Archiwa Czytelnia - Strona 6 z 14 - Maria Kula

Monolog wewnętrzny bohatera

Monolog wewnętrzny to zapis myśli bohatera w w pierwszej osobie. To fragment narracji w którym nikt nie mówi, tylko czytelnik ma wgląd w myśli bohatera. Dzięki monologowi możemy dowiedzieć się co i jak myśli bohater, co w narracji trzecioosobowej jest bezcenne! Dzięki temu czytelnik dowiaduje się czegoś nawet nie wprost od bohatera – bo bohatera tego nie mówi, tylko ze źródła, wprost z jego głowy!

Dobrze napisany monolog pozwala czytelnikowi pogłębić wiedzę o bohaterze, zbliżyć się do niego, poczuć go, a także dowiedzieć się kiedy zachowuje się wbrew swoim przekonaniom, czy myśli jedno, a robi wprost przeciwnego (a przecież codzienność pełna jest takich sytuacji). I dowiedzieć się nie tylko co myśli, ale też jak i kiedy, a to mówi o nim równie wiele.

Dla mnie dobry monolog wewnętrzny to taki, który brzmi autentycznie, w który wierzę, dzięki któremu czuję jakbym naprawdę zaglądała bohaterowi do wnętrza. Monolog, który brzmi jakby był wypowiedziany albo przemyślany, a jeszcze gorzej obmyślony na konkretny efekt, nie przekona czytelnika i tym samym nie da mu pożądanego poczucia bliskości z bohaterem.

Jak napisać dobry monolog wewnętrzny?

Po pierwsze pamiętaj, że chodzi o uchwycenie tego, co mówimy sami do siebie w swojej głowie. Wszyscy to robią, niektórzy bezustannie i nie jednym głosem. Ten głos w Twojej głowie i tak samo w głowie bohatera to właśnie głos, którym wewnętrznie monologujemy.

Często mamy więcej niż jeden głos i te głosy czasami ze sobą się kłócą (pamiętasz aniołka i diabełka nad głową Kaczora Donalda? mówię właśnie o nich). Jeśli tak jest, to możesz zapisać oba głosy.

Zwróć uwagę na to, w jaki sposób myślimy: chaotycznie, nie całymi pięknymi zdaniami, tylko często zdaniami piętrowo złożonymi, które wcale się nie kończą albo wręcz przeciwnie, pourywanymi, a nawet pojedynczymi zdaniami. A najczęściej jedne przeplatają się z drugimi.

W myślach używamy na pewno tylko słów potocznych. Przecież nikt nie myśli poezją albo oficjalnymi zwrotami!

Czego nie robić?

Nie komentuj sam/a nie siebie, czyli nie opowiadaj czytelnikowi co się z tobą dzieje. W monologu wewnętrznym nie mogą znaleźć się zwroty „złapałam się za kolano”, „weszłam do pokoju”, „wyjrzałam przez okno”. Przecież nikt nie myśli tak o sobie, nikt nie komentuje tego co się z nimi dzieje.

Nie opowiadaj co się wydarzyło. Monolog wewnętrzny jest oczywiście w 1 osobie, ale nie należy go mylić z narracją w 1 osobie, czyli opowiadaniem w 1 osobie co się wydarzyło: „Było już późno kiedy siedliśmy do kolacji. Zadzwonił telefon. To była jego matka”.  – to jest narracja pierwszoosobowa, nie monolog wewnętrzny.

Nie pisz oficjalnych zdań, nie używaj ozdobnego języka, nie pisz kwiecistym stylem.

 

Gdyby zapisać to co myślimy 1:1, to zapewne nie byłoby to dla nikogo zrozumiałe. Zapis byłby strumieniem świadomości, kompletnie chaotycznym zbiorem urywków, labiryntem słów. Nie chodzi więc o to, żeby w monologu wewnętrznym bohatera przedstawić zupełnie surowy strumień myśli. Ale też monolog wewnętrzny nie może brzmieć jak słowa wypowiedziane, jak dialog, jak pięknie ułożony zapis w pamiętniku. Twoim celem jest coś pomiędzy.

