Być może powieść jest rzeczywiście za długa, a bohater nudny. Być może powieść naprawdę jest hipnotyzująca, bohater to archetyp posłańca, a całość wyznacza nowy trend w literaturze epistolarnej. A być może to po prostu całkiem niezła powieść, tylko trzeba nad nią popracować i główną bohaterką zrobić żonę listonosza, która ma katar sienny. Tylko co to wszystko ma wspólnego ze mną? Długo trwało, ale w końcu przestałam się utożsamiać z tym, co robię (i z paroma innymi rzeczami też). Bez względu na to jak piszę/ wyglądam/ gotuję spaghetti – jestem ok. Oczywiście czasami muszę najpierw ochłonąć i sobie o tym przypomnieć. 

Poza tym – jestem dla siebie dobra. To punkt drugi, równie ważny jak pierwszy. Czyli nie zadręczam się tym, że moja powieść o listonoszu komuś się nie podobała. Nie ma powieści, która podoba się każdemu, widocznie nie jesteś moim targetem. Na pewno są ludzie, którzy będą nią zachwyceni – ale jeśli nie, to też to jakoś przeżyję. Staram się nie  traktować ani siebie samej, ani swojego pisania, zbyt poważnie. Przyznaję sobie prawo do błędu, pisanie to nie operacja na otwartym mózgu, do diabła, nikt jeszcze nie umarł od kiepskiej powieści o listonoszu! 

I przede wszystkim – korzystam. Z każdej opinii wysysam wszystko, co może sprawić, że będę pisała lepiej. I szukam rozwiązań. Próbuję. Dobrze byłoby pogłębić listonosza psychologicznie? Posyłam go na terapię. Moją mocną stroną są opisy przyrody? Listonosz jedzie na Podlasie. 

Oczywiście najłatwiej jest korzystać gdy zakładamy, że osoba, która daje nam feedback, też jest ok. Chce dobrze, chce nas wspomóc w tym, co robimy. Na ogół tak właśnie jest. Co jednak, kiedy np. dostajemy mnóstwo krytycznych uwag, a żadnych pozytywnych? Kiedy komentarze są złośliwe? `Cały rozdział o tym, że w środę miał aż trzy polecone z potwierdzeniem odbioru, a w czwartek żadnego… no, no… Tę powieść może wydać chyba tylko Poczta Polska, z okazji Dnia Listonosza…    hehehe…  Bardzo trudno jest przyjąć uwagi podane w ten sposób, nawet jeśli są warte przemyślenia. I co wtedy? Cóż, staram się mimo wszystko uwagi przemyśleć, a w ich autorze zobaczyć człowieka, który ma swoje uwarunkowania i problemy. Może boli ją ząb? Może rano listonosz przyniósł mu pozew rozwodowy? 

Tak, naprawdę, naprawdę się staram, jeśli jednak w moim mózgu pojawia się akurat czerwony błyskający komunikat: „Alert – zasoby buddyjskiego współczucia chwilowo niedostępne” posyłam delikwenta mentalnie na drzewo i obiecuję sobie, że opiszę go w jakimś opowiadaniu. 

W końcu ja też jestem tylko człowiekiem. 

Joanna Nałęcz

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.