Posts Tagged "styl"

Nie musisz znać zakończenia

Wpisane dnia paź 6, 2016 w dziale Czytelnia | 1 komentarz

Dość często się zdarza, że ktoś, kto przychodzi ze mną pracować, pisze do mnie w mailu, że „nie ma jeszcze zakończenia” jakby to było coś złego, z czego musi się tłumaczyć. Niezależnie od tego, czy piszesz fikcję (ale szczególnie jeśli piszesz fikcję), czy non fiction, nie musisz znać zakończenia. Z prostego powodu – bo pisanie jest procesem, w trakcie którego się zmieniasz, przychodzą ci do głowy nowe pomysły, a stare weryfikujesz, zmieniasz zdanie, znajdujesz nowe inspiracje, uczysz się. Nie jest mechanicznym klepaniem w klawiaturę, jest żywe. Jeśli piszesz krótki tekst – post na bloga albo kilkustronicowy artykuł na konkretny temat, to tak, w takim przypadku polecam ci zrobić sobie plan i porządne notatki zanim zaczniesz pisać i zaplanować co będzie początkiem, środkiem i zakończeniem. W każdym innym przypadku nie musisz znać zakończenia. Ale musisz znać kierunek. Kierunek, w którym ma podążać twój tekst wyznacza odpowiedź na pytanie „o czym piszę?”. Twój temat jest twoim kierunkiem, to co wybierasz na treść ma być kierunkiem. Dlatego tak ważne jest zastanowienie się na początku, zanim zaczniesz pisać, o czym chcesz pisać. Oczywiście możesz się nie zastanawiać i po prostu pisać, „co ci ślina na język przyniesie”, dać się zupełnie ponieść flow – to jest bardzo ok, flow jest super! Tylko nie oczekuj, że taki tekst będzie konsekwentny i zaprowadzi cię do jakiegoś celu, będzie na końcu w magiczny sposób spójną całością. Ale już flow w pożądanym, wybranym kierunku – proszę bardzo, tu masz dużą szansę, że nie skończysz w bardzo dziwnym punkcie. W wersji, którą ci proponuję masz kierunek, nie masz zakończenia. Dopóki piszesz na temat, mieścisz się w odpowiedzi „o czym to ma być”, to wszystko jest ok. Skąd masz wiedzieć czy się mieścisz? Po prostu zadawaj sobie to pytanie, po każdym akapicie albo kiedy zatrzymujesz się w pisaniu sprawdzaj, czy trzymasz się tematu. Sprawdzaj gdzie idziesz. Żeby przypadkiem nie zboczyć całkiem z trasy i nie władować się w straszne chaszcze albo błotnistą ścieżkę. Jeśli będziesz sprawdzać na bieżąco dokąd zmierza twój tekst, to dość szybko się zorientujesz, że skręcasz. Co wtedy? Masz do wyboru albo zawrócić i podjąć ścieżkę w miejscu, gdzie zaczęła iść w innym niż wyznaczony kierunek albo zdecydować, że jednak ta ścieżka bardziej ci się podoba, jest dla ciebie ciekawsza i pójść nią dalej. Wtedy zmieniasz temat. I jeszcze raz trzeba się zastanowić „ok, zmieniam temat, to o czym teraz piszę?”. To jest ok, mi się to zdarza dość często, nawet kiedy piszę te artykuły czasami mnie ponosi i stwierdzam, że to nowe jest ciekawsze, kasuję początek i zmieniam temat. Gorzej, kiedy na bieżąco nie sprawdzasz w jakim kierunku idziesz i orientujesz się na przykład 10 stron dalej, że to jest kompletnie nie na temat. To są właśnie te chaszcze. Czasami nie ma innego wyjścia, jak skasować te 10 stron. Oczywiście to jest przykre i prawie każdemu jest szkoda. Wtedy zdarza się, że ktoś podejmuje próbę zmiany tych 10 stron trochę, tak żeby mniej więcej pasowały albo dodaje nowy wątek, żeby te strony tam wcisnąć. I to jest na ogól błotnista ścieżka. Bo wciąga cię, spędzasz masę czasu na dostosowywaniu tych 10 stron, a efekt zazwyczaj jest kiepski. I finalnie, tylko znacznie później, ten fragment i tak wylatuje. Ale ty utykasz w błocku i tracisz tam dużo czasu i energii. Kiedy władujesz się w chaszcze, to najlepiej tnij, zawróć. Z nieznanym zakończeniem jest jeszcze jedna, bardzo fajna sprawa. Kiedy go nie znasz, kiedy dasz sobie luz, to często pojawia się fantastyczne zakończenie, którego zupełnie się nie spodziewałaś/łeś. To bardzo miły moment dla ciebie, bo dowartościowuje i dodaje wiary we własne możliwości pisarskie, powoduje, że uczysz się ufać pisarskiemu procesowi. No i często jest z wielką korzyścią dla...

Read More

Być Stephenem Kingiem jeden dzień – Ewa Gralla

Wpisane dnia wrz 15, 2016 w dziale Czytelnia | 1 komentarz

„Mam zamknięte oczy. Nie chcę zbyt szybko ich otwierać. Najpierw muszę uspokoić oddech. Chłonę zimne powietrze łapczywie. Czuję, jak przenika do mojego ciała i je odżywia. Biorę ostatni, głęboki wdech. Prostuję się i otwieram oczy. Pierzyna chmur chowa wszystko poniżej szczytu. Kręcę się powoli w kółko, by móc nacieszyć oczy tym pięknem. Chmury są gęste i grube. Szczelnie oddzielają mnie od reszty świata. Chciałabym się w nich zanurzyć. Wniknąć i poczuć ich puchatość na moim ciele.” Te kilka zdań jest efektem „dnia Marii”. Dnia, w którym przeczytałam jej tekst z wakacji i przeskoczyłam na inną, niż codzienna, wrażliwość. A potem napisałam tekst, wczuwając się w jej styl pisania. Wszystko co czytam, ludzie, z którymi rozmawiam, których obserwuję, mnie karmią. Odżywiają moją duszę i ubierają moje ciało. Czasem zasłyszane przypadkiem słowa, albo zdanie z książki, która miała być jedynie przyjemną lekturą, okazują się być TYM KLUCZEM. Bo czułam, wiedziałam o co mi chodzi, ale nie umiałam tego nazwać właściwymi słowami. My, pisarze, potrzebujemy przeglądać się w innym człowieku. Dostrzegać go, inspirować się nim i tym, co tworzy. Nie da się być pisarzem, bez dostrzegania ludzi wokół. Dlatego dobrze jest wnikać w inną wrażliwość. Sprawdzać, co może czuć i myśleć ta druga strona. Jako pisarze dążymy do stworzenia swojego stylu. Do wyjątkowości. Bo nikt przecież nie chce być kserówką… Ale czasem  niebezpiecznie się w tej wyjątkowości zakopujemy. Jak jeż w liściach na zimę, na sen. Dobrze jest, od czasu do czasu, zafundować sobie dzień w innej skórze. Dać się ponieść przeczytanemu tekstowi, akapitowi, który coś w nas otwiera. Nie odcinać się, tylko podchwycić ten rytm, tą melodię, którą w nas rozbudza. I zatańczyć, inny niż normalnie, taniec. Założyć kostium. Zmienić wrażliwość, percepcję i sposób myślenia. Wziąć bojówki i koszulę od autora, założyć je i sprawdzić, co wyjdzie. Znaleźć odpowiedź na pytania: „Co będzie, kiedy przeleję na papier moje myśli, ale jego stylem? Jego wrażliwością? Jak inaczej pomyślę o mojej opowieści w jej kaloszach?” Ja czasami lubię wskoczyć na motocykl i pojechać na przejażdżkę czując się jak Stephen King (nie wiem, czemu tak mam, ale najbardziej ”kingowy” nastrój łapię właśnie tak), a potem napisać coś mrocznego. Albo, gdy czytając kolejną z książek Terry’ego Pratchetta o Świecie Dysku, wpadam w ten stan, w którym czuję się bardzo dyskowa, biorę i piszę coś o kuli, ale z płaskim wpływem. Zawsze wychodzi coś, czego z moim codziennym poczuciem humoru nie dała bym rady napisać. Lubię też czasem obłożyć biurko książkami i siąść do pisania z okularami zsuniętymi na środek nosa. Czuję się wtedy trochę jak Elizabeth Gilbert. Tu nie chodzi o wierne odwzorowanie, a o impuls, o zabawę, o zmianę. Więc spróbuj, co ci szkodzi? Być może coś odkryjesz. Być może zmienisz coś wielkiego, albo zrozumiesz coś dotychczas dla ciebie zupełnie obcego. Być może napiszesz jeden tekst jak J. R. R. Tolkien. I możliwe, że na tym się skończy. Ale to w tobie zostanie. Jak puzzel wpisze się w twoją duszę i stworzy ciebie. I kto wie, co z tego wyniknie. Ewa...

