Mateusz Czarnecki

Swoją pierwszą powieść, Otwórz oczy, zaraz świt, pisałem 9 miesięcy. Czwartego lutego roku bieżącego, około czwartej rano, dopisałem ostatnie zdanie. Powieść przyszła na świat. Z sypialni, gdzie obok łóżka stał mały drewniany stoliczek przy którym zwykłem ją pisać, dobiegł pierwszy okrzyk. Radości. Od razu wydrukowałem ją i wziąłem do rąk. Trzymałem te dwieście stron przed sobą dłuższą chwilę. Patrzyłem z niedowierzaniem przez przeszklone od wzruszenia oczy. Marzenie spełnione. Tak pomyślałem.

Całe szczęście zamiast wysyłać tę świeżo narodzoną książkę od razu do pracy, do wydawnictw, gdzieś w ciemno, najpierw zgłosiłem się z nią do Marii. Nasze pierwsze spotkanie trwało ponad sześć godzin i jeszcze nigdy o pisaniu nie dowiedziałem się tyle, co na tamtym spotkaniu. Ileż nowych zmiennych, ileż pomysłów. Setka rzeczy, o których nie miałem pojęcia. Nowe, świeże, mądre spojrzenie na całą opisaną przeze mnie historię. I do tego świetne, partnerskie, coachingowe podejście do autora. To Maria przeprowadziła cały proces edukacyjny tego noworodka, pomogła mi go ukształtować i przygotować do samodzielnego życia. Mario. Dziękuję.

Z następną książką również zgłoszę się do Marii. Maria w bardzo sprytny, inspirujący sposób pozwala autorowi wydobyć z samego siebie najlepszą możliwą wersję danej historii, opowieści. Nie narzuca nic. Jest mądrym nauczycielem który pomaga autorowi odkryć własną drogę. Jeśli piszesz, to wiesz, że jest to bezcenne.