Posts Tagged "o pisarzach"

Co robić, żeby NIE pisać? – Adrianna Smurzyńska

Wpisane dnia sie 17, 2017 w dziale Czytelnia | 1 komentarz

Poradników o pisaniu jest wiele. Dziś podam kilka innych rad – gdy się do nich zastosujesz, to najprawdopodobniej nie zasiądziesz do pisania, a jeśli już do tego dojdzie, to nie dokończysz swojej pracy. Chcesz spróbować? 1) Uwierz w to, że do pisania się nie nadajesz. Że inni są bardziej utalentowani, że w porównaniu do innych (kimkolwiek są ci „inni”) masz mniejsze umiejętności, nieodpowiednie dla pisarza cechy charakteru, niewystarczająco dobrze organizujesz czas pracy. Wydaje Ci się, że pisarz to introwertyk, a Ty bardzo lubisz ludzi? Idealny motyw. A może sądzisz, że przy pisaniu powinno się kipieć pewnością siebie, a Ty ledwo wychodzisz z domu? Wspaniale! Takie myślenie najprawdopodobniej uniemożliwi Ci wyjęcie kartki czy otworzenie pustego pliku. Jeśli natomiast Ci się to uda… 2) Usiądź przed kartką lub plikiem i postaw sobie bardzo ambitny cel: „napiszę bestseller/ post, który zdobędzie miliard wyświetleń/ scenariusz, dzięki któremu wygram w konkursie”. Już teraz, bez przygotowania, bez zdobycia warsztatu. Bo przecież uważasz, że prawdziwy talent powstaje samoczynnie i nie potrzebuje lat treningu. To nic, że historia wielu wybitnych twórców pokazuje, że musieli oni przejść długą drogę, zanim stworzyli coś wielkiego. Ty wiesz lepiej. Zaczęłaś/ zacząłeś jednak pisać? W takim razie… 3) Odkładaj pisanie na nieokreślone jutro. Nie wyznaczaj żadnej organizacji pracy, nie dbaj o warunki otoczenia. Czekaj na wenę, która mogłaby Cię poprowadzić w tajemniczym procesie twórczym, licz na to, że flow przyjdzie samo. Albo wręcz przeciwnie – wyznacz ostro godziny pisania i nie pisz w innym czasie. Otworzył Ci się nowy wątek, a Ty mogłabyś/ mógłbyś przesunąć inne plany? Zapomnij – wyznaczone było pół godziny dziennie i tyle. Zamknij pisanie, choćby wątek miał uciec i się nigdy nie pojawić. Przecież to Ty masz służyć swoim planom pisarskim, a nie plany Tobie, prawda? Mimo tej rady dalej piszesz? Nic straconego – jeszcze możesz tego nie dokończyć. Z pomocą przyjdzie… 4) Perfekcjonizm. Szlifuj każde zdanie, zmieniaj opisy/ dialogi/ styl. Absolutnie nie proś nikogo o opinię, bo przecież oni się nie znają, sam(a) potrafisz to ocenić. Zwłaszcza, jeśli chcesz ocenić swoje dzieło jako nieidealne i niewystarczające do tego, by mogli je przeczytać inni. Trzymaj je latami na dysku albo w szufladzie. Najlepiej tak schowane, żeby nikt go przypadkiem nie odkrył, póki nie będzie idealne. I licz na to, że kiedyś będzie. 5) Ta prosta i skuteczna rada pomoże Ci w spełnieniu każdej z powyższych: nie dbaj o siebie. Zapomnij o tym, co w Tobie dobre, nie zważaj na to, że nad wadami dobrze jest pracować, a pozytywne cechy rozwijać. Uznaj, że skoro do tej pory nie stworzyłaś/eś nic wyjątkowego, to już tak będzie. Bo po co się zmieniać, rozwijać, dbać o siebie? Żeby być szczęśliwym Żeby dać coś innym? Żeby zacząć dostrzegać, ile każdego dnia dostajesz i przekazywać to dalej? A może, żeby zacząć pisać? Po co? Przecież wcale pisać nie chcesz. Może czytałaś/eś moje słowa ze zdziwieniem. A może odnalazłaś/eś w nich swoje zachowania. Nie zamierzałam Cię blokować, czy przekonywać, że powinnaś/powinieneś porzucić pisanie. Wręcz przeciwnie. Ale jeśli chcesz, a coś Ci przeszkadza, to może jest to któryś z punktów z mojej listy? Takie źródła blokad pisarskich warto odkrywać, nazywać i przezwyciężać. Oczywiście, jeśli chcesz pisać. Bo jeśli nie chcesz – możesz nie chcieć. Każdy przecież ma wpływ na swoją drogę :) Adrianna...

Read More

Dlaczego piszę – Marlena Podbielkowska

Wpisane dnia sie 3, 2017 w dziale Czytelnia | 1 komentarz

Ile trzeba napisać słów żeby móc powiedzieć, że się pisze? Ile trzeba zapisać stron? Nie wiem tego. Odkąd pamiętam piszę w głowie. Notuję myśli. Obserwuję i komentuję wszystko, co dzieje się wokoło. Zwracam uwagę na świat, nałogowo. Wyobrażam sobie i podsłuchuję. Kiedy to wszystko już nie mieści mi się w głowie, sięgam po coś do pisania i zrzucam myśli. Zwykle robię to gdziekolwiek jestem i na czymkolwiek, co mam pod ręką. Kartki, karteczki, świstki, paragony, notesy i notesiki. Kiedy już zapiszę gorącą myśl, czuję ulgę. Nigdy nie postrzegałam tego, jako pisanie przez duże P- Pisanie. Nie widziałam w tym wartości. Było to coś naturalnego, co stanowiło część mnie. Mimo że mam już zawód, który lubię i się w nim spełniam, przez cały czas czułam, że jest jeszcze kawałek mnie, który domaga się zagospodarowania, i coraz głośniej drze się o uwagę. Próbowałam wyrazić się w fotografii i improwizacji teatralnej i nic. Wciąż czułam niezaspokojenie. Szukałam coraz dalej od siebie. Zauważyłam, że potrafię opisywać świat metaforami. Tak go sobie ułatwiam. I że ludzie zwracają na to uwagę, albo, że często trafiam w punkt, kiedy trudno jest coś opisać. Myślę zmysłami, i obrazami. Miałam przebłyski, że może by pisać, ale szybko gasił je bezlitosny głos krytyki, że nie umiem, że do tego potrzebny jest talent, że tyle ludzi pisze i już nie ma dla mnie miejsca. Wtedy właśnie urodziło się marzenie o pisaniu. Zapisałam się na internetowy kurs nauki pisania. Nie byłam przekonana do komunikowania się z Avatarami ludzi, których nie znam. Napisałam jeden post i na tym zakończyła się moja nauka. Wyniosłam z tego listę ciekawych lektur i zaczęłam inaczej czytać książki. Przyglądałam się stylom i sposobom pisania, zobaczyłam, że warto czytać wszystko. No prawie wszystko☺ Kiedy po raz wtóry przeniosłam się do Krakowa, przypadkiem trafiłam na plakat z informacją o niedzielnych warsztatach pisarskich u Marii Kuli. Po długich negocjacjach ze sobą zapisałam się. To był początek przełamania. Zobaczyłam, że moje patrzenie na twórczość jest bliskie temu, co mówiono na warsztatach, zaczęłam powoli wierzyć w swoja potrzebę pisania. Myśl o pisaniu nie dawała spokoju, ale dalej trzymałam się metody pisania gdzie popadnie, choć czułam, że to mi nie wystarcza. Nie miałam jeszcze w sobie zgody na pisanie.  Bez oczekiwań zapisałam się na letni warsztat w Domu na Zakręcie. A niech się dzieje, może okaże się, że nie umiem pisać i problem z głowy. W czasie tego wyjazdu coś we mnie pękło. Dostałam zadanie i zaczęłam pisać prozą, po prostu. Mogę powiedzieć, że niemalże usłyszałam trzask bariery, którą miałam w sobie. Myślę, że w zrozumieniu drugiej osoby odbiło się moje pozwolenie na pisanie i w końcu uwierzyłam, że mogę. Od tego czasu piszę prawie codziennie. Po prostu siadam i piszę. Bez wymyślania, że miejsce nie takie, krzesło niewygodne, aura nie sprzyja. Zawzięłam się w sobie, i uwierzyłam, że jeśli chce pisać, muszę pisać dużo i w miarę regularnie. Nie jest to jeszcze takie proste, bo mam ciągły deficyt koncentracji, przyjmuje za dużo bodźców zewsząd, taka uroda. Ale szukam różnych sposobów żeby i z tym sobie poradzić. Dużą zmianą jest to, że zawęziłam liczbę notesów i notesików, na których piszę i zaczynam współpracować z komputerem. Oczywiście, że umiłowanie do zapisywania na karteluszkach albo w telefonowym notatniku pozostało niezmienne, ale staram się to wszystko zbierać do jednego miejsca, później spisuje to do jednego pliku. Mimo że formalnie jestem na początku swojej pisarskiej drogi to czuje jakbym szła tą drogą od dawna tyle, że po ciemku, teraz mam już latarkę, a od czasu do czasu zdarza mi się wejść pod latarnie. Marlena...