Polecam ci taką strategię: zapisz długi strumień świadomości, czyli kompletnie chaotyczny zapis myśli 1:1, bez ładu i składu, bez oceniania i zastanawiania się czy to ma sens. Z tego tekstu wyjmij fragmenty, które będą zrozumiałe dla czytelnika i przekażą mu emocje. Nie redaguj ich specjalnie, nie staraj się wygładzić stylu. Zostaw surowe, wtedy będzie bardziej autentyczne.

podpis2

Czy twoje pisanie ma sens

Pamiętam jak kilka lat temu moje pragnienie rysowania i malowania było tak silne, że chodziłam po kryjomu do sklepów plastycznych i macałam pędzle. Czasami brałam jeden do ręki i ukrywając się przed sprzedawcą, malowałam w powietrzu albo po okładkach notesów. Miziałam wnętrze dłoni małymi miękkimi pędzelkami, szczeciniakami, sięgałam po okrągłe, duże pędzle i płaskie szpachelki. Ale przecież nie mogłam zacząć rysować ani malować, bo było wiadomo, że jestem beztalenciem i nic poważnego z tego nie będzie. Nie dla mnie były bloki i płótna, nawet szkolne akwarelki i zwykle kredki. A potem, na warsztacie 5 rytmów nauczyciel powiedział, jakby prosto do mnie: „po prostu zrób krok, nawet jeśli nie wiesz dokąd idziesz”. Napisałam sobie to zdanie w notesie, drukowanymi literami. I zapisałam się na malarskie zajęcia. Teraz, dwa lata później, dość często i maluję i rysuję, na mojej szafie rośnie stos prac w coraz większych formatach, a to wszystko sprawia mi ogromną przyjemność. Eksplorowanie kolejnych technik, wyrażanie tego co czuję obrazem, sprawia mi morze przyjemności.

Ile masz w szafce pięknych notesów, w których nie piszesz, bo „szkoda ich na głupoty”? Ile razy pomyślałaś/łeś, że chcesz pisać, ale nie możesz, bo „nie masz talentu” albo nie warto, bo i tak nic poważnego z tego nie będzie? Ile razy miałaś/łeś chęć po prostu coś popisać, ale nie wzięłaś/wziąłeś kartki i ołówka, bo „przecież do niczego cię do nie zaprowadzi”?

Kilka razy w miesiącu, czasami kilkanaście, dostaję maila, w którym ktoś opowiada mi swoją historię: o tym jak uwielbia pisać, jak w podstawówce pisał wypracowania, jaką mu to sprawiało przyjemność i że potem się gdzieś zgubiło, bo wiadomo, dom, praca, rodzina, obowiązki i że teraz by chciał wrócić do pisania. I że chce wiedzieć „czy jego pisanie ma sens”, więc prosi mnie o ocenę swojej twórczości, żebym powiedziała,  „czy to ma sens, czy ma sobie znaleźć inne hobby”.

Odpowiadam zawsze tak samo, pytaniem: „po co chcesz pisać?”. Bo jeśli dlatego, że to lubisz, że to jest dla ciebie ważne, że sprawia ci to radość, mimo że czasami jest trudne albo powoduje frustrację to tak, to ma sens.

Jeśli oczekujesz, że pisanie przyniesie ci sławę i pieniądze, najlepiej w przeciągu najbliższego kwartału, to nie, to raczej nie ma sensu. Radzę wtedy znaleźć inny sposób na zdobycie sławy i fortuny, a z pisanie zdjąć presję i sprawdzić, czy nadal lubimy to robić. Bo pisanie bardzo rzadko przynosi pieniądze, tak jak każda twórczość. Oczywiście zupełnie inna jest sytuacja, w której ktoś ma biznes, od dłuższego czasu zarabia na swojej wiedzy i książka ma być kolejnym krokiem, poradnikiem dla zdobytej już rzeszy klientów, wtedy tak, możliwe, że na niej zarobi.

