Archiwa inspiracja - Strona 6 z 7 - Maria Kula

Zaplanuj swoje pisarskie marzenie

Początek roku tradycyjnie uważany jest za świetny moment, żeby zastanowić się czego się chce, postanowić sobie różne rzeczy i z energią zacząć je realizować. Myślę, że ważniejsze od postanowienia, że się coś zrobi jest zastanowienie się jak to zrobić. Łatwo jest powiedzieć sobie „w 2015 roku przebiegnę maraton”, trudniej dobiec do mety w jednym kawałku. Każdy wie, że do przebiegnięcia maratonu potrzebne są dokładnie zaplanowane przygotowania i że im staranniej zaplanujemy treningi i będziemy je systematycznie odbywać tym łatwiej osiągniemy cel. Jednym słowem kluczowe w osiągnięciu celu jest skonstruowanie planu i realizowanie go krok po kroku.

Nie inaczej jest z pisaniem. Jeśli zaczynasz rok z postanowieniem: napiszę …….. – tu wstaw to, co chcesz napisać: powieść, poradnik, artykuł, doktorat, bajkę dla dzieci albo jeszcze coś innego, to warto zastanowić się co zrobić, żeby rzeczywiście to napisać.

Jeśli chcesz napisać powieść, to zacznij od bohatera.

Pisałam już, że to od niego wszystko się zaczyna, bohater jest twoim katalizatorem, będzie cię prowadził. Ale najpierw musisz go poznać. Więcej o tym jak to zrobić, możesz przeczytać w jednym z artykułów. Kiedy już twój bohater będzie gotowy zastanów się nad fabułą, nad kamieniami milowymi w twojej opowieści. Zapisz je, przeznacz na to wielką kartkę albo notes i powoli uzupełniaj.

Jeśli to ma być tekst non fiction zacznij od mapy myśli.

Na środku napisz swój temat (to nie musi być od razu gotowy tytuł, po prostu sformuj temat jak najlepiej umiesz), od niego rób strzałki i zapisuj wszystko, co przychodzi ci do głowy, co się z nim łączy, co myślisz, że mogłoby się znaleźć w tekście. Staraj się jak najbardziej uszczegóławiać myśli, jeśli pod strzałką piszesz zagadnienie, które można rozbić na punkty to zrób kolejne odgałęzienia i zapisz je. Pisz tak długo, aż naprawdę nie będziesz mieć już nic do dodania. Kolejne kroki to znalezienie połączeń między poszczególnymi punktami, ustalenie kolejności punktów (użyj długopisu w innym kolorze i zapisz numerki) i pisanie małych części.

Wróćmy do początku – zrób plan swojego marzenia.

Na górze napisz swój cel, wyraźnie, drukowanymi literami, musisz dobrze widzieć go przed sobą. Potem wyobraź sobie jak się będziesz czuć, kiedy go osiągniesz. Może myślałaś o tym wiele razy i zajmie ci to pięć minut, a może potrzebujesz na to tygodnia. Kiedy już będziesz umiała sobie wyobrazić jak to jest spełnić swoje pisarskie marzenie wróć do kartki z zapisanym celem i zrób plan w punktach. Jak najbardziej szczegółowy, im mniejsze zadania zaplanujesz tym lepiej. Możesz każdy punkt robić na mniejsze. Teraz przy pierwszym punkcie zastanów się ile potrzebujesz na niego czasu. Tydzień? Miesiąc? Oceń realnie, ale też nie dawaj sobie dużo więcej czasu niż faktycznie jest ci potrzebne. Wpisz datę. Zrób tak z kolejnymi punktami. Kiedy skończysz będziesz mieć gotowy plan na spełnienie twojego pisarskiego marzenia. Gratuluję!

Teraz czas zacząć go wypełniać. Przygotuj się na chwile euforii i zwątpienia, na szalone natchnienie i na blokady. To wszystko przytrafi ci się po drodze, ale poradzisz sobie. Trzymaj się planu, ale traktuj go elastycznie, modyfikuj go w razie potrzeby, dopisuj nowe punkty, zmieniaj daty. Powodzenia!

Zacznij pisać!

Powiem coś, co może zabrzmi okrutnie, ale myślę, że to prawda.

Nie zaczniesz pisać jeśli nie nadasz pisaniu ważności.

Nie dasz mu miejsca w swoim życiu, nie przeznaczysz specjalnie na nie czasu, nie przypiszesz mu priorytetu. Nie da się pisać „pomiędzy” innymi czynnościami, przynajmniej nie da się tak napisać książki.

Nie napiszesz książki, jeżeli nie zaczniesz pisać.

20 minut dziennie, godzinę dziennie, cały dzień w tygodniu. W poniedziałek widziałam się z autorką, która właśnie kończy swoją książkę. Drugą wersję, bo po pierwszej zaproponowałam jej szereg zmian. Zapytałam jak to zrobiła w tak krótkim czasie i opowiedziała mi jak pojechała na tydzień na wieś, sama, mąż ją zawiózł i zabrał jej samochód, żeby nie miała możliwości ucieczki. Pisała cały czas.

Wiem, że nie każdy może sobie na to pozwolić. Że trzeba pracować, zarabiać, zajmować się dziećmi. Są obowiązki ważniejsze od pisania, które przecież jest „tylko dla przyjemności”. Warto zacząć od małego kroku. Myślenie o tym, jak bardzo chcesz pisać, marzenie o tym i tęsknota za momentem, kiedy będziesz mieć coś napisanego nie sprawią, że naprawdę coś napiszesz. Ale wzięcia do ręki ołówka i kartki papieru prędzej.

Jeśli nadasz pisaniu ważność, uznasz je za tak samo istotne jak inne czynności, to nie będziesz mogła już mu odmówić. Przestaniesz je spychać na koniec listy rzeczy do zrobienia, kiedy jesteś już tak zmęczony, że zasypiasz na stojąco. Niech pisanie stanie się twoim obowiązkiem.

Zrób listę rzeczy, które wypełniają twoje życie: praca, spanie, gotowanie – zacznij od tych, którym poświęcasz najwięcej czasu. Szczerze. Dodaj tam pisanie, w tej kolejności w której naprawdę jest. Spójrz na wszystkie czynności, które są nad pisaniem. Czy naprawdę żadnej z nich nie możesz przesunąć niżej? Zrób roszadę z pisaniem. Może wskoczy na górę o jedną pozycję, a za miesiąc o dwie kolejne. Nie chodzi o to, żeby znalazło się na pierwszym, istotne jest to, żeby w twojej głowie ono stało się WAŻNE.

Możesz zrobić różne rzeczy, żeby dodać mu ważności, żeby faktycznie zacząć pisać. Jakiś czas temu opublikowałam fragment książki Reginy Brett o tym jak nie pisać.

Teraz moja lista tego, co możesz zrobić żeby faktycznie zacząć pisać.

  • Kiedy następnym razem będziesz spędzać czas na przeglądaniu stron internetowych wyłącz komputer, weź kartkę i spisz wszystko, co czujesz albo po prostu to, co przychodzi ci do głowy.
  • Kup zeszyt albo blok i cienkopis, pióro, ołówek tylko do twojego pisania. Zaczynanie od prezentu dobrze wróży!
  • Złóż sobie zobowiązanie, na piśmie, że w ciągu najbliższego miesiąca napiszesz tyle a tyle. Możesz pokazać je bliskiej osobie – jeśli obiecasz, że coś zrobisz, to trudniej ci będzie nie dotrzymać terminu.
  • Wyjdź z domu i spędź czas w samotności, na przykład w czytelni czy kawiarni i poświęć go tylko na pisanie.
  • Jeśli zajmujesz się dzieckiem, to pobaw się razem z nim w wymyślenie historii. Napisz bajkę.
  • Zawsze noś przy sobie mały notes i w autobusie albo tramwaju rób notatki – obserwuj ludzi, podsłuchuj dialogi, spisuj swoje własne pomysły.
  • Codziennie zapisz przynajmniej dwa zdania – cały dzień poluj na to, co zwróciło twoją uwagę.
  • Powiedz sobie na głos „napiszę książkę”. Sprawdź jak to brzmi. Podoba ci się? To teraz weź kartkę i zacznij pisać.
  • Pójdź na warsztat albo kurs pisania, ale nie bądź biernym słuchaczem, tylko zabierz się porządnie do pracy.
  • Przeczytaj podręcznik o tym jak pisać i zrób wszystkie zawarte w nim ćwiczenia. Dobrze znać zasady i dowiadywać się więcej, ale nic ci z tego nie przyjdzie jeśli nie zastosujesz ich w praktyce. Ja bardzo lubię książkę „Chlapanie atramentem” Ellen Potter, niby jest dla dzieci, ale jest naprawdę świetna.
  • Napisz list do kogoś bliskiego, może zaczniesz korespondencję? Regularne pisanie listów to świetne ćwiczenie pióra.

Powodzenia!

podpis2

Kiedy piszę jestem szczęśliwa

 

Parę tygodni temu pod wpływem rozmowy z autorką, która nie wierzy we własną intuicję zrobiłam niebieski obrazek, który widzisz obok.  Spodobał się wielu osobom, a ja pomyślałam, że coś w tym jest i że nie ufamy swojemu pisaniu. Nie chodzi o to, żeby się nie uczyć, nie rozwijać, nie starać się pisać lepiej. Ale o to, żeby wierzyć, że to co mamy w środku jest wystarczająco dobre. Często nawet lepsze niż to, co potrafimy wymyśleć.

Pomagam autorom uwierzyć w siebie, w ich naturalną zdolność do opowiedzenia historii.

Nie chodzi o to, żeby wtłoczyć się w schemat i ramy przepisu „jak napisać książkę”, ale żeby ten schemat wykorzystać jako inspirację albo uporządkowanie niepotrzebnego bałaganu.

Z wymyślania na siłę wątków „bo przecież muszą być dwa podobne” i koniecznie zwrotu akcji w 2/3 powieści nic nie będzie. Oczywiście, że można (a nawet trzeba) nauczyć się warsztatu. Ale nawet najlepszy warsztat ci nie pomoże jeśli swoją historię będziesz trzymać w ryzach poprawności za wszelką cenę.

Mam dla ciebie fragment książki, wywiadu. Znana pisarka opowiada o tym, co dla niej w pisaniu jest najcenniejsze. Przeczytaj, a potem pisz i daj się sobie zaskoczyć.

„Gdyby mnie spytano dlaczego tworzę, to chyba odpowiedziałabym: dlatego, że jestem wtedy szczęśliwa. Wydaje mi się, że na poziomie neurobiologicznym tworzenie powoduje powstawanie substancji podobnych do zakochania, jakiejś dopamino-heroiny. To szczęście, które odczuwam podczas tworzenia, ma bardzo różne odcienie: od półerotycznego po dziecięce upojenie wynikające z kręcenia się na karuzeli albo budowania świata z klocków Lego. Tworzenie powoduje haj i w związku z tym także uzależnienie i te doły, kiedy nad niczym akurat nie pracujesz. (…)

A czy (…) przeżywasz moment upojenia i szczęścia, kiedy masz wizję, kiedy wyobrażasz sobie jakie będzie to, co napiszesz – a potem czujesz, że to, co piszesz, nie dorównuje twojej wizji, że z daleka wyglądało jak gwiazda, a z bliska jak brudne sreberko?

Nie, ja tego wcale nie przeżywam. Ostatni raz przeżywałam upojenie wizją, kiedy w 1991 roku w kąpieli wymyślałam tytuły swoich książek, typu „Wróć delfinie!”. Nie doświadczam tego, bo piszę z innym zamysłem – bardzo mnie interesuje moment, kiedy to, co piszesz, to, co powstaje, absolutnie wymyka się temu, co sobie zaplanowałaś.

Nie gonisz niczego.

Bo zdaję sobie sprawę, że najczęściej to, co powstaje jest dużo lepsze, dużo głębsze od tego, co jestem, w stanie zaplanować, wymyślić. Bardzo wierzę, że najwartościowsze w pisaniu jest to, nad czym nie panujesz, czego nie jesteś w stanie zaplanować, to, co wychodzi z ciebie mimochodem. To jest właśnie świat, życie. Na pewno dla mnie jest to tworzywo, które cenię najbardziej.”

/fragment książki – wywiadu rzeki Agnieszki Drotkiewicz z Dorotą Masłowską Dusza Światowa/

podpis2

Co możesz zrobić dla swojego pisania?

Bądź dla niego cierpliwa.

Każdy chciałby siąść i po prostu przelać z głowy na papier gotową książkę. Wściekamy się, że to jest niemożliwe, że pisanie trwa tak długo, potem jeszcze poprawianie, a może nie daj boże napatoczy się jakiś redaktor, który powie, że pół książki do zmiany? Pisanie, poprawianie, skreślanie. Pisanie trwa. To proces. Bez cierpliwości będzie ci naprawdę trudno.

Nie naciskaj, zrozum, kiedy ma gorszy dzień.

Ty przecież też czasami masz dni, kiedy czujesz się jak milion dolarów i w pół dnia załatwiasz trzydziestopunktową listę rzeczy do zrobienia, a potem budzisz się i chcesz cały dzień przeleżeć pod kocem. Masz gorszy dzień i nic się nie udaje. Twoje pisanie też może taki mieć. Pozwól mu na małe wagary.

Daj mu czas żeby dorosnąć.

Nie oczekuj, że od pierwszego dnia będzie się zachowywać jak równorzędny partner. Kiedy chcesz pisać zazwyczaj na początku masz najwięcej zapału. A potem denerwujesz się, że twoje pisanie jest takie nieporadne, że zdania na papierze nie brzmią tak dobrze jak w twojej głowie, że między tym co piszesz, a tym co chcesz pisać jest jakaś dziura. To normalne, twoje pisanie musi się ukształtować. Jeszcze nie wie, jaki ma styl, co lubi. Jeśli dasz mu czas na rozwój i dorastanie to wkrótce będziecie się znacznie lepiej dogadywać.

Karm je.

Dużo czytaj i zwracaj uwagę jak coś jest napisane. Zapisuj co się podoba. Zwracaj uwagę na słownictwo, frazy, na to jak są zbudowane dialogi. Szukaj inspiracji.

Daj mu szansę się uczyć.

Czytaj wywiady z pisarzami, rozmawiaj z innymi ludźmi, którzy piszą, może wybierz się na warsztat albo kurs pisania? Twoje pisanie może być dużo lepsze, ale to nie dzieje się samo. Nikt (no dobrze, prawie nikt) nie rodzi się geniuszem. Jeśli nie dasz mu żadnej szansy na naukę to jak możesz od niego wymagać, że będzie wiedzieć więcej?

Pozwól mu popełniać błędy.

Na pewno wiesz, że na błędach można wiele się nauczyć. Dlaczego więc nie chcesz, żeby twoje pisanie je popełniało? Pozwól mu sie potykać, robić głupoty, podejmować decyzje, które uważasz za kiepskie. Jeśli tego nie zrobisz to i tak kiedyś się zbuntuje.

Otocz je miłością.

Akceptuj je takim jakie jest. Kto ma je kochać jeśli nie ty? Nieważne ile zdobędzie nagród, czy nawet skończycie książkę, po prostu daj miłość swojemu pisaniu.

Zabierz je na spacer.

Wyjdź na powietrze, przejdź się, przewietrz głowę. Najlepsze pomysły przychodzą zawsze w najmniej spodziewanym momencie.

Daj mu przestrzeń do życia.

Nie duś go, nie każ mu zawsze być dokładnie takim jak sobie wyobrażasz, nie ograniczaj, nie narzucaj sztywnych ram. Pozwól mu iść w swoją stronę, zobaczysz jak cię zaskoczy.

Pozwól mu na małe przyjemności.

Piszesz kryminał ociekający krwią ale gdzieś w głębi czujesz łaskotanie i masz ochotę napisać bajkę o dziewczynce i jej kotku? Dlaczego tego nie zrobisz? Narysuj wreszcie tego elfa w notesie i zrób strzałki opisujące jego charakter. Zapisz na bilecie w pociągu myśli które nijak nie pasują do tego, co właśnie piszesz. Nie wszystko musi być przydatne.

Motywuj je do pracy i zmiany.

To wspaniale, że taktujesz tak dobrze swoje pisanie! Pomóż mu też zmotywować się do pracy. Wyznacz sobie dzień, kiedy piszesz. Nastaw budzik, wyłącz telefon i przeznacz na nie dwie godziny, po prostu pisz, nawet jeśli ci się nie chce. Wyznaczaj sobie cele. Zastanów się co chcesz zmienić w swoim pisaniu i jak można to zrobić.

Wierz w nie.

Cokolwiek się stanie wierz w swoje pisanie. Zawsze możesz pisać lepiej, nauczyć się czegoś, pójść krok dalej.

Pomóż mu spełniać marzenia.

Jeśli to ma być publikacja artykułu to napisz go i wyślij do redakcji, a nie czekaj aż naczelny stanie w twoich drzwiach. Nie zniechęcaj się jeśli jedno wydawnictwo nie odpowiedziało na twojego maila. Na pewno znasz ten dowcip o człowieku, który prosił Boga o wygraną na loterii. Dokładnie tak samo jest z twoim pisaniem.

podpis2

Potop w Chorwacji czyli co czytać w wakacje

Wybranie książek na wakacje zabierało mi zawsze mnóstwo czasu. Przed wyjazdem zastanawiałam się głównie nad listą do czytania i tygodniami rozstrzygałam ją w głowie i w notesie.

Pamiętam jak lata temu, podczas autostopowej podróży po Chorwacji z przyjaciółką czytałam „Potop”.

Siedziałam na skalistej plaży w pełnym słońcu, a przed moimi oczami Wołodyjowski wymachiwał szablą. Nie miałyśmy w ogóle pieniędzy, spałyśmy w krzakach i jadłyśmy zebrane z drzew owoce, ale ostatnie grosze wydałam na wyszperaną w księgarni książkę po angielsku, bo potop sie skończył, a ja musiałam coś czytać.

W tym roku podróżuję luksusowo, bo mam Kindle, a to oznacza dowolną ilość książek. Dzięki temu jestem w trakcie piątej, bo też czytam same lekkie rzeczy, do połknięcia w dwa popołudnia na plaży. Trafiłam akurat na same fajne książki i z czystym sercem polecam moje tegoroczne letnie czytadła. W zeszłym roku wzięłam ze sobą „Dziennik” Gombrowicza jako pozycję, którą można czytać dowolną ilość razy i w połowie czwartego razu miałam wrażenie, że jeszcze jedno słowo i tego nie przeżyję.

Największą przyjemność sprawiło mi przeczytanie „Jak zostałam wiedźmą” Doroty Masłowskiej.

Miałam ubaw po pachy, naprawdę, dawno się tak nie śmiałam czytając. Ten dziwny twór, trochę proza, trochę poemat a trochę tekst dramatyczny jest nie tylko szalenie inteligentny i przerażająco wręcz współczesny, ale też po prostu ciekawy i wciągający. Poczucie humoru Masłowskiej nie każdemu może odpowiadać, ale mi tak. Z moich ulubionych fragmentów (a mam ich wiele) wybrałam dla was:

Pomóż mi przejść przez ulicę dziewczynko. [mówi wiedźma do dziecka]

– Dobrze, ale jak mi dasz pograć w kurczaki na swoim iPhonie.

– Stara jestem, nie mam żadnego iPhone’a. – To odejdź. Bo zawolam ochronę!

– To moja odznaka FBI, jesteś aresztowana, koniec.

Masłowska nie każdego rozśmieszy, za to nowe perypetie Bridget Jones raczej tak.

Trzecia część przygód kochanej Bridget jest przezabawna i znów pozwala czytelnikowi poczuć się lepiej, bo Bridget naprawdę nie jest doskonała, a jej wpadki świadczą o tym, że „każdemu się zdarza” i nie ma się czego wstydzić. Dobra literatura popularna, a za taką uważam powieść Fielding to jak pyszne lody – nie da sie jeść codziennie, ale raz na jakiś czas sprawiają wielką frajdę.

Na plaży przeczytałam też drugą książkę Marka Niedźwieckiego, „Radiota”, która wpadła mi w czytnik trochę przypadkiem i miło mnie zaskoczyła.

To z kolei coś dla wszystkich, każdej płci i w każdym wieku. Przy co drugim akapicie myślałam o moim tacie i jego wspomnieniach i chciałam go zapytać czy on też pamięta to tak jak pan Marek. Miło mi się czytało nie tylko historie radiowe i muzyczne, ale też osobiste autora. „Radiota” oczywiście wzbudził we mnie nostalgie, cały czas też słyszałam głos Marka Niedźwieckiego, jakby dziennikarz czytał mi na głos, ale ten bonus mają pewnie tylko stali słuchacze Trójki.

Nadrobiłam też zaległości i przeczytałam „Dziennik” Pilcha, do którego podeszłam trochę jak pies do jeża, bo byłam pewna, że mi sie nie będzie podobał. A podobał mi sie bardzo, zwłaszcza czytany niespiesznie, kawałkami. Jakiś inny ten Pilch niż myślałam, bardziej zabawny, mniej zmanierowany, z dystansem do siebie. Mam też „Drugi dziennik” i już sie na niego cieszę.

Udanych wakacji i przyjemnego czytania!

podpis2

Pisarzem jest ten, kto pisze. Fragment książki Reginy Brett.

Regina Brett „Bóg nigdy nie mruga”

Lekcja 18

Pisarzem jest ten, kto pisze.

Jeśli chcesz być pisarzem, pisz.

(…)

Często mnie pytają jak zostać pisarzem. Nie wiem, znam za to świetne sposoby, jak nim nie zostać:

Oglądaj godzinami bezsensowne programy w telewizji. Sprawdzaj skrzynkę e-mailową. Rozmawiaj na czatach z przyjaciółmi. Wchodź na fora dla pisarzy. Odbieraj telefon za każdym razem, gdy zadzwoni.

Zamartwiaj się, czy się mówi „tą” czy „tę”, „wziąść” czy „wziąć”, „poszłem” czy „poszedłem”.

Łam sobie głowę na tym, czy postawić dwukropek czy średnik.

Godzinami zastanawiaj się, czy lepiej pisać, czy stenografować, używać komputera czy notesu, długopisu czy ołówka, maca czy peceta.

Przypominaj sobie każde źle ocenione wypracowanie, jakie kiedykolwiek napisałeś. Przywołuj w pamięci każdego nauczyciela, który skrytykował twój styl. Prowadź dyskusje z niