Maria Kula

Strachy, które przeszkadzają ci pisać

Co jakiś czas dostaję list od czytelnika moich artykułów albo postów na facebooku. Oczywiście każdy jest inny, ale jest coś, co je łączy, temat, który przewija się przez wiele listów i wiele moich rozmów z uczestnikami kursów, warsztatów i tymi, którzy chcą pracować ze mną indywidualnie.

Strach. Każdy się boi. Wiele tych strachów jest do siebie podobnych, wspólnych dla wielu osób, powtarzają się i wracają jak bumerang. Zebrałam je wszystkie razem i pokażę Ci, że można je rozłożyć na łopatki.

Nie umiem pisać.

Tak naprawdę nie dowiesz się czy umiesz jeśli nie spróbujesz. Nie można nauczyć się pisać tylko czytając o pisaniu. To absolutnie praktyczna umiejętność i możesz się jej nauczyć. Zacznij pisać. Przyjdź na warsztat. Poprawiaj swoje teksty. Gwarantuję ci, że po miesiącu treningu pisarskiego będziesz pisać o niebo lepiej.

Co powiedzą inni.

Może im się nie spodobać. Ktoś dla ciebie bliski przeczyta i się skrzywi. Będzie ci głupio i niemiło. Wiesz czego ja się uczę ostatnio? Żeby ufać swojej intuicji i szukać potwierdzenia moich umiejętności u osób kompetentnych. To bardzo ważne, bo czemu zakładasz, że twoja przyjaciółka zna się na pisaniu?

Czy ktoś to przeczyta?

Nawet jeśli napiszę książkę i ją wydam to nadal pozostaje wielki strach – czy ktoś to kupi? Czy znajdą się czytelnicy? Tak. Jeśli włożysz w swoje pisanie pracę i serce, to przysięgam, że się znajdą. Tak samo jest z blogiem, artykułem czy kimkolwiek innym.

Przecież to już było.

Powiem ci coś w sekrecie: wszystkie historie możnaby tak naprawdę sprowadzić do kilku archetypów. I jeszcze coś: ludzie najbardziej lubią czytać o czymś co już trochę znają. Twoja historia naprawdę nie musi być czymś kompletnie nowym, co zaskoczy świat i sprawi, że spadnę z krzesła. Ważne żeby była ciekawa, wciągająca, miała w sobie to coś, to powoduje, że chcę ją czytać. Jeśli napiszesz ją z pasją, jeśli naprawdę chcesz ją opowiedzieć to nie będzie miało znaczenia, czy ktoś odnajdzie w niej inną opowieść.

To strata czasu.

No tak, przecież to pisanie to takie pitu pitu, a tu życie czeka! Obowiązki, praca, sprzątanie, przyjaciele, rodzina… Może jeszcze nie masz w nich wsparcia i tylko patrzą z ukosa jak zamiast lepić pierogi albo ocieplać dom na zimę ślęczysz nad klawiaturą. Ale to twoje pisanie i ono jest ważne – tak samo ważne, jeśli twoja książka będzie na pierwszym miejscu listy bestsellerów i jeśli schowasz do szuflady pięć kartek z wierszami.

A co, jeśli nie mam talentu?

Wczoraj jeden z autorów zadał mi takie pytanie. Rozmawialiśmy wieczorem na skypie o drugiej wersji jego fabuły. Jest dużo lepsza niż pierwsza, bez porównania. Wcale się temu nie dziwię, bo włożył w to mnóstwo pracy. I to się liczy: że chce się uczyć, być lepszy, że siada i pisze. Chce ze mną rozmawiać, jest otwarty na nowe. To jest dużo ważniejsze niż talent. Samym talentem książki się nie napisze. Nie powiem ci czy masz talent. Ale powiem ci jak napisać książkę.

Tego i tak nikt nie wyda.

Rynek wydawniczy jest kapryśny, to prawda. Nikt ci nie zagwarantuje, że twoja książka, nawet świetna, znajdzie szybko wydawcę. Ale nie dowiesz się tego, jeśli nie spróbujesz. Ciekawa książka i dobry list do wydawnictwa bardzo pomogą. Na pewno trudniej wydać poezję albo zbiór opowiadań niż powieść. Warto też wiedzieć po co piszesz. Jeśli wydanie jest priorytetem to wystarczy zorientować się na jakie teksty jest zapotrzebowanie.

Może któryś z tych strachów jest twoim, a może masz jeszcze inne. Nie mam gotowych odpowiedzi na wszystko i też czasami się boję. Ale wiem, że działanie jest najlepszym sposobem na wszystkie wątpliwości.

podpis2

Gdzie jest twój narrator?

Kiedy opowiadasz historię to jesteś oczami czytelnika. On nie dowie się niczego więcej niż to, co mu powiesz, nie zobaczy nic więcej, nie będzie wiedział co jest za drzwiami jeśli zamkniesz mu je przed nosem. Być narratorem znaczy nie tylko opowiadać historię ale też pokazywać powieściowy świat – świat przedstawiony. Od tego co powiesz zależy nie tylko wiedza czytelnika o fabule, ale też jego wyobrażenie o bohaterach, wnętrzach, przestrzeni, pogodzie – wszystkich elementach świata który opisujesz.

Akademicki wykład o rodzajach narracji nie przyda ci się jeśli nie zastanowisz się nad konsekwencjami jej wyboru.

Narrator pierwszoosobowy oznacza, że główny bohater jest jednocześnie narratorem, opowiada w pierwszej osobie: poszedłem/widziałem/zjadłem.

Taka opowieść daje wrażenie autentyczności – bo czytelnik jest blisko bohatera, czyta jego myśli i widzi wszystko tak jak on. Między nimi nie ma dystansu, tak samo jak między narratorem a bohaterem – bo to ta sama osoba. Taki narrator daje nam pole do emocjonalnej opowieści, wprowadzenia monologu wewnętrznego, zagłębienia się w intymny świat odczuć bohatera. Czytelnik może łatwo się z nim utożsamić, być blisko niego, w końcu widzi wszystko tak jak on.

Narrator trzecioosobowy opowiada o bohaterze w trzeciej osobie: poszedł/widział/zjadł.

Pozwala nam widzieć bohatera z dystansu, a nawet opuścić go na jakiś czas i przenieść się gdzie indziej – tym sposobem w powieści może być kilka planów narracyjnych czyli kilka rzeczy może dziać się jednocześnie na oczach czytelnika nawet jeśli są oddalone od siebie w miejscu i w czasie. Narrator jest osobny od bohatera, ale to nie oznacza, że wie o nim mniej – jeśli to narrator wszystkowiedzący to wie nawet więcej (może na przykład znać jego przyszłość albo wiedzieć co myśli o nim inny bohater).

To, co napisałam to tylko parę słów o narracji. To obszerny temat i o narratorach możnaby pisać wiele, ale nie taki jest mój cel – jeśli chcesz wiedzieć więcej o rodzajach narracji to przeczytaj ten artykuł: http://poradnikpisania.wordpress.com/2012/08/31/sztuka-opowiadania-narracja-trzecioosobowa/.

Kiedy już zdecydujesz się na typ narracji i zaczniesz pisać pamiętaj o tym, że narrator jest trochę jak operator kamery: to on decyduje co mieści się „w kadrze” a co zostaje poza nim, czy pokaże scenę z daleka czy z bliska.

To on decyduje o perspektywie z jakiej pokazuje czytelnikowi świat. To bardzo ważne, bo jeśli postawisz narratora w kącie i tylko z jednego miejsca będziesz opowiadać to uzyskasz zupełnie inny efekt niż jeśli pozwolisz mu się przemieszczać, a nawet fruwać pod sufitem. Kiedy będziesz pisać kolejną scenę zastanów się z jakiego miejsca widzi ją narrator. Czy chcesz pokazać bohaterów z dystansu czy zrobić zbliżenie na ich twarze? Decydujesz o wszystkim!

Decyzja o tym z jakiej perspektywy opowiadasz dotyczy nie tylko wyboru narracji i jej realizacji od strony technicznej, ale też tego co opowiesz, od czego zaczniesz, na co położysz nacisk.

Czy ważniejsze są emocje bohatera czy fakty? Czy opowiesz jak wyglądała przestrzeń w której dzieje się akcja, czy to nie ma znaczenia? Cokolwiek zdecydujesz to będzie dobra decyzja jeśli wiesz co chcesz powiedzieć, co chcesz dać czytelnikowi. Pamiętaj – twój narrator jest jego oczami.

podpis2

Zacznij pisać!

Powiem coś, co może zabrzmi okrutnie, ale myślę, że to prawda.

Nie zaczniesz pisać jeśli nie nadasz pisaniu ważności.

Nie dasz mu miejsca w swoim życiu, nie przeznaczysz specjalnie na nie czasu, nie przypiszesz mu priorytetu. Nie da się pisać „pomiędzy” innymi czynnościami, przynajmniej nie da się tak napisać książki.

Nie napiszesz książki, jeżeli nie zaczniesz pisać.

20 minut dziennie, godzinę dziennie, cały dzień w tygodniu. W poniedziałek widziałam się z autorką, która właśnie kończy swoją książkę. Drugą wersję, bo po pierwszej zaproponowałam jej szereg zmian. Zapytałam jak to zrobiła w tak krótkim czasie i opowiedziała mi jak pojechała na tydzień na wieś, sama, mąż ją zawiózł i zabrał jej samochód, żeby nie miała możliwości ucieczki. Pisała cały czas.

Wiem, że nie każdy może sobie na to pozwolić. Że trzeba pracować, zarabiać, zajmować się dziećmi. Są obowiązki ważniejsze od pisania, które przecież jest „tylko dla przyjemności”. Warto zacząć od małego kroku. Myślenie o tym, jak bardzo chcesz pisać, marzenie o tym i tęsknota za momentem, kiedy będziesz mieć coś napisanego nie sprawią, że naprawdę coś napiszesz. Ale wzięcia do ręki ołówka i kartki papieru prędzej.

Jeśli nadasz pisaniu ważność, uznasz je za tak samo istotne jak inne czynności, to nie będziesz mogła już mu odmówić. Przestaniesz je spychać na koniec listy rzeczy do zrobienia, kiedy jesteś już tak zmęczony, że zasypiasz na stojąco. Niech pisanie stanie się twoim obowiązkiem.

Zrób listę rzeczy, które wypełniają twoje życie: praca, spanie, gotowanie – zacznij od tych, którym poświęcasz najwięcej czasu. Szczerze. Dodaj tam pisanie, w tej kolejności w której naprawdę jest. Spójrz na wszystkie czynności, które są nad pisaniem. Czy naprawdę żadnej z nich nie możesz przesunąć niżej? Zrób roszadę z pisaniem. Może wskoczy na górę o jedną pozycję, a za miesiąc o dwie kolejne. Nie chodzi o to, żeby znalazło się na pierwszym, istotne jest to, żeby w twojej głowie ono stało się WAŻNE.

Możesz zrobić różne rzeczy, żeby dodać mu ważności, żeby faktycznie zacząć pisać. Jakiś czas temu opublikowałam fragment książki Reginy Brett o tym jak nie pisać.

Teraz moja lista tego, co możesz zrobić żeby faktycznie zacząć pisać.

  • Kiedy następnym razem będziesz spędzać czas na przeglądaniu stron internetowych wyłącz komputer, weź kartkę i spisz wszystko, co czujesz albo po prostu to, co przychodzi ci do głowy.
  • Kup zeszyt albo blok i cienkopis, pióro, ołówek tylko do twojego pisania. Zaczynanie od prezentu dobrze wróży!
  • Złóż sobie zobowiązanie, na piśmie, że w ciągu najbliższego miesiąca napiszesz tyle a tyle. Możesz pokazać je bliskiej osobie – jeśli obiecasz, że coś zrobisz, to trudniej ci będzie nie dotrzymać terminu.
  • Wyjdź z domu i spędź czas w samotności, na przykład w czytelni czy kawiarni i poświęć go tylko na pisanie.
  • Jeśli zajmujesz się dzieckiem, to pobaw się razem z nim w wymyślenie historii. Napisz bajkę.
  • Zawsze noś przy sobie mały notes i w autobusie albo tramwaju rób notatki – obserwuj ludzi, podsłuchuj dialogi, spisuj swoje własne pomysły.
  • Codziennie zapisz przynajmniej dwa zdania – cały dzień poluj na to, co zwróciło twoją uwagę.
  • Powiedz sobie na głos „napiszę książkę”. Sprawdź jak to brzmi. Podoba ci się? To teraz weź kartkę i zacznij pisać.
  • Pójdź na warsztat albo kurs pisania, ale nie bądź biernym słuchaczem, tylko zabierz się porządnie do pracy.
  • Przeczytaj podręcznik o tym jak pisać i zrób wszystkie zawarte w nim ćwiczenia. Dobrze znać zasady i dowiadywać się więcej, ale nic ci z tego nie przyjdzie jeśli nie zastosujesz ich w praktyce. Ja bardzo lubię książkę „Chlapanie atramentem” Ellen Potter, niby jest dla dzieci, ale jest naprawdę świetna.
  • Napisz list do kogoś bliskiego, może zaczniesz korespondencję? Regularne pisanie listów to świetne ćwiczenie pióra.

Powodzenia!

podpis2

Czytelnicy to wariaci

Dziś mam dla was prezent. Kawałek cudownej książki o czytaniu i o książkach. Ja ją uwielbiam, kupiłam lata temu, nawet już nie pamiętam jakim cudem wpadła mi w ręce. Pierwszy rozdział jest miłości do (nie)porządkowania książek. Publikuję bez zakończenia, ale nie martwcie się, finał jest szczęśliwy!

Fragment książki

Ex libris. Wyznania czytelnika. Anne Fadiman.

Kilka miesięcy temu mój mąż i ja postanowiliśmy połączyć nasze księgozbiory.Znamy się od dziesięciu lat, mieszkamy razem od sześciu, od pięciu jesteśmy małżeństwem. Nasze kubki do kawy, choć nie od pary, rezydowały w przyjaźni na jednej półce; pożyczaliśmy od siebie koszulki, a nawet, przyciśnięci potrzebą, skarpetki; nasze kolekcje płyt dawno zżyły się ze sobą bez jednego zgrzytu (…). Jednak nasze książki wciąż mieszkały osobno, moje głównie w północnym krańcu naszego poddasza – jego w południowym.

Zgadzaliśmy się, że to bez sensu, że mój Billy Budd usychał z tęsknoty czterdzieści stóp od jego Moby Dicka, ale żadne z nas nie kiwnęło palcem, żeby ich połączyć. (…)

Niechęć do połączenia naszych Melville’ów miała po części źródło w pewnych dzielących nas zasadniczych różnicach charakterologicznych. George gromadzi spontanicznie. Ja systematycznie. Jego książki współżyją demokratycznie, zjednoczone pod wszechobejmującym sztandarem Literatury. Część stoi pionowo, część przyjmuje pozycję horyzontalną, niektóre chwilowo grzęzną w tylnych szeregach. Moje rozparcelowane zostały według treści i narodowości. Jak wielu ludzi o wysokiej tolerancji na bałagan, George darzy przedmioty martwe elementarnym zaufaniem. Wierzy, że jeśli coś będzie potrzebne, to na pewno się znajdzie. Ja przeciwnie, wyznaję pogląd, że książki, mapy, nożyczki i taśma klejąca są niesolidnymi wagabundami, objawiającymi niepoprawną skłonność do oddalania się w nieznanym kierunku, jeśli nie zadbać, by pilnowały ściśle przydzielonego im miejsca. Przeto moje książki zawsze muszą przestrzegać surowej dyscypliny.

Po pięciu latach małżeństwa i dochowania się dziecka dojrzeliśmy wreszcie z George’em do przejścia na wyższy poziom intymności, czyli konsolidacji księgozbiorów.

Nie było jednak do końca jasne, jak miałby wyglądać kompromis pomiędzy jego systemem ogrodu angielskiego a moim ogrodu francuskiego. Przynajmniej na krótką metę wzięłam górę, wedle teorii, że o ile George zdoła znaleźć swoje książki, jeśli ustawimy je po mojemu, o tyle ja nigdy nie odnajdę moich, jeśli zapanuje jego styl. Przystaliśmy na podział według dziedzin – historia, psychologia, przyroda, podróże i tak dalej. Literatura piękna miała zostać dodatkowo posegregowana według narodowości. (George, nawet jeśli uznał ten plan za przesadnie drobiazgowy, musiał przynajmniej przyznać, że i tak jest on o niebo lepszy od systemu, o którym opowiedzieli nam nasi znajomi. Otóż z kolei znajomi odnajęli na kilka miesięcy swój dom pewnemu dekoratorowi wnętrz. Po powrocie odkryli, że wszystkie książki zostały poprzestawiane według koloru i formatu. Wkrótce potem ów dekorator zginął w wypadku samochodowym. Muszę wyznać, że zebrani przy stole jednomyślnie orzekli, iż sprawiedliwości stało się zadość).

To tyle, jeśli chodzi o zasady ogóle. Schody zaczęły się, kiedy ogłosiłam mój plan uporządkowania literatury angielskiej chronologicznie, amerykańskiej zaś alfabetycznie, według autorów. (…) George uległ w końcu naciskom, ale bardziej w imię małżeńskiej harmonii niż z autentycznego przekonania. Szczególnie nieprzyjemnie się zrobiło przy przenoszeniu z półki na półkę Szekspira. Kiedy George targał książki, ja zawołałam:

– Uważaj, żeby ustawiać w tej kolejności, a jakiej zostały napisane!

– Chcesz przez to powiedzieć, że mamy ustawiać chronologicznie także poszczególnych autorów? – z wrażenia ledwo mógł złapać oddech. – Ale przecież nie wiadomo nawet dokładnie, kiedy Szekspir napisał swoje sztuki!

– Cóż – stwierdziłam przemądrzale – wiemy, że Burzę napisał po Romeo i Julii. I chciałabym to widzieć odzwierciedlone na naszych półkach.

George mówi, że był to jeden z nielicznych momentów, kiedy poważnie zastanawiał się nad rozwodem.

podpis2

Kiedy piszę jestem szczęśliwa

 

Parę tygodni temu pod wpływem rozmowy z autorką, która nie wierzy we własną intuicję zrobiłam niebieski obrazek, który widzisz obok.  Spodobał się wielu osobom, a ja pomyślałam, że coś w tym jest i że nie ufamy swojemu pisaniu. Nie chodzi o to, żeby się nie uczyć, nie rozwijać, nie starać się pisać lepiej. Ale o to, żeby wierzyć, że to co mamy w środku jest wystarczająco dobre. Często nawet lepsze niż to, co potrafimy wymyśleć.

Pomagam autorom uwierzyć w siebie, w ich naturalną zdolność do opowiedzenia historii.

Nie chodzi o to, żeby wtłoczyć się w schemat i ramy przepisu „jak napisać książkę”, ale żeby ten schemat wykorzystać jako inspirację albo uporządkowanie niepotrzebnego bałaganu.

Z wymyślania na siłę wątków „bo przecież muszą być dwa podobne” i koniecznie zwrotu akcji w 2/3 powieści nic nie będzie. Oczywiście, że można (a nawet trzeba) nauczyć się warsztatu. Ale nawet najlepszy warsztat ci nie pomoże jeśli swoją historię będziesz trzymać w ryzach poprawności za wszelką cenę.

Mam dla ciebie fragment książki, wywiadu. Znana pisarka opowiada o tym, co dla niej w pisaniu jest najcenniejsze. Przeczytaj, a potem pisz i daj się sobie zaskoczyć.

„Gdyby mnie spytano dlaczego tworzę, to chyba odpowiedziałabym: dlatego, że jestem wtedy szczęśliwa. Wydaje mi się, że na poziomie neurobiologicznym tworzenie powoduje powstawanie substancji podobnych do zakochania, jakiejś dopamino-heroiny. To szczęście, które odczuwam podczas tworzenia, ma bardzo różne odcienie: od półerotycznego po dziecięce upojenie wynikające z kręcenia się na karuzeli albo budowania świata z klocków Lego. Tworzenie powoduje haj i w związku z tym także uzależnienie i te doły, kiedy nad niczym akurat nie pracujesz. (…)

A czy (…) przeżywasz moment upojenia i szczęścia, kiedy masz wizję, kiedy wyobrażasz sobie jakie będzie to, co napiszesz – a potem czujesz, że to, co piszesz, nie dorównuje twojej wizji, że z daleka wyglądało jak gwiazda, a z bliska jak brudne sreberko?

Nie, ja tego wcale nie przeżywam. Ostatni raz przeżywałam upojenie wizją, kiedy w 1991 roku w kąpieli wymyślałam tytuły swoich książek, typu „Wróć delfinie!”. Nie doświadczam tego, bo piszę z innym zamysłem – bardzo mnie interesuje moment, kiedy to, co piszesz, to, co powstaje, absolutnie wymyka się temu, co sobie zaplanowałaś.

Nie gonisz niczego.

Bo zdaję sobie sprawę, że najczęściej to, co powstaje jest dużo lepsze, dużo głębsze od tego, co jestem, w stanie zaplanować, wymyślić. Bardzo wierzę, że najwartościowsze w pisaniu jest to, nad czym nie panujesz, czego nie jesteś w stanie zaplanować, to, co wychodzi z ciebie mimochodem. To jest właśnie świat, życie. Na pewno dla mnie jest to tworzywo, które cenię najbardziej.”

/fragment książki – wywiadu rzeki Agnieszki Drotkiewicz z Dorotą Masłowską Dusza Światowa/

podpis2

Co możesz zrobić dla swojego pisania?

Bądź dla niego cierpliwa.

Każdy chciałby siąść i po prostu przelać z głowy na papier gotową książkę. Wściekamy się, że to jest niemożliwe, że pisanie trwa tak długo, potem jeszcze poprawianie, a może nie daj boże napatoczy się jakiś redaktor, który powie, że pół książki do zmiany? Pisanie, poprawianie, skreślanie. Pisanie trwa. To proces. Bez cierpliwości będzie ci naprawdę trudno.

Nie naciskaj, zrozum, kiedy ma gorszy dzień.

Ty przecież też czasami masz dni, kiedy czujesz się jak milion dolarów i w pół dnia załatwiasz trzydziestopunktową listę rzeczy do zrobienia, a potem budzisz się i chcesz cały dzień przeleżeć pod kocem. Masz gorszy dzień i nic się nie udaje. Twoje pisanie też może taki mieć. Pozwól mu na małe wagary.

Daj mu czas żeby dorosnąć.

Nie oczekuj, że od pierwszego dnia będzie się zachowywać jak równorzędny partner. Kiedy chcesz pisać zazwyczaj na początku masz najwięcej zapału. A potem denerwujesz się, że twoje pisanie jest takie nieporadne, że zdania na papierze nie brzmią tak dobrze jak w twojej głowie, że między tym co piszesz, a tym co chcesz pisać jest jakaś dziura. To normalne, twoje pisanie musi się ukształtować. Jeszcze nie wie, jaki ma styl, co lubi. Jeśli dasz mu czas na rozwój i dorastanie to wkrótce będziecie się znacznie lepiej dogadywać.

Karm je.

Dużo czytaj i zwracaj uwagę jak coś jest napisane. Zapisuj co się podoba. Zwracaj uwagę na słownictwo, frazy, na to jak są zbudowane dialogi. Szukaj inspiracji.

Daj mu szansę się uczyć.

Czytaj wywiady z pisarzami, rozmawiaj z innymi ludźmi, którzy piszą, może wybierz się na warsztat albo kurs pisania? Twoje pisanie może być dużo lepsze, ale to nie dzieje się samo. Nikt (no dobrze, prawie nikt) nie rodzi się geniuszem. Jeśli nie dasz mu żadnej szansy na naukę to jak możesz od niego wymagać, że będzie wiedzieć więcej?

Pozwól mu popełniać błędy.

Na pewno wiesz, że na błędach można wiele się nauczyć. Dlaczego więc nie chcesz, żeby twoje pisanie je popełniało? Pozwól mu sie potykać, robić głupoty, podejmować decyzje, które uważasz za kiepskie. Jeśli tego nie zrobisz to i tak kiedyś się zbuntuje.

Otocz je miłością.

Akceptuj je takim jakie jest. Kto ma je kochać jeśli nie ty? Nieważne ile zdobędzie nagród, czy nawet skończycie książkę, po prostu daj miłość swojemu pisaniu.

Zabierz je na spacer.

Wyjdź na powietrze, przejdź się, przewietrz głowę. Najlepsze pomysły przychodzą zawsze w najmniej spodziewanym momencie.

Daj mu przestrzeń do życia.

Nie duś go, nie każ mu zawsze być dokładnie takim jak sobie wyobrażasz, nie ograniczaj, nie narzucaj sztywnych ram. Pozwól mu iść w swoją stronę, zobaczysz jak cię zaskoczy.

Pozwól mu na małe przyjemności.

Piszesz kryminał ociekający krwią ale gdzieś w głębi czujesz łaskotanie i masz ochotę napisać bajkę o dziewczynce i jej kotku? Dlaczego tego nie zrobisz? Narysuj wreszcie tego elfa w notesie i zrób strzałki opisujące jego charakter. Zapisz na bilecie w pociągu myśli które nijak nie pasują do tego, co właśnie piszesz. Nie wszystko musi być przydatne.

Motywuj je do pracy i zmiany.

To wspaniale, że taktujesz tak dobrze swoje pisanie! Pomóż mu też zmotywować się do pracy. Wyznacz sobie dzień, kiedy piszesz. Nastaw budzik, wyłącz telefon i przeznacz na nie dwie godziny, po prostu pisz, nawet jeśli ci się nie chce. Wyznaczaj sobie cele. Zastanów się co chcesz zmienić w swoim pisaniu i jak można to zrobić.

Wierz w nie.

Cokolwiek się stanie wierz w swoje pisanie. Zawsze możesz pisać lepiej, nauczyć się czegoś, pójść krok dalej.

Pomóż mu spełniać marzenia.

Jeśli to ma być publikacja artykułu to napisz go i wyślij do redakcji, a nie czekaj aż naczelny stanie w twoich drzwiach. Nie zniechęcaj się jeśli jedno wydawnictwo nie odpowiedziało na twojego maila. Na pewno znasz ten dowcip o człowieku, który prosił Boga o wygraną na loterii. Dokładnie tak samo jest z twoim pisaniem.

podpis2