Jeśli natomiast chcesz tworzyć, bo czujesz, że masz historię do opowiedzenia, bo pisanie po prostu sprawia ci przyjemność, bo najlepiej wyrażasz się w słowach, bo kochasz literaturę, czytasz nałogowo i chcesz też spróbować swoich sił – tak, to ma sens. Ma sens pisanie jak najwięcej, rozwijanie się, dawanie sobie szansy na naukę, żeby pisać coraz lepiej. Ma sens także pisanie kiepskich kawałków i wyrzucanie ich do kosza, ma sens wkurzanie się, że siedzisz drugą godzinę przed komputerem i napisałaś/łeś pół strony, ma sens mierzenie się ze swoją frustracją. Ma sens czytanie swojego opowiadania po roku i stwierdzanie, że jest straszne i że teraz najchętniej poprawiłoby się co drugie zdanie, albo najlepiej napisanie go od początku. Bo to znaczy, że się rozwijasz.

Moim zdaniem każda twórczość ma sens, a już najbardziej ta, której nadaje się ścieżkę rozwoju. Czyli taka trochę „prowadzona”, zaoopiekowana, w której nie piszesz przez 20 lat tej samej książki nie próbując się uczyć, tylko taka, której nadajesz ważność i się nią zajmujesz. Wtedy szansa, że napiszesz to, o czym marzysz, wzrasta, co więcej, najprawdopodobniej napiszesz coś tak wspaniałego, o czym jeszcze ci się nawet nie śniło.

podpis2

Czego potrzebujesz, żeby pisać

Przeznaczonego czasu na pisanie. Im więcej, tym lepiej. Dwie godziny tygodniowo to za mało, żeby napisać książkę w ciągu roku, ale wystarczająco jeśli chcesz popracować nad stylem i po prostu to lubisz.

Papieru. Nie wierzę w pisanie od razu na komputerze. Nie zachęcam cię do pisania na papierze tekstu, który ma być przeznaczony do publikacji, tak samo jak nie namawiam cię, żeby na papierze pisać 30 stron nowego rozdziału. Ale pomysły, notatki, mapy myśli i ćwiczenia stylistyczne rób na papierze. Czytałam, że kiedy pracujemy na papierze nasz mózg działa zupełnie inaczej, jest znacznie bardziej kreatywny i obserwuję uczestników na warsztatach czy kursach, którzy dzięki papierowi zaczynają mieć zupełnie inne pomysły.

Prysznica. Tak, nie pomyliłam się: prysznica. I nie dlatego, że w trakcie pisania się spocisz! Znam sporo osób (w tym siebie), którym najlepsze pomysły przychodzą do głowy pod prysznicem! Pewnie ma to wiele wspólnego z relaksem i przepływem wody, jeśli chcesz wiedzieć dokładnie, to po prostu poszukaj, ale najlepiej spróbuj – kiedy poczujesz, że nie masz weny, że dopadła cię blokada, utkniesz – idź pod prysznic!

Spaceru. Bo ruch jest potrzebny chociażby po to żeby poruszyć to co zastane w Twojej głowie. Może to brzmi szaleńczo, ale wyobrażam sobie, że kiedy poruszasz ciałem, a więc też głową, to przestawiają się w niej pudełka i szufladki i to co było na dnie, schowane za innymi, przesuwa się do przodu delikatnie a czasami spada z hukiem na ziemię jak poruszone pudło na pawlaczu. Spacer to też szansa na to, żeby odkleić się od swojej głowy i rozejrzeć dookoła. A wtedy możesz znaleźć mnóstwo pomysłów i inspiracji, przez kolor czapki dzieciaka na parkingu po całego bohatera.

Samotności. Wiele osób boi się być samemu. Często pragniemy towarzystwa za wszelką cenę, a samotny weekend w domu nie mówiąc o samotnych wakacjach brzmi jak koszmar. Tymczasem samotność jest niezbędna dla twórczości. O tym jak wyważyć proporcje między samotnością a twórczym towarzystwem pisałam w liście dwa tygodnie temu, w połowie listopada. Samotność to nic innego jak bycie we własnym towarzystwie. Tylko od Ciebie zależy czy masz sobie coś interesującego do zaproponowania. Fajnie o twórczym czasie samemu pisała Julia Cameron w „Drodze artysty” – poszukaj „twórczych randek”.

