Tomek Michniewicz

Zapewne są na świecie redaktorzy, którzy ograniczają się do poprawiania przecinków, ale na szczęście Maria do nich nie należy. Maria jest redaktorem, którego nazwisko powinno widnieć wypisane wielkimi literami na okładce, zaraz obok autora.

Pracowałem z nią przy „Gorączce”. Przy następnej książce powiedziałem Wydawnictwu, że z nikim innym pracować nie będę.

„Swoją drogą” bez Marii w ogóle bym nie napisał. Wniosła ten tekst na całkiem inny poziom, dla mnie samego zupełnie niedostępny. Maria ma niesamowitą umiejętność wyzwalania w autorze potencjału, ale nie przez łopatologiczne prowadzenie za rękę, raczej przez inspirację, stawianie pytań, a nie udzielanie odpowiedzi. Wymaga doskonałości i nie zadowala się niczym poślednim. W trakcie pracy to katorga. Ale post factum – najlepsze, co może się autorowi w życiu przydarzyć.

Jeśli szukają Państwo mądrego, wymagającego, ale i elastycznego partnera w twórczej pracy, nie znam lepszej kandydatury