czytelnia

Wszystkie moje zabawki czyli programy do pisania – Marta Marecka

Podobno do napisania „Gry o Tron” wystarczy WordStar na starym komputerze z DOSem. To argument, który zawsze ktoś podnosi, kiedy pada temat softu pisarskiego. Teoretycznie – racja. Na upartego można napisać powieść w Notepadzie. Można pisać nawet tępą kredką na papierze toaletowym. Ale czy warto?

O ile krótki tekst czy nawet pracę licencjacką można napisać w czymkolwiek, to przy naprawdę długich tekstach problem oprogramowania pisarskiego zaczyna być palący. Warto zainwestować w aplikację, która nie zawiesi się nawet przy odpalaniu 500-stronicowego manuskryptu powieści, pozwoli łatwo zorganizować tekst i wyedytować go bez bólu. Ale nawet jeśli chcemy pisać fraszki o naszym kocie, to niezawodny, funkcjonalny i piękny program uczyni może uczynić proces twórczy trochę przyjemniejszym.

Oto moja lista rankingowa najciekawszego oprogramowania pisarskiego.

Gdy piszemy powieść:

Program do pisania powieści musi dla mnie spełniać trzy wymagania. Musi działać szybko i nie zawieszać się nawet przy dużej ilości tekstu. Musi mieć możliwość nawigowania pomiędzy scenami i łatwego ich przenoszenia. I musi pokazywać strukturę powieści. I tu wygrywa:

Scrivener (Mac, Windows, iOS)

https://www.literatureandlatte.com

Scrivener to połączenie edytora tekstu, plannera powieści i teczki na wycinki. Składa się z trzech paneli – organizera, w którym widać plan powieści, okienka edytora i sekcji na notatki.

W kategorii programu do dłuższych tekstów, Scrivener właściwie nie ma dla mnie konkurencji. Używam go od trzech lat, napisałam w nim trzy manuskrypty powieści, doktorat, kilka opowiadań, wniosek grantowy, które obecnie płaci za moje rachunki oraz wiele artykułów naukowych. Przez trzy lata nie zawiesił się ani razu, nawet jeśli miał nawalone 100 000 słów tekstu, milion notatek i kilka pdfów dołączonych do sekcji „Research”. Poza tym kocham w nim automatyczne zapisywanie pracy co dwie sekundy oraz opcję robienia back-upu w wybranym miejscu na komputerze za każdym razem, kiedy zamykam program.

W Scrivenerze można zrobić praktycznie wszystko. Ze względu na ogromne możliwości, program może być na początku przytłaczający dla użytkownika. Jednak po obejrzeniu kilku tutoriali i pierwszych kilku tekstach, nie będziemy chcieli wrócić do czegokolwiek innego.

Cena: program kosztuje 45 dolarów (215 zł w App Storze)i moim zdaniem jest wart swojej ceny.

 

Dabble (Mac, Windows, aplikacja w przeglądarce)

https://www.dabblewriter.com

Stosunkowo nowy program, który łączy w sobie funkcjonalność Scrivenera i Google Docs. Pomoże zaplanować powieść i podzielić ja na rozdziały i sceny. Nasz tekst przechowywany jest w chmurze i możemy go edytować zarówno z poziomu przeglądarki internetowej i na zainstalowanej stacjonarnie aplikacji. Ma bardzo przyjemny tryb pełnoekranowy. Zaletą tego oprogramowania jest estetyczny interface i przemiły developer, który bardzo bierze sobie do serca opinie klientów i pomaga, jeśli napotkamy jakiekolwiek problemy. Miałam przyjemność testować Dabble w ramach akcji promocyjnej Narodowego Miesiąca Pisania Powieści (nanowrimo.org) i naprawdę dobrze się z niego korzysta. Myślę, że jest to dobra alternatywa dla wszystkich, których Scrivener przerasta, ale chcieliby mieć możliwość dzielenia tekstu na sceny i swobodnego poruszania się między nimi. Wady? Cena. Cztery dychy miesięcznie za program do pisania to opcja dla bogatych.

Cena: 10 dolarów (ok. 40 zł) miesięcznie.

 

Do blogowania i krótszych tekstów:

Przez wiele lat prawdziwą zmorą było dla mnie szukanie swoich tekstów poukrywanych w milionach folderów na komputerze. Teraz do krótszych artykułów i postów blogowych używam programów, które wszystko zbierają w jednym miejscu. Moim ulubionym jest:

IA Writer (Mac, Android, iOS, Windows)

(https://ia.net/writer)

Program prosty jak budowa cepa. Po lewej mamy listę tekstów, którą możemy sobie ukryć, po prawej minimalistyczny edytor tekstu – tylko biała strona i to, co napiszemy. Możemy sobie też włączyć funkcję podświetlania zdania lub akapitu, nad którym właśnie pracujemy i chowania całej reszty tekstu. IA Writer z jednej strony pozwala skupić się na pisaniu, z drugiej ma duże możliwości katalogowania artykułów i wyszukiwania ich po tagach. Dodatkową zaletą jest dostępność programu na różnych platformach. Mogę zanotować coś w IA writerze na telefonie, a potem dokończyć na komputerze. Wiele moich postów na bloga powstaje właśnie w ten sposób. Warto jednak podkreślić, że wersja na Windows nie jest tak dopracowana jak wersja na Maca.