Read More

Dlaczego piszę – Ewelina Wójcik

Wpisane dnia mar 16, 2017 w dziale Czytelnia | 1 komentarz

Wczoraj znowu skasowały mi się wszystkie notatki. Tym razem w telefonie. Bezwzględny komunikat „kończy się miejsce” na ekranie telefonu od kilku dni nieubłaganie wołał „zrób coś z tym!”. Czyściłam pamięć zawzięcie, aż uparta ikona zniknęła z ekranu, a wraz z nią wiele zbędnych danych zajmujących tylko miejsce w tym… moje notatki. Piszę na przemian w telefonie, w kilku notesach, w zeszycie, w komputerze. Jeden gotowy tekst zniknął w niewyjaśnionych okolicznościach, w sposób iście magiczny. Ot był i nie ma. Wieczorem napisany, rano szukany, a efektów brak. Innym razem, w parku gdzieś w Gliwicach wypisał mi się długopis, ołówka, którym lubię pisać najbardziej, akurat nie miałam pod ręką. Łatwiej jest pisać dla siebie, do szuflady, w tajnym folderze, a może nawet blogu, gdzie czytelnicy nie znają mnie osobiście. Kiedy piszę pod swoim imieniem i nazwiskiem, zwłaszcza w miejscu, gdzie moi znajomi wiedzą, że to ja, w mojej głowie pojawia się szereg pytań i lęków: Co pomyślą? Ocenią? Jaką etykietkę przykleją tym razem? Jakie wnioski powędrują przez meandry fb czy instagrama? Obserwując szeregi ludzi piszących w sieci i poza nią nasuwa mi się wniosek, że być może piszących jest dziś więcej niż czytających. Może zbyt wiele osób wierzy, że jeśli jeszcze nie umie to pewnego dnia będzie pisać wystarczająco dobrze? Mimo tego, nawet kiedy na pisaniu nie zarobimy nawet 1 zł, pisanie to: Odskocznia od codzienności. Wyciszenie, wsłuchanie się w siebie – w dużym uproszczeniu zaryzykuję, że pisanie ma działanie medytacyjno-wyciszające. Autoterapia. Możliwość przelania na… (wstaw dowolne: papier lub ekran) swoich uczuć, często negatywnych. Czy są one zawsze potrzebne innym? To pole do nieskrępowanego użalania się nad sobą kiedy wpadam w czarną dziurę i dopadają mnie wyrzuty sumienia, że przecież przyjaciele i rodzina mają swoje problemy i nie warto non stop ich tym zamęczać. W każdym razie papier przyjmie wszystko (i komputer też) Możliwość powrotu do swoich zapisków za jakiś czas (o ile nie przydarzy wam się skasowanie notatek jak już niejeden raz mi). Spojrzenie na siebie z zupełnie innej perspektywy. Można pisać w trzeciej osobie, ale nawet samo czytanie tego co się napisało daje obraz siebie z boku, z góry, z dołu, skądkolwiek, w każdym razie z innego miejsca niż własne ja. Podróże się w czasie i przestrzeni. Mieszkasz w Krakowie, Nowym Sączu czy Ksawerówce? Możesz pisać gdziekolwiek cię zaniesie wyobraźnia i serce Ucieczkę od świata. Czujesz się samotnie albo wręcz przeciwnie, chcesz się wyalienować z rozentuzjazmowanego tłumu?Pisanie daje ci taką możliwość. Możesz tworzyć dialogi albo pisać do siebie listy żeby nie czuć się samotnie, albo wyciszyć się kiedy dookoła a nawet i w środku trochę za głośno. Moje pisanie zmienia się z pogodą, z porami roku. Kiedy szaro buro i plucha za oknem pisze mi się inaczej niż z szeroko-otwartymi oknami albo siedząc nad rzeką z zeszytem w ręku. Pisanie dla mnie wiąże się z wędrówką, z poszukiwaniem często samego siebie i ma terapeutyczną moc. Pisanie porządkuje duszę, otwiera poupychane w zakamarkach myśli. Dodaje odwagi, pozwala dać się ponieść chwili i temu co w danym momencie naprawdę mi w duszy gra. Spotkałam kiedyś w hostelu w Barcelonie kobietę, która prowadziła sklep z rękodziełem, a jej życie potoczyło się tak, że od kilku miesięcy wynajmowała łóżko w wieloosobowym pokoju, kilkadziesiąt kroków od Sagrada Família. Codziennie zaczynała dzień od pisania, mówiła, że to takie ćwiczenie z książki El despetrar del sol (w wolnym tłumaczeniu znaczy to „w poszukiwaniu słońca”) napisanej przez jej przyjaciółkę Marię Garcia. Książka była po hiszpańsku i jakie wielkie było moje zdziwienie kiedy przypomniałam sobie o niej w sierpniu a na okładce zobaczyłam postać stojącą w zbożu z wyciągniętymi w kierunku i nieba i słońca rękoma. Kilka tygodni wcześniej robiłyśmy z siostrą bardzo podobne zdjęcia. Pisanie dodaje mi siły. Zwróciliście kiedyś uwagę, używając słownika w komórce, na jak zaskakujące słowa można trafić? A do tego jak  zmienimy język to robi się jeszcze ciekawiej. Wiecie, że do napisana słowa siły używamy takiego samego ruchu palców na klawiaturze jak przy słowie… pisz?  Ewelina Wójcik teksty Eweliny możesz poczytać...

Read More

Wskazówki od Bardzo Dobrych Pisarzy

Wpisane dnia lis 2, 2016 w dziale Czytelnia | 2 komentarze

W zeszłym tygodniu w Krakowie odbył się Festiwal Conrada. Przez 7 dni mogliśmy chodzić na spotkania z pisarzami z całego świata, także tymi z naprawdę „górnej półki”. Byłam na festiwalu prawie codziennie i skrzętnie notowałam ważne słowa. Dla siebie i dla was. I dziś garść rzeczy od Bardzo Dobrych Pisarzy. „Trust me to bardzo ważne zdanie w moim życiu i w mojej twórczości” powiedział Michel Faber na początku spotkania i od razu zdobył moją sympatię. Zaufanie jest bardzo ważne też dla mnie. Kiedyś zrobiłam takiego mema „Zaufaj swojemu pisaniu”, który cieszył się dużą popularnością. A ty ufasz? Faber powiedział jeszcze, że pisał 25 lat zanim opublikował pierwszą książkę. I że nigdy nie myślał o pisarstwie jak o karierze. Po prostu miał historie do opowiedzenia. Eleanor Catton i Michael Cunningham wspominali o swoich studentach i o swoich metodach uczenia. Bardzo ciekawe rzeczy, byłoby super kiedyś pójść do nich na zajęcia. Ale na razie zostają wskazówki. Catton mówiła o czymś co i ja polecam i w co wierzę: o ćwiczeniach warsztatowych pomagających rozwinąć styl: „Kiedy uczę bardzo często zadaję ćwiczenia imitowania tekstów innych, to bardzo rozwijające i ważne. Nie trzeba wcale zaczynać od pomysłów. Można na początku go nie mieć, a imitowanie stylu innych pisarzy bardzo dużo może nauczyć.” Jak to możesz zrobić? Przede wszystkim możesz zacząć już dziś! Po prostu zdejmij z półki książkę, otwórz na dowolnej stronie, przeczytaj akapit i spróbuj napisać dalszy ciąg dokładnie w tym samym stylu. Żeby to zrobić, musisz dokładnie przyjrzeć się stylowi pisarza, zauważyć jaki ma rytm zdania, jakich używa słów, czy jest np. dużo przymiotników czy może nie ma ich wcale. Ćwicz tak raz w tygodniu. Po 3 miesiącach będziesz mieć zupełnie inny, znacznie ciekawszy styl. Zakładam się. Cunningham nie był tak delikatny: „Pytam moich studentów dla kogo piszą i jeśli mówią dla siebie, to każę im się wynosić i wrócić kiedy będą pisać dla kogoś. Ja piszę dla kilku bardzo konkretnych osób, dosłownie dla paru przyjaciół. Bardzo mi to pomaga, kiedy pisząc myślę o kimś konkretnym.” To jest coś, co polecam przede wszystkim każdemu, kto pisze non fiction. W przypadku poradników, to absolutny początek pracy nad książką, od tego kim jest czytelnik wszystko się dla mnie zaczyna. Nie myślałam, że to też takie ważne w przypadku fikcji, choć widzę dużą różnicę pomiędzy tekstami autoterapeutycznymi, których redakcji odmawiam, bo one nie są po to żeby je redagować, a tymi pisanymi z myślą o czytelnikach. O ważności czytelnika mówił też Richard Flanagan: „To czytelnik tworzy powieść, nie pisarz, czytelnik urzeczywistnia przez czytanie zapisane słowa, a książka pozwala czytelnikowi zobaczyć historię.” O magii pomiędzy opowieścią a jej zapisywaniem opowiadała jak zawsze niezwykle Olga Tokarczuk. W zeszłym roku też byłam na spotkaniu na nią i nawet napisałam o tym list czwartkowy, o bohaterce, która do niej przyszła. A teraz Tokarczuk mówiła tak: „Nie byłoby literatury gdyby nie wychodzenie poza nasz materialny świat. Każda książka, która chce mówić coś ważnego ociera się o duchowość, o próbę opowiedzenia o czymś co jest trudne do opisania, nieskończone, niepojęte, teoretycznie  o zakończeniach, o których pisałam całkiem niedawno: „Ja się nigdy nie martwię końcem książki, to przyjdzie, książka sama wie jak się ma skończyć.” A na koniec jeszcze Stasiuk: „Zawsze chciałem podróżować i patrzeć na świat, a nie się...

Read More

Dlaczego nie umiem odpowiedzieć na pytanie „o czym piszesz?” – Adrianna Smurzyńska

Wpisane dnia lip 28, 2016 w dziale Czytelnia | 0 komentarzy

„O! piszesz książkę! A o czym?” To pytanie słyszę prawie za każdym razem, gdy przyznaję się do pisania. Kolejne zdziwienie pojawia się, gdy mówię, że to powieść. Pewnie dla niektórych bardziej oczywiste byłoby, gdybym powiedziała, że to dłuższa rozprawa naukowa. Kolejne pytania stają się coraz bardziej problematyczne. Czy odpowiadając na nie mam streścić fabułę? Opowiedzieć o bohaterce? A może stwierdzić, że jest to historia o dojrzewaniu osobowym czy kryzysie tożsamości? Czy to oddaje to, o czym piszę? Nie do końca. A o czym piszę? W zasadzie nie potrafię wyrazić tego jednym zdaniem. Nie tylko dlatego, że trudno oddać w paru słowach czyjąś historię. (Próbowaliście w dwóch zdaniach opisać kilka przełomowych miesięcy swojego życia? Prawda, że to trudne?) Także dlatego, że mimo że piszę, a raczej spisuję pewną historię, to odpowiedź na to pytanie się zmienia. Zmienia się, gdy poznaję lepiej bohaterów, gdy odkrywam sytuacje z ich życia, o których wcześniej nie myślałam, gdy sceny, które wydawały się nie mieć większego znaczenia – nabierają sensu. Odpowiedź na pytanie „o czym piszę?” zmienia się też dlatego, że… ja się zmieniam. Coś odkrywam, coś przeżywam, o czymś rozmawiam. Zmienia mnie też historia, którą spisuję. Czuję się tak, jak wtedy, gdy nowo poznana osoba opowiada mi o swoim życiu, a ja zaczynam postrzegać swoje w nowej perspektywie. Kiedy tworzę, mam wrażenie, że opisuję wydarzenia, które widzę, rozmowy, które słyszę. Historię, którą ktoś mi opowiada i tę, która dzieje się na moich oczach. A każda rozmowa, każda taka obserwacja nas zmienia. Mnie moja książka również. Może właśnie dlatego tak trudno mi określić, o czym piszę. Dlatego, że nie tylko ja piszę tę książkę, ale ta książka pisze również mnie. Odsłania przede mną nowe zakamarki, nowe elementy układanki. A ja pozwalam jej ożyć, pozwalam jej pokazać się światu. Nawet pisząc ten tekst poczułam, że pisanie mnie zmienia. Wahałam się, czy go wysłać, bo być może ktoś z Was znał mnie wcześniej i nie wiedział, że piszę. Nie chowam się z tym faktem, ale też nie afiszuję. Kilka razy zastanawiałam się, kiedy i w jaki sposób opowiem o tym większej ilości ludzi. Myślałam, że zrobię to dopiero, gdy napiszę książkę i uda mi się ją opublikować. A jednak coś się zmieniło – robię to już teraz. Nie czekam, tylko dzięki mojemu pisaniu robię krok. Dla mnie to krok duży i ważny. Jednocześnie ryzykowny, bo nie wiem, gdzie mnie zaprowadzi. Ale idę. I po raz kolejny przekonuję się, że nie tylko ja tworzę pisząc, ale też pisanie tworzy mnie. Adrianna...

Read More