Wsparcia. Tak samo jak samotności do tworzenia potrzebujesz wsparcia po tym jak coś napiszesz albo zanim się za pisanie zabierzesz. Wsparcia osób, które w Ciebie wierzą, motywują do rozwoju, prześlą ci uścisk albo czułego kopniaka do działania w zależności od momentu. Oczywiście fajnie kiedy to są bliskie nam osoby, ale nie zawsze tak jest. Jeśli wśród twoich bliskich nikt Cię nie wspiera w twórczości, szukaj dalej. Zapisz się do internetowej grupy pisarskiej, chodź na spotkania dla pasjonatów pisania. Nie skazuj się na banicję.

Tematu – czyli tego o czym chcesz pisać. Jeśli nie masz go w sobie i nie znajdujesz łatwo wokół, a bardzo chcesz pisać, daj sobie trochę czasu, ale nie rezygnuj z nauki warsztatu. O tym na czym polegają ćwiczenia napisałam niżej. Temat do Ciebie przyjdzie, jeśli będziesz na niego otwarta/y. Jeśli jednak nie masz tematu, nie wiesz o czym chcesz pisać, lepiej na razie nie zabieraj się za pisanie książki. Bo o czym będzie? Nie licz, że „coś wyjdzie”, to raczej droga donikąd. Zamiast tego skup się na ćwiczeniach.

Ćwiczeń. Pisz na zadane tematy, ćwiczenia pisarskie. Może znaleźć trochę na mojej stronie w różnych artykułach w czytelni, możesz zapisać się do mojego Klubu Pisarskiego, w którym co tydzień dostaje się zadanie, ale też poszukać w internecie albo książkach poradnikowych „jak pisać”. Nie ma złych ćwiczeń, są lepsze i gorsze, ale wszystkie które zrobisz zaprocentują.

Jak widzisz nie wymieniłam jednego elementu, który dla wielu osób jest jedynym i na nim poprzestają – talentu. Ci, którzy sądzą, że w pisaniu chodzi tylko o talent, nie ćwiczą, nie próbują, na ogół poprzestają na marzeniu o tym jaką genialną książkę kiedyś napiszą. Ale ty już wiesz, że nie o to chodzi. Zgarnij więc swoje elementy razem i pisz!

podpis2

Wskazówki od Bardzo Dobrych Pisarzy

W zeszłym tygodniu w Krakowie odbył się Festiwal Conrada. Przez 7 dni mogliśmy chodzić na spotkania z pisarzami z całego świata, także tymi z naprawdę „górnej półki”. Byłam na festiwalu prawie codziennie i skrzętnie notowałam ważne słowa. Dla siebie i dla was. I dziś garść rzeczy od Bardzo Dobrych Pisarzy.

Trust me to bardzo ważne zdanie w moim życiu i w mojej twórczości” powiedział Michel Faber na początku spotkania i od razu zdobył moją sympatię. Zaufanie jest bardzo ważne też dla mnie. Kiedyś zrobiłam takiego mema „Zaufaj swojemu pisaniu”, który cieszył się dużą popularnością. A ty ufasz?

Faber powiedział jeszcze, że pisał 25 lat zanim opublikował pierwszą książkę. I że nigdy nie myślał o pisarstwie jak o karierze. Po prostu miał historie do opowiedzenia.

Eleanor Catton i Michael Cunningham wspominali o swoich studentach i o swoich metodach uczenia. Bardzo ciekawe rzeczy, byłoby super kiedyś pójść do nich na zajęcia. Ale na razie zostają wskazówki. Catton mówiła o czymś co i ja polecam i w co wierzę: o ćwiczeniach warsztatowych pomagających rozwinąć styl: „Kiedy uczę bardzo często zadaję ćwiczenia imitowania tekstów innych, to bardzo rozwijające i ważne. Nie trzeba wcale zaczynać od pomysłów. Można na początku go nie mieć, a imitowanie stylu innych pisarzy bardzo dużo może nauczyć.”