Read More

O wpływie słuchanej muzyki na nastrój pisanego tekstu – Maciej Wojtas

Wpisane dnia sie 25, 2016 w dziale Czytelnia | 5 komentarzy

Czy to czego słuchamy, na co patrzymy, a nawet co pijemy – ma wpływ na to, co piszemy? Zdecydowanie tak. Zresztą nie tylko na pisanie. Praktycznie na każdy proces twórczy. Przypomnijcie sobie scenę z Dnia świra, kiedy to główny bohater zasiada do pracy, a za oknem zaczyna się prawdziwy Koncert na kosiarkę solo: Nietrudno się domyślić, co dzieje się w głowie biednego Adasia Miauczyńskiego, kiedy wraca do domu po takiej rozmowie z kosiarzem. Wyobraźcie sobie teraz, że jesteście na jego miejscu i musicie skończyć rozdział waszej książki. Powiedzmy, że to jakiś subtelny romans wypełniony eterycznymi postaciami i dialogami nadziewanymi słodkimi uprzejmościami. Po kilku minutach zauważycie coś dziwnego. Język powieści zacznie się brutalizować. Zdania skracać. A bohaterowie denerwować. Na szczęście nie jest to proces nieodwracalny. Wystarczy założyć słuchawki i włączyć muzykę: spokojną, kojącą nerwy, pełną błogiej harmonii. Zobaczycie, że słowo po słowie, zdanie po zdaniu wrócicie do uprzejmych dialogów, a opisy otoczenia wypełnią się majowym słońcem. Okazuje się, że nie tylko muzyka i to, co wpada do naszych uszu, ma wpływ na charakter tego, co piszemy. Jedzenie i picie również. Filiżanka dobrej kawy sprawia, że palce przebiegają klawiaturę w ekspresowym (espressowym) tempie. A talerz mięsistego makaronu z ciężkostrawnym sosem skutecznie zakleja zwoje mózgowe, sprawiając że praca nad każdym zdaniem ciągnie się jak spaghetti. Jakiej muzyki słucham podczas pisania? Jestem copywriterem, scenarzystą i muzykiem. I właśnie muzyka jest tym, co bardzo często pomaga mi w pracy. W zależności od tego, jaki tekst, o jakim charakterze czy wydźwięku chcę uzyskać – takiej muzyki podczas jego tworzenia słucham. Dotyczy to i opisów produktów dla sklepów internetowych, i artykułów na najprzeróżniejsze tematy, i konkretnych scen np. w sztukach teatralnych czy słuchowiskach. Przykłady (do posłuchania i przetestowania): Jeśli chcę, by scena emanowała mistycyzmem, nie czekam na natchnienie, tylko od razu włączam fragment z filmu Life of Pi: Jeśli opisuję produkt dla kobiet albo muszę stworzyć scenę miłosną, aplikuję sobie temat z serialu Bodo: https://soundcloud.com/atanasvalkov/bodo-love-theme?in=atanasvalkov/sets/bodo-ost „Męskie” teksty to czasami zasługa Jamesa Bonda: Totalna „jazda bez trzymanki” czeka mnie (a raczej moich czytelników), jeśli odpalę coś w tym stylu: A jeśli wszystkie utwory zawodzą – sięgam po broń ostateczną: muzykę z filmu K-PAX. Nie wiem dlaczego, ale działa wyjątkowo rozluźniająco na neurony :) A jaki jest wasz sposób na pisarską blokadę? Czy też jest to muzyka? A jeśli tak – to czego słuchacie? :) Ten artykuł jest drugą częścią moich myśli, bo o tym, czy i jak słuchana muzyka wpływa na charakter tworzonego tekstu, pisałem na swoim blogu w artykule „Wpływ muzyki na opis kiełbasy”. Maciej Wojtas Autor inspirującego bloga dla kreatywnych:...

Read More

PISZ BEZPOŚREDNIO

Wpisane dnia maj 4, 2016 w dziale Czytelnia | 2 komentarze

A gdyby tak zrobić rewolucję? Wyobraź sobie, że wszyscy zaczynają pisać bezpośrednio.  Instytucje wysyłają newslettery podpisane przez konkretnych ludzi, a na ich stronach są proste i jasne teksty napisane potocznym językiem. Firmy mają teksty napisane bezpośrednim stylem na swoich stronach. Nikt nie pisze już językiem oficjalnym, anonimowo, znikają wyświechtane sformułowania i wytarte frazesy. Restauracje przestają być gościnne, hotele nie zapraszają już na wypoczynek, a banki nie proponują najlepszej oferty. Cały świat staje się prostszy, bardziej czytelny, bezpośredni.  Chciałabym żyć w takim świecie. Tęsknię za tekstami bezpośrednimi i jestem wrogiem formułek. Nie znoszę pseudooficjalnego stylu, którym tak wiele osób się posługuje, bo wydaje im się, że zwykłe słowa są za zwykłe i trzeba coś ulepszyć, chociaż „ujrzeć jak pyszne bynajmniej  porcje wyżywienia serwuje nasza gościnna restauracja”. Brak mi prawdziwości, autentyczności, tego co prawdziwe i codzienne w języku. Marzę o tym, żeby wszyscy pisali bardziej bezpośrednio. Dlatego z misją szerzę pisanie zwykłe, od siebie, prawdziwe. Autorom tłukę do głowy, żeby pisali tak jak mówią. Na warsztatach dla blogerów, pisania o podróżach i newsletterowych pokazuję jak ważne jest żeby pisać prosto, bezpośrednio, żeby wyzbyć się wszystkich dziwacznych sformułowań, które niby miały dodać nam ważności. To moja osobista misja, kolejna obok mówienia, że pisania można się nauczyć. W lutym na warsztacie pisania newsletterów było dwóch pracowników działu literackiego Krakowskiego Biura Literackiego, które odpowiedzialne jest za wszystkie duże festiwale literackie w Krakowie i mnóstwo mniejszych wydarzeń. Kubie i Michałowi trochę namieszałam w głowach szerząc swoją wizję zindywidualizowanych newsletterów. Ach, jak cudownie byłoby dostawać indywidualne newslettery z KBF-u! Osobiste, pełne pasji, bo o tym co naprawdę ich interesuje, co jest dla nich ważne, o czym chcą nam opowiedzieć. Wyobrażasz sobie, ze zamiast suchych informacji o tym jakie wydarzenia odbędą się w tym miesiącu dostajesz od Miasta Literatury Unesco osobisty list od Kuby o jego fascynacji pisarzem, który wystąpi na festiwalu? Albo osobistą recenzję Michała książki na premierę której zapraszają? Albo ciepłą, bliską rozmowę z właścicielką małej księgarni zza rogu, kiedy piszą o akcji promowania małych księgarń? Marzę o tym, żeby dostawać indywidualne bezpośrednie listy od MoMa albo Muzeum Narodowego w Krakowie, albo z MOCAK-u, z opowieściami pełnymi pasji, w których przeintelektualizowane kuratorskie notki zastąpione są żywymi opowieściami dla ludzi spragnionych opowieści o sztuce. Po których natychmiast chce mi się biec do muzeum. Chciałabym bardzo czytać świetne osobiste newslettery redaktorów z wydawnictw – bo przestałam subskrybować wszystkie, dziękuję, nie potrzebuję ulotek o nowościach. Tak naprawdę mogłabym czytać newslettery wielu firm, gdyby były napisane ciekawie, gdyby była w nich historia, gdybym miałam poczucie, że autor naprawdę ma mi coś do powiedzenia. Możesz wziąć udział w mojej rewolucji i zacząć pisać bezpośrednio. Jeśli prowadzisz firmę albo masz wpływ na to jak wygląda strona internetowa instytucji w której pracujesz – zacznij na niej pisać tak jak mówisz, autentycznie, od...

Read More

PISZ TAK JAK MÓWISZ

Wpisane dnia lut 11, 2016 w dziale Czytelnia | 2 komentarze

To zdanie powiedziałam tak wiele razy, że nie byłabym w stanie policzyć. Zarówno na zajęciach grupowych, warsztatach, kursach, bezpośrednio do autorów, napisałam je w komentarzu redagując tekst, w treści maila podsumowując tekst… Ale cały czas je powtarzam i pewnie będę je powtarzać tak długo jak będę redaktorką i będę uczyć pisania. Bo zawsze znajdzie się ktoś, kto zaczyna i jeszcze tego nie wie. Kiedyś zrobiłam dla autora taki rysunek:   To najlepsza możliwa ilustracja do tego problemu. Trochę przesadzona, ale w przesadzie najlepiej możesz zobaczyć skrzywienie. Bardzo dużo osób kiedy zaczyna pisać ma tendencję to takiego pisania: udziwionego, sztywnego, jakby mówili do czytelnika zza niewidzialnego biurka trzy metry nad ziemią. Jakby wygłaszali przemówienie w pustkę. Może nieobce ci będą takie zdania: Ujrzała pomieszczenie, w którym znajdowały się tylko stoły. Wkroczył do pokoju, po czym zasiadł na krześle. Zauważył dziewczynę i skierował swoje kroki w jej stronę. Udały się razem do lasu, a następnie zaczęły zbierać grzyby znajdujące się w nim. Z tym że nieczęsto można było ujrzeć go w świetle dziennym. Tak więc podsumowując tego typu zachowania możnaby wysnuć wniosek… Przygotowywała posiłek bowiem oboje odczuwali głód. Wykonała wszystkie czynności sprzątające, przy czym podłoga nadal nie lśniła czystością.   Wiesz już co mam na myśli? Mam nadzieję, że te zdania cię rozśmieszyły! I że jeśli masz podobne na pisarskim koncie to już przenigdy takich nie napiszesz. Przykłady mogłaby mnożyć, ale tutaj dodam jeszcze trzy często spotykane słowa: Poniekąd Niejako Zaś Kiedyś tylko poprawiałam takie zdania z komentarzem: „Pisz tak jak mówisz. Czy powiedziałabyś takie zdanie do koleżanki na spotkaniu? Czy kiedyś opowiadasz historię to używasz takich słów? Jeśli nie, to nie pisz ich w tekście.” Zachęcałam autorów, żeby czytali teksty na głos i wyłapywali wszystkie koszmary. Oczywiście nadal to robię, ale w międzyczasie zaczęłam się zastanawiać dlaczego ludzie tak piszą? Dlaczego kiedy ich słucham to opowiadają zwykłym, zrozumiałym językiem, a kiedy przysyłają mi tekst to jest naszpikowany słowami „bowiem/ujrzeć/pomieszczenie” i całą resztą? Doszłam do wniosku, że powodów może być kilka: Wydaje im się, że zwykłe słowa nie są wystarczająco dobre i w pisaniu trzeba używać specjalnych.  Myślą, że ich styl jest zbyt ubogi i nijaki i chcą go ubarwić. Chcą nadać swojemu tekstowi ważności, sprawić, żeby urosła jego ranga. Mało czytają i nie mając doświadczenia czytelniczego myślą, że tak powinien wyglądać dobry tekst. Masz jeszcze coś do dorzucenia? Jeśli tak, to koniecznie napisz mi o tym – w komentarzu pod tekstem albo w mailu. Jak widzisz wszystkie te powody wynikają z braku pewności czy nasz tekst jest dobry i z pragnienia żeby był lepszy. To naturalne i wszyscy piszący borykają się z takimi uczuciami. Nie chciałabym żebyś przestał/a chcieć pisać lepsze teksty. Ale zależy mi na tym, żebyś zrozumiał/a, że nie tędy droga. Udziwnione słowa nie zapewnią ci niczego oprócz irytacji i zniechęcenia czytelnika. A teraz wróć do zdań, które napisałam wyżej i spróbuj napisać je zwyczajnie, jakbyś mówił/a je do kogoś bliskiego. Nie do prezydenta Uzbekistanu i jego 12 tłumaczy. Kiedy to zrobisz i zobaczysz jakie to proste, weź swoje tekstów i przeczytaj je szukając sztywniackich zwrotów. Zrób sobie listę słów zakazanych i powieś w swoim pisarskim miejscu albo ustaw na pulpicie. Pisz tak jak...

Read More