Cena: 140 zł za wersję na Maca

 

Ulysses (Mac, iOS)

(https://ulysses.app)

Aplikacja, po której połowa Makowego światka jest w żałobie. Bardzo dobry program do pisania, stanowiący połączenie IA Writera i Scrivenera, niestety przeznaczony dla bogatych. Cena Ulyssesa nigdy nie była niska, ostatnio jednak firma przeszła na model subskrypcji i każe sobie płacić ponad stówę rocznie za używanie, co zniechęciło wielu wiernych użytkowników. Jeśli jednak lubisz piękne aplikacje i wydawanie pieniędzy, to Ulysses jest dla ciebie.

Cena: 105 zł za rok

 

Zim (Ubuntu, Windows)

http://zim-wiki.org

Najbardziej toporny z wszystkich wymienionych tu programów, ale praktyczny i darmowy. Po lewej stronie mamy okienko z listą tekstów, po prawej – edytor. Przez lata używałam go jako aplikacji do notatek z wykładów i do pisania krótkich tekstów.

Cena: darmowy

 

Piszemy razem:

Tekst napisany, czas się nim podzielić i zebrać komentarze od znajomych. W czym?

Microsoft Word (Mac, Windows, Android)

products.office.com/pl-pl/compare-all-microsoft-office-products?tab=1

Tutaj na scenę wkracza stary, dobry Word. Wszyscy go znają, wszyscy go używają. Najnowsze wersje wyglądają ładnie i mają bardzo dobre opcje komentowania. Szczególnie wersje na Windowsa są dopracowane i mają nawet opcje tworzenia planu powieści, który czyni z Worda alternatywę dla Scrivenera. Wady? Cena. Nie ukrywam, że boli mnie płacenie firmie sto dolarów ROCZNIE za program, którego używam właściwie tylko do edycji tekstów. Poza tym wersja na Maca ma tendencja do zacinania się przy dużej liczbie komentarzy i przy nieco dłuższych plikach. Biorąc pod uwagę, ile MS sobie liczy za ten produkt, jest to dla mnie nieakceptowalne. Na szczęście są alternatywy.

Cena: 430 zł lub 300 zł/rok, 640 zł za licencję na pojedynczą licencję

 

Google Docs/Google Drive (aplikacja w przeglądarce, Android)

drive.google.com

Wspaniała sprawa, jeśli zbieramy komentarze od kilku osób jednocześnie. Bardzo dobrze też sprawia się przy wspólnym tworzeniu dokumentów. Prosty i łatwy w obsłudze, potrafi się jednak zawiesić przy długich plikach i przy dużej liczbie komentarzy. Trudno jednak narzekać, biorąc pod uwagę cenę.

Cena: darmowa

 

LibreOffice (Mac, Windows, Linux)

pl.libreoffice.org

Darmowa alternatywa do MS Office. Moim zdaniem doskonale sprawdza się na Windowsie i Linuxie. Jeśli używacie jednego albo drugiego, to gorąco polecam! Na Macu jednak używanie LibreOffice to koszmar. Wiesza się, wyłącza, rozwala formatowanie… Apogeum frustracji osiągnęłam, kiedy w trakcie pisania doktoratu, aplikacja nagle wyłączyła się bez żadnego ostrzeżenia, zabierając ze sobą moje świeżo napisane, wymuskane i, rzecz jasna, niezapisane paragrafy.

Otrzyjcie jednak łzy płaczący! Jeśli macie Maca, nie chcecie płacić haraczu Microsoftowi, a chcecie nadal mieć edytor tekstu z komentarzami, to macie… Pages!

Cena: darmowa

 

Pages (Mac, iOS, możliwość obsługi przez przeglądarkę na stronie icloud.com)

www.apple.com/pages/

Nie jest tak wyśmigane pod względem funkcji jak MS Word, ale za to jest dużo lepiej zoptymalizowane pod systemy OSX. Lepiej radzi sobie z komentarzami, nie wiesza się, ma opcję automatycznego zapisywania plików. Bez problemy eksportuje do formatów Worda. Przy bardzo dużych plikach będzie się wieszać, ale moim zdaniem przy tego typu edytorach tekstu nie należy oczekiwać cudów. Do pisania nowej „Gry o Tron” jest Scrivener.

Cena: darmowa

 

Powyższe programy stanowią podstawę mojego warsztatu. Istnieje jednak całe mnóstwo dodatkowych aplikacji do notatek, do motywowania się i cały rynek tzw. edytorów minimalistycznych. O tym wszystkim – w następnym artykule.

Marta Marecka

https://martamareckapisze.com

 

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.