Posts Tagged "artykuł gościnny"

Wszystkie moje zabawki czyli programy do pisania. Część II – Marta Marecka

Wpisane dnia gru 24, 2018 w dziale Czytelnia | 0 komentarzy

W ostatnim artykule pisałam o oprogramowaniu do pisania dłuższych tekstów i do blogowania. Dzisiaj będzie o aplikacjach, które nie są typowymi edytorami tekstu, ale przydają się w procesie twórczym – do robienia notatek, do tworzenia map myśli, do motywowania się. Do notatek Co, jeśli genialny pomysł dopadnie nas na spacerze? Wyciągamy telefon i zapisujemy, go rzecz jasna! Pomogą nam w tym aplikacje do notatek,. W tej sekcji zamieściłam też oprogramowanie do robienie map myśli, dzięki któremu łatwiej nam zaplanować fabułę. Simplenote (iOS, Android, Mac, Windows, Linux, aplikacja w przeglądarce) simplenote.com Jak sama nazwa wskazuje, Simplenote jest prosty. Mało bajerów, zero formatowania – tylko okienko z notatkami i lista poprzednich notatek. Jest opcja przypinania ważnych wpisów na górze listy, dodawania do nich etykietek (np. „Pomysły na pisanie” albo „Przepisy cioci Gosi”) i wyszukiwania. Programu można używać na wszystkim, bez problemu synchronizuje się między urządzeniami, nie wiesza się, jest szybki i darmowy. Dobra rzecz. Cena: darmowy Google Keep (Android, iOS, aplikacja w przeglądarce) https://www.google.com/keep/ Google Keep to prosta aplikacja do notatek połączona z naszym kontem w Googlu. Do wpisów można przyklejać zdjęcia i dodawać tagi, można też przypinać najważniejsze zapiski u góry programu albo je kolorować, żeby się wyróżniały. Można też w programie ustawiać przypomnienia – tak, aby dany tekst wyświetlił nam się o określonej porze. Ciekawą opcją jest możliwość współdzielenia notatek jak w Google Docs. Ja używałam tego głównie do robienia list zakupów z partnerem, ale jeśli ktoś pisze we współpracy z inną osobą, to pewnie użyje tej funkcji w bardziej ambitnych celach. Solidny darmowy program. Warto wypróbować. Cena: darmowy OneNote (iOS, Android, macOS, Windows, aplikacja przeglądarkowa) https://products.office.com/pl-pl/onenote/digital-note-taking-app OneNote to kombajn, w którym można zrobić wszystko. Sam edytor tekstu ma formę dużej kartki papieru, na której możemy wpisywać notatki, gdziekolwiek tylko klikniemy. Poszczególne zapiski można przenosić, łączyć na stronie strzałkami czy brać je w ramki i w ten sposób tworzyć mapy myśli. Wpisy można też formatować. Zaletą programu jest uporządkowanie notatek, które organizujemy sobie w notesy, sekcje i strony sekcji. Przy