Jak to możesz zrobić? Przede wszystkim możesz zacząć już dziś! Po prostu zdejmij z półki książkę, otwórz na dowolnej stronie, przeczytaj akapit i spróbuj napisać dalszy ciąg dokładnie w tym samym stylu. Żeby to zrobić, musisz dokładnie przyjrzeć się stylowi pisarza, zauważyć jaki ma rytm zdania, jakich używa słów, czy jest np. dużo przymiotników czy może nie ma ich wcale. Ćwicz tak raz w tygodniu. Po 3 miesiącach będziesz mieć zupełnie inny, znacznie ciekawszy styl. Zakładam się.

Cunningham nie był tak delikatny: „Pytam moich studentów dla kogo piszą i jeśli mówią dla siebie, to każę im się wynosić i wrócić kiedy będą pisać dla kogoś. Ja piszę dla kilku bardzo konkretnych osób, dosłownie dla paru przyjaciół. Bardzo mi to pomaga, kiedy pisząc myślę o kimś konkretnym.”

To jest coś, co polecam przede wszystkim każdemu, kto pisze non fiction. W przypadku poradników, to absolutny początek pracy nad książką, od tego kim jest czytelnik wszystko się dla mnie zaczyna. Nie myślałam, że to też takie ważne w przypadku fikcji, choć widzę dużą różnicę pomiędzy tekstami autoterapeutycznymi, których redakcji odmawiam, bo one nie są po to żeby je redagować, a tymi pisanymi z myślą o czytelnikach.

O ważności czytelnika mówił też Richard Flanagan: „To czytelnik tworzy powieść, nie pisarz, czytelnik urzeczywistnia przez czytanie zapisane słowa, a książka pozwala czytelnikowi zobaczyć historię.”

O magii pomiędzy opowieścią a jej zapisywaniem opowiadała jak zawsze niezwykle Olga Tokarczuk. W zeszłym roku też byłam na spotkaniu na nią i nawet napisałam o tym list czwartkowy, o bohaterce, która do niej przyszła. A teraz Tokarczuk mówiła tak: „Nie byłoby literatury gdyby nie wychodzenie poza nasz materialny świat. Każda książka, która chce mówić coś ważnego ociera się o duchowość, o próbę opowiedzenia o czymś co jest trudne do opisania, nieskończone, niepojęte, teoretycznie  o zakończeniach, o których pisałam całkiem niedawno: „Ja się nigdy nie martwię końcem książki, to przyjdzie, książka sama wie jak się ma skończyć.”

A na koniec jeszcze Stasiuk: „Zawsze chciałem podróżować i patrzeć na świat, a nie się ścigać.”

podpis2

NIE DRĘCZ SWOJEGO BOHATERA

Zawsze powtarzam, że w pisaniu fikcyjnych tekstów wszystko zaczyna się od bohatera.

Na kursach, kiedy pracuję indywidualnie i w Szkole Pisania Powieści tłumaczę dlaczego bohater jest tak ważny i dlaczego nawet najlepsza fabuła z niedopracowanym, papierowym bohaterem, będzie klapą. Główny bohater to ten, który działa, który jest na pierwszym planie, do którego czytelnik ma najbliżej i którego ma polubić. Jeśli stosujesz narrację pierwszoosobową, to czytelnik widzi świat jego oczami. Jeśli nie dopracujesz bohatera, nie dasz mu życia, to będzie kartonowy, niespójny, nie będzie ciekawy, słowem nikomu nie będzie się chciało o nim czytać. Pisałam już o tym, jeśli nie czytałaś/łeś, to zerknij pod te linki: Wszystko zaczyna się od bohatera i Czego nie wiesz o swoim bohaterze.