planowaniu powieści możemy utworzyć sobie specjalny notes na konkretną książkę, w nim, na przykład, sekcję „bohaterowie”, w której założymy osobną stronę z informacjami na temat każdego bohatera. Do OneNote’a można wrzucać obrazki, linki, pdfy i pliki dźwiękowe. Można w nim rysować jak w Paincie. Można też poszczególne notatki chronić hasłem. Program synchronizuje nasze notesy pomiędzy wszystkimi urządzeniami. Umożliwia też dzielenie się naszymi zapiskami z współautorami i wspólną edycję. Czy wspominałam, że jest darmowy? Poza możliwością dodawania tagów, OneNote ma wszystko, czego tylko dusza zapragnie za dokładnie zero złotych. Cena: darmowy Evernote (iOS, Android, Mac, Windows, aplikacja przeglądarkowa) https://evernote.com/intl/pl/ Jeden z najpopularniejszych programów do notatek. Podobnie jak Simplenote i OneNote synchronizuje nasze zapiski pomiędzy różnymi urządzeniami. Można w nim zapisywać nagrania, obrazki, treści stron internetowych, można też dodawać dokumenty w formie załączników. Możne przyczepiać najważniejsze notatki u góry programy. Wszystko zapisywane jest w chmurze. Przy darmowym korzystaniu w programu mamy na swoje notesy 60 MB przestrzeni, przy przejściu na plan Premium za 11 zł miesięcznie do dyspozycji dostajemy 10 GB, przy planie Business – 20 GB + 2GB na użytkownika. Podstawowy, darmowy plan nie oferuje nam niestety możliwości korzystania z programu offline na telefonie. Współtworzenie notatek jest opcją tylko w planie Business. To, wraz z brzydkim interfejsem, odrzuca mnie trochę od Evernote, ale jest to solidny program do notatek, który dla wielu stanowi alternatywę dla OneNote. Cena: darmowy plan podstawowy, 11 zł/m-c za plan Premium, 36 zł/m-c za użytkownika za plan Business Scapple (Mac, Windows) https://www.literatureandlatte.com/scapple/overview Prosty program do tworzenia map myśli od twórców Scrivenera. Po otworzeniu aplikacji mamy przed sobą wielką płachtę, na której możemy robić notatki w dowolnym miejscu. Tak, jak w OneNote, możemy nasze zapiski przesuwać i łączyć strzałkami. Możemy je też scalać, rozdzielać i importować do Scrivenera. Często używam tego programu do wymyślania fabuł. Wpisuje w Scapple pomysły na wydarzenia w opowiadaniu czy w powieści, przesuwam je, zmieniam kolejność, a następnie przeciągam je do Scrivenera, gdzie każda notatka staje się sceną. Mapę myśli można też tam dodać jako osobny dokument. Cenię sobie Scapple za jego prostotę i dobrą integrację z moim ulubionym programem do pisania, ale...

Read More

Bez z imbirem i kanciaste kubki smakowe, czyli o pisaniu zmysłami – Anna Kopaczewska

Wpisane dnia gru 11, 2018 w dziale Czytelnia | 0 komentarzy

„[..]Teraz czekam, aż ukroisz nać Dodasz cukru, narwiesz bzu Z imbirem Smakuje mi, choć nie przywykłem, nie przywykłem Kanciaste mam smakowe kubki, za płytkie [..]” Znasz tę piosenkę Korteza? To jedna z moich ulubionych. Kiedy słyszę jej słowa, pamięć od razu podsuwa obrazy. Przypominają mi się wiosenne dni, kiedy w powietrzu unosi się zapach bzu, najpierw delikatny i ledwo wyczuwalny a im bliżej krzewu, tym bardziej wyrazisty, słodki i duszny. Czujesz ten zapach? Powracają też do mnie wspomnienia  jesiennych wieczorów, gdy dla rozgrzania zmarzniętego wiatrem i deszczem ciała, piję  gorącą herbatę z ostrym, korzennym  imbirem. Podkreślam jej smak dodając do niej kwaśny sok z cytryny a dla równowagi odrobinę słodkiego, kleistego miodu. Czujesz ten smak?  Pisanie zmysłami jest bardzo ważne. Pozwala poczuć  czytelnikowi  (a jeśli opis jest naprawdę dobry, to poczuje to niemalże namacalnie!), atmosferę miejsca, smaki, zapachy, fakturę przedmiotów, a nawet emocje. Tekst napisany zmysłami sprawi, że czytelnik poczuje na własnej skórze, że jest obok bohaterów, współodczuwa z nimi i patrzy ich oczami. Nie ma co liczyć na to, że kubki smakowe twojego czytelnika będą równie kanciaste jak w piosence Korteza. No chyba, że bardzo się o to postarasz, serwując opisy typu:  „Maja weszła do kuchni. Zaparzyła sobie kawę. Ukroiła kawałek ulubionego tortu czekoladowego i usiadła w fotelu, aby odpocząć po ciężkim dniu. Z przyjemnością zajadała się tortem, zapominając powoli o zmęczeniu.”  Czy ten fragment sprawia, że czujesz zapach kawy, smak czekolady na języku i obolałe ze zmęczenia nogi? A gdybym napisała go tak:  „Maja ukroiła kawałek ciasta czekoladowego i usiadła w wiklinowym fotelu w salonie. Wyciągnęła mocno przed siebie nogi, czując jak rozciąga przy tym każdy napięty mięsień. Sięgnęła po srebrną łyżeczkę z grawerowanymi floresami i wbiła ją delikatnie w sporą porcję ciasta. Gdy włożyła je do ust, poczuła na języku nieznacznie rozpływające się kawałki zeszklonej masy karmelowej. To delikatne chrupanie w ustach zawsze sprawiało jej przyjemność. Rozgryzła je, a wtedy z wnętrza ciasta wypłynęła odrobinę gorzka czekolada, masując słodko podniebienie. Przymknęła oczy. Jej myśli płynęły beztrosko a ona nie starała się zbytnio nadać im konkretny kierunek. I słusznie, bo wypalone zmęczeniem ciało rozpaczliwie domagało się błogiego ukojenia.” Czy teraz czujesz różnicę?  Oczywiście nie chodzi o to, aby każdy opis, każdy fragment książki był nasycony odczuciami zmysłowymi. Przyniesie to odwrotny skutek. Czytelnik zacznie się męczyć próbując nadążyć za bohaterami w gąszczu ich szczegółowych wrażeń. Tak napisany  tekst będzie zwyczajnie nudny. Wybieraj świadomie fragmenty i elementy, które chcesz podkreślić!  No tak, ale co zrobić, żeby pisać zmysłami? Przede wszystkim wsłuchaj się w siebie. Jak twoje zmysły odbierają daną sytuację? Jeśli piszesz, że twoja bohaterka ucieka przed ulewą, postaw się w jej sytuacji. Co widzisz i słyszysz wokół siebie? Ptaki ulatują przed burzą. Wiatr świszcze w gałęziach drzew, wyginając je silnie. Jakieś dziewczynce wicher porwał czapkę. Dzieci chowają się całą gromadką pod daszkiem klatki schodowej. A jak twoje ciało reaguje na dotyk pierwszych kropli deszczu? Masz dreszcze, gęsią skórkę, czy może czujesz kłębiący się w żołądku strach przed grzmotami? Obserwuj jak reagują wszystkie twoje zmysły. Poznaj siebie, a na pewno pozwoli ci to głębiej poznać twoich bohaterów i jeszcze lepiej napisać ich historię.  Anna...

Read More

Wszystkie moje zabawki czyli programy do pisania – Marta Marecka

Wpisane dnia lis 29, 2018 w dziale Czytelnia | 2 komentarze

Podobno do napisania „Gry o Tron” wystarczy WordStar na starym komputerze z DOSem. To argument, który zawsze ktoś podnosi, kiedy pada temat softu pisarskiego. Teoretycznie – racja. Na upartego można napisać powieść w Notepadzie. Można pisać nawet tępą kredką na papierze toaletowym. Ale czy warto? O ile krótki tekst czy nawet pracę licencjacką można napisać w czymkolwiek, to przy naprawdę długich tekstach problem oprogramowania pisarskiego zaczyna być palący. Warto zainwestować w aplikację, która nie zawiesi się nawet przy odpalaniu 500-stronicowego manuskryptu powieści, pozwoli łatwo zorganizować tekst i wyedytować go bez bólu. Ale nawet jeśli chcemy pisać fraszki o naszym kocie, to niezawodny, funkcjonalny i piękny program uczyni może uczynić proces twórczy trochę przyjemniejszym. Oto moja lista rankingowa najciekawszego oprogramowania pisarskiego. Gdy piszemy powieść: Program do pisania powieści musi dla mnie spełniać trzy wymagania. Musi działać szybko i nie zawieszać się nawet przy dużej ilości tekstu. Musi mieć możliwość nawigowania pomiędzy scenami i łatwego ich przenoszenia. I musi pokazywać strukturę powieści. I tu wygrywa: Scrivener (Mac, Windows, iOS) https://www.literatureandlatte.com Scrivener to połączenie edytora tekstu, plannera powieści i teczki na wycinki. Składa się z trzech paneli – organizera, w którym widać plan powieści, okienka edytora i sekcji na notatki. W kategorii programu do dłuższych tekstów, Scrivener właściwie nie ma dla mnie konkurencji. Używam go od trzech lat, napisałam w nim trzy manuskrypty powieści, doktorat, kilka opowiadań, wniosek grantowy, które obecnie płaci za moje rachunki oraz wiele artykułów naukowych. Przez trzy lata nie zawiesił się ani razu, nawet jeśli miał nawalone 100 000 słów tekstu, milion notatek i kilka pdfów dołączonych do sekcji „Research”. Poza tym kocham w nim automatyczne zapisywanie pracy co dwie sekundy oraz opcję robienia back-upu w wybranym miejscu na komputerze za każdym razem, kiedy zamykam program. W Scrivenerze można zrobić praktycznie wszystko. Ze względu na ogromne możliwości, program może być na początku przytłaczający dla użytkownika. Jednak po obejrzeniu kilku tutoriali i pierwszych kilku tekstach, nie będziemy chcieli wrócić do czegokolwiek innego. Cena: program kosztuje 45 dolarów (215 zł w App Storze)i moim zdaniem jest wart swojej ceny.   Dabble (Mac, Windows, aplikacja w przeglądarce) https://www.dabblewriter.com Stosunkowo nowy program, który łączy w sobie funkcjonalność Scrivenera i Google Docs. Pomoże zaplanować powieść i podzielić ja na rozdziały i sceny. Nasz tekst przechowywany jest w chmurze i możemy go edytować zarówno z poziomu przeglądarki internetowej i na zainstalowanej stacjonarnie aplikacji. Ma bardzo przyjemny tryb pełnoekranowy. Zaletą tego oprogramowania jest estetyczny interface i przemiły developer, który bardzo bierze sobie do serca opinie klientów i pomaga, jeśli napotkamy jakiekolwiek problemy. Miałam przyjemność testować Dabble w ramach akcji promocyjnej Narodowego Miesiąca Pisania Powieści (nanowrimo.org) i naprawdę dobrze się z niego korzysta. Myślę, że jest to dobra alternatywa dla wszystkich, których Scrivener przerasta, ale chcieliby mieć możliwość dzielenia tekstu na sceny i swobodnego poruszania się między nimi. Wady? Cena. Cztery dychy miesięcznie za program do pisania to opcja dla bogatych. Cena: 10 dolarów (ok. 40 zł) miesięcznie.   Do blogowania i krótszych tekstów: Przez wiele lat prawdziwą zmorą było dla mnie szukanie swoich tekstów poukrywanych w milionach folderów na komputerze. Teraz do krótszych artykułów i postów blogowych używam programów, które wszystko zbierają w jednym miejscu. Moim ulubionym jest: IA Writer (Mac, Android, iOS, Windows) (https://ia.net/writer) Program prosty jak budowa cepa. Po lewej mamy listę tekstów, którą możemy sobie ukryć, po prawej minimalistyczny edytor tekstu – tylko biała strona i to, co napiszemy. Możemy sobie też włączyć funkcję podświetlania zdania lub akapitu, nad którym właśnie pracujemy i chowania całej reszty tekstu. IA Writer z jednej strony pozwala skupić się na pisaniu, z drugiej ma duże możliwości katalogowania artykułów i wyszukiwania ich po tagach. Dodatkową zaletą jest dostępność programu na różnych platformach. Mogę zanotować coś w IA writerze na telefonie, a potem dokończyć na komputerze. Wiele moich postów na bloga powstaje właśnie w ten sposób. Warto jednak podkreślić, że wersja na Windows nie jest tak dopracowana jak wersja na Maca. Cena: 140 zł za wersję na Maca   Ulysses (Mac, iOS) (https://ulysses.app) Aplikacja, po której połowa Makowego światka jest w żałobie. Bardzo dobry program do pisania, stanowiący połączenie IA Writera i Scrivenera, niestety przeznaczony dla bogatych. Cena...

Read More

Do szuflady – Joanna Nałęcz

Wpisane dnia lis 14, 2018 w dziale Czytelnia | 2 komentarze

Tylko grafomani piszą do szuflady – nie pamiętam już, kto wypowiedział te słowa, ani kiedy, doskonale za to pamiętam, jakim tonem zostały wypowiedziane – takim, wiecie, trochę protekcjonalnym. Bo żeby pisać, trzeba być pisarzem, albo co najmniej dziennikarzem, czyż nie? Trzeba mieć talent i coś niezwykle ważnego do powiedzenia, najlepiej coś, co zmieni świat. Trzeba mieć świetny pomysł, na treść, i na formę – forma musi być super nowatorska, żeby powstało prawdziwe dzieło, w stylu, eee, neo-post-modernizmu, magicznego. Krótko mówiąc, żeby pisać trzeba mieć pewność, że odniesiemy sukces, że będą nas publikować i czytać, i pokazywać w programach typu „Pegaz”, gdzie my, w czarnych golfach i okularach będziemy odpowiadać na pytania o twórczy proces, na poważnie. Albo ewentualnie trzeba odnieść sukces komercyjny – wtedy uśmiechamy się nonszalancko na tle półki z napisem „Bestsellery miesiąca” i zapraszamy na kurs „Skandynawski kryminał w weekend”… Uch, ale daleko odpłynęłam, aż do Skandynawii. Wracam zatem, do szuflady. Bo mam taką szufladę, a jakże. Moja szuflada jest jedną z sześciu i mieści się w starej szafie po babci. Drewno od środka jest ciemniejsze niż na zewnątrz, i pachnie naftaliną, bo moja babcia w tej akurat szufladzie przechowywała dość makabryczną etolę ze zwierzątek, których nóżki i ogonki wisiały po obu stronach babci, kiedy wychodziła 1 listopada na cmentarze. Teraz leży tam fura papierów, w tym moje zapiski, tworzone…  no właśnie, i tu dochodzimy do sedna sprawy. Nie, chyba jednak nie pisałam ich „do szuflady” – zresztą, co to w ogóle znaczy, pisać do szuflady? Bo właściwie nie wiem. Skonsultowałam więc problem z internetowym Słownikiem Języka Polskiego PWN i otrzymałam taką oto definicję, autorstwa Jerzego Bralczyka:  Pisać do szuflady, czyli: pisać rzeczy, nieprzeznaczone, przynajmniej na razie, do druku. Piszemy, by nas czytano. Ale czasem piszemy, wiedząc, że albo na razie nie można, albo nie od razu nas przeczytają, albo, przeczytawszy, zaraz zapomną, albo nie docenią, albo nie uwierzą. Piszemy tak w ogóle, do potomności, do późnych wnuków, albo też po to, żeby coś, co powinno naszym zdaniem być napisane, napisane zostało. Dla takich rzeczy najlepsza jest szuflada. Dobrze zamykana. Teraz już wiem na pewno, że nigdy nie napisałam niczego do szuflady. Nie, to wszystko, co mam w szufladzie, napisałam dla siebie, tak, przede wszystkim dla siebie, żeby się sobie przyjrzeć, żeby gdzieś w sobie dotrzeć, coś oswoić, zrozumieć, albo pogodzić się z tym, że nie rozumiem i może nigdy nie zrozumiem. Żeby chociaż na chwilę nadać płynnej, amorficznej substancji życia jakąś formę, jakąś ramę. Żeby wziąć z niej próbkę i obejrzeć pod mikroskopem, albo właśnie wdrapać się gdzieś wyżej i spojrzeć na to wszystko z góry. Słowo pisane ma niezwykłą moc. Potrafi przyszpilić drobiazg wyłowiony przypadkiem z ruchliwej, nieobliczalnej pamięci, i wydobyć na światło, i zatrzymać; odkryć jego znaczenie albo mu je nadać. Albo mu je odebrać. Potrafi zrobić to, co jest nam akurat potrzebne. Dokumentuje zmiany, w świecie i w nas samych. Moja przyjaciółka chciała wziąć kiedyś udział w konkursie i opisała fragment swojego życia. Tekstu w końcu na nie wysłała, bo nagle wydał jej się zbyt intymny, ale długi czas potem powiedziała mi „Wiesz, natknęłam się na ten kawałek, który napisałam wtedy na konkurs WO, to było osiem lat temu… Osiem lat, a ja tej osoby, która to napisała, już nawet nie pamiętam”.  No i jest jeszcze niebagatelna kwestia pracy nad pisarskim warsztatem – na czymś trzeba przecież ćwiczyć. Więc nawet jeśli akurat macie w sobie tę część, która widzi się w Pegazie (ja mam – oczywiście, że mam!) – to też warto pisać dla siebie czy też do szuflady – tym bardziej, że te szuflady są coraz częściej po prostu folderem w komputerze, a stamtąd to już naprawdę dwa kroki, trzy kliknięcia do własnej strony, do bloga, do dziesięciu, a potem może dziesięciu tysięcy czytelników. Joanna...

Read More

Weno, gdzie jesteś? – Anna Kopaczewska

Wpisane dnia paź 30, 2018 w dziale Czytelnia | 2 komentarze

Siedzisz nad pustą kartką papieru. Nerwowo pukasz długopisem w jej środek licząc, że pod wpływem ponaglającego uderzenia spłynie na ciebie olśnienie. Czekasz. Rozglądasz się z nadzieją dookoła. I nic. Nadal pustka. „Weno, gdzie jesteś?!”.  Znasz ten stan? Ja tak! Właśnie jadę pociągiem i dumam nad pustą kartką notesu. Próbuję pisać artykuł o tym, skąd brać inspirację do pisania, ale ta jak na złość nie chce dzisiaj do mnie przyjść. Zerkam na pozostałe siedzenia. Cały przedział jest pusty, ani jednej twarzy, na której mogłabym zawiesić wzrok i puścić wodze wyobraźni. „O czym pisać?”, zastanawiam się zrezygnowana.  Opieram łokieć na półce, podpieram twarz dłonią  i obserwuję obrazy za oknem. Wysoko na niebie widzę paralotniarza. Jakie to musi być cudowne, dryfować niespiesznie w przestworzach i podziwiać świat z góry. A gdybym tak pokazała bohaterkę pisanej właśnie przeze mnie powieści z lotu ptaka? Czytelnik zobaczyłby ją w tłumie innych osób, jak pędzi  odhaczać kolejne zadania na liście. Praca, dom, córka, zakupy, odwiedziny u kochanej babci, spotkanie z przyjaciółką, randka z mężem. Wydałaby się taka malutka z jej wielkimi problemami. A przecież nasze codzienne zmartwienia są takie nieznaczące, kiedy spojrzymy na nie z dystansem, z szerokiej perspektywy. Wszystkie te tragedie łamiące życie zdają się wtedy takie błahe. Tak, ta scena byłaby piękną metaforą. Zapisałam pomysł na kartce. Z  rozmyślań wyrwał mnie widok lasu. Potężne drzewa okraszone kruchymi, zasuszonymi już i opadającymi powoli liśćmi, mieniły się żółcią, sepią, pomarańczą i czerwienią. Przypomniało mi się, jak kilka dni temu spacerowałam po lesie z moimi synami. Szukaliśmy roślin, które będziemy mogli ususzyć i wkleić do zielnika. Pod nogami skrzypiały nam liście. Zaskoczyło mnie, że o tej porze roku las jest taki suchy. Raz po raz pod naciskiem butów pękały spróchniałe patyki. Uparcie przypominałam chłopcom, że jesteśmy w lesie a tu nie wolno krzyczeć. Rozbiegli się w dwie strony. Każdy chciał odkrywać świat na swój własny sposób. Ten zapach! Czysty, przezroczysty, wypełniający całe ciało. Poczułam, jak chłód przenika moją skórę. Koniecznie, ale to koniecznie muszę napisać w mojej książce scenę w lesie. Taką, która będzie działała na zmysły. Chcę, żeby czytelnicy poczuli to, co ja: odgłosy, zapach, temperaturę, dotyk liści na policzku i szuranie ściółki pod butami. To dopiero jest wyzwanie, prawda?! Tymczasem z sąsiedniego wagonu wyszedł mężczyzna. Stanął przy drzwiach wyjściowych. Pewnie wysiądzie na następnej stacji. Patrzy smutno w ekran telefonu. Ciekawe, dokąd jedzie? Może w odwiedziny do schorowanej matki? Chyba martwi się, że stan jej zdrowia pogarsza się z dnia na dzień. Ma wyrzuty sumienia, że nie może z nią zamieszkać.  A może jedzie do żony, z którą dzielą go tysiące kilometrów? Możliwe, że wraca właśnie z Anglii, Irlandii albo Niemiec, gdzie pracuje na utrzymanie całej rodziny. Zastanawia się, czy bardziej cieszy się na spotkanie z bliskimi, czy dołuje, że za chwilę znowu czeka ich rozłąka. Ciekawy wątek. Może wykorzystam go jakoś w książce? Zaczęło się! Proces tworzenia w mojej głowie rozkręcił się na dobre. Nie nadążam ze spisywaniem pomysłów. Wiesz już, że inspiracja jest wszędzie? Otwórz oczy, słuchaj muzyki, obserwuj ludzi i świat wokół ciebie, słuchaj rozmów przypadkowych ludzi, wsłuchuj się w siebie, zwracaj uwagę na swoje zmysły. Nie czekaj, aż przyjdzie do ciebie wena. Znajdź własny sposób na to, jak otworzyć szufladę „kreatywność”.  Anna...

Read More