Wiesz już, że stworzenie bohatera jest ważne i może wyłapałeś bardzo ważną kwestię: Prawdziwy bohater sam opowie ci swoją historię. Nie będziesz już więcej zastanawiać się, co ma się wydarzyć dalej, bo to on będzie pchał fabułę do przodu. Jeśli masz pomysł na to o czym chcesz opowiedzieć to najpierw zastanów się komu się to przydarza, stwórz swojego bohatera.

Czasami zdarza się jednak tak, że ktoś stworzy bohatera, da mu życie i nie będzie pisał o kartonowej postaci, ale jednocześnie tak bardzo przywiązany jest do swojego pomysłu na fabułę, że zupełnie nie chce słuchać co bohatera ma mu do opowiedzenia, ani tym bardziej nie jest zainteresowany tym co bohater chce robić. Wtedy zmusza go do robienia rzeczy wymyślonych w fabule, wciska bohatera w zaplanowane z góry sytuacje, co więcej, przypisuje mu zachowania, które bohaterowi wcale nie leżą, ale są potrzebne dla rozwoju akcji w konkretnym kierunku. Co się wtedy dzieje? Bohater jest udręczony. Nawet nie zmęczony, ale właśnie udręczony, bo jak ma się czuć ktoś, komu się wmawia jak się czuje zamiast go o to zapytać i każe robić rzeczy, na które w ogóle nie ma ochoty?

Tak, jeśli nie słuchasz głosu swojego bohatera, nie zastanawiasz się, co by w tej sytuacji zrobił, nie piszesz fabuły w której zachowuje się zgodnie ze swoim charakterem, przekonaniami i zwracasz uwagi na jego emocje – dręczysz swojego bohatera. A jak się zachowuje udręczony bohater? Na początku może ci na to wszystko pozwalać, ale im dalej w las, tym bardziej będzie zniechęcony i jak aktor, któremu się nie chce, ze znudzeniem wypowiadał swoje kwestie i wywracał oczami. Będzie grał, na dodatek pewnie dość słabo, nie będzie sobą. Czy taki bohater ma szansę zafascynować czytelnika, porwać go i zachęcić do łapczywego czytania? Chyba nie muszę ci mówić, że nie.

Jeśli będziesz dręczyć swojego bohatera długo, to istnieje ryzyko, że on sobie pójdzie i zostaniesz z jego cieniem, jego konturem, czymś na kształt skóry-wydmuszki, ale możesz tego nawet nie zauważyć, bo tak bardzo będziesz pochłonięta/y pisaniem fabuły, którą sobie wymyśliłaś/łeś. I ockniesz się na końcu książki albo i nie, dowiesz się dopiero kiedy ktoś przeczyta twoją książkę i powie: fajna historia, ale bohater jakiś papierowy.

Jeśli nie chcesz dręczyć bohatera, to zacznij od pracy nad nim, potem pracy z nim, a na końcu, w trakcie pisania fabuły, którą sam może ci opowie, zwracaj na niego uwagę! To on ma być centralną postacią, to przecież jemu różne rzeczy się przydarzają i to jego reakcje pchają fabułę. Czy są z nim spójne? Czy naprawdę tak by się zachował w danej sytuacji? Czy naprawdę to by powiedział? Bezustannie to sprawdzaj i traktuj swoją książkę jako jego opowieść, a nie twoją – wtedy twój bohater będzie szczęśliwy i odwdzięczy ci się opowiadając szybciej niż będziesz w stanie pisać.

podpis2

Nie musisz znać zakończenia

Dość często się zdarza, że ktoś, kto przychodzi ze mną pracować, pisze do mnie w mailu, że „nie ma jeszcze zakończenia” jakby to było coś złego, z czego musi się tłumaczyć.
Niezależnie od tego, czy piszesz fikcję (ale szczególnie jeśli piszesz fikcję), czy non fiction, nie musisz znać zakończenia. Z prostego powodu – bo pisanie jest procesem, w trakcie którego się zmieniasz, przychodzą ci do głowy nowe pomysły, a stare weryfikujesz, zmieniasz zdanie, znajdujesz nowe inspiracje, uczysz się. Nie jest mechanicznym klepaniem w klawiaturę, jest żywe.

Jeśli piszesz krótki tekst – post na bloga albo kilkustronicowy artykuł na konkretny temat, to tak, w takim przypadku polecam ci zrobić sobie plan i porządne notatki zanim zaczniesz pisać i zaplanować co będzie początkiem, środkiem i zakończeniem. W każdym innym przypadku nie musisz znać zakończenia. Ale musisz znać kierunek.

Kierunek, w którym ma podążać twój tekst wyznacza odpowiedź na pytanie „o czym piszę?”.

Twój temat jest twoim kierunkiem, to co wybierasz na treść ma być kierunkiem. Dlatego tak ważne jest zastanowienie się na początku, zanim zaczniesz pisać, o czym chcesz pisać. Oczywiście możesz się nie zastanawiać i po prostu pisać, „co ci ślina na język przyniesie”, dać się zupełnie ponieść flow – to jest bardzo ok, flow jest super! Tylko nie oczekuj, że taki tekst będzie konsekwentny i zaprowadzi cię do jakiegoś celu, będzie na końcu w magiczny sposób spójną całością. Ale już flow w pożądanym, wybranym kierunku – proszę bardzo, tu masz dużą szansę, że nie skończysz w bardzo dziwnym punkcie.

W wersji, którą ci proponuję masz kierunek, nie masz zakończenia. Dopóki piszesz na temat, mieścisz się w odpowiedzi „o czym to ma być”, to wszystko jest ok. Skąd masz wiedzieć czy się mieścisz? Po prostu zadawaj sobie to pytanie, po każdym akapicie albo kiedy zatrzymujesz się w pisaniu sprawdzaj, czy trzymasz się tematu. Sprawdzaj gdzie idziesz. Żeby przypadkiem nie zboczyć całkiem z trasy i nie władować się w straszne chaszcze albo błotnistą ścieżkę.

Jeśli będziesz sprawdzać na bieżąco dokąd zmierza twój tekst, to dość szybko się zorientujesz, że skręcasz. Co wtedy? Masz do wyboru albo zawrócić i podjąć ścieżkę w miejscu, gdzie zaczęła iść w innym niż wyznaczony kierunek albo zdecydować, że jednak ta ścieżka bardziej ci się podoba, jest dla ciebie ciekawsza i pójść nią dalej. Wtedy zmieniasz temat. I jeszcze raz trzeba się zastanowić „ok, zmieniam temat, to o czym teraz piszę?”. To jest ok, mi się to zdarza dość często, nawet kiedy piszę te artykuły czasami mnie ponosi i stwierdzam, że to nowe jest ciekawsze, kasuję początek i zmieniam temat.
Gorzej, kiedy na bieżąco nie sprawdzasz w jakim kierunku idziesz i orientujesz się na przykład 10 stron dalej, że to jest kompletnie nie na temat. To są właśnie te chaszcze. Czasami nie ma innego wyjścia, jak skasować te 10 stron. Oczywiście to jest przykre i prawie każdemu jest szkoda. Wtedy zdarza się, że ktoś podejmuje próbę zmiany tych 10 stron trochę, tak żeby mniej więcej pasowały albo dodaje nowy wątek, żeby te strony tam wcisnąć. I to jest na ogól błotnista ścieżka. Bo wciąga cię, spędzasz masę czasu na dostosowywaniu tych 10 stron, a efekt zazwyczaj jest kiepski. I finalnie, tylko znacznie później, ten fragment i tak wylatuje. Ale ty utykasz w błocku i tracisz tam dużo czasu i energii. Kiedy władujesz się w chaszcze, to najlepiej tnij, zawróć.

Z nieznanym zakończeniem jest jeszcze jedna, bardzo fajna sprawa. Kiedy go nie znasz, kiedy dasz sobie luz, to często pojawia się fantastyczne zakończenie, którego zupełnie się nie spodziewałaś/łeś. To bardzo miły moment dla ciebie, bo dowartościowuje i dodaje wiary we własne możliwości pisarskie, powoduje, że uczysz się ufać pisarskiemu procesowi. No i często jest z wielką korzyścią dla tekstu.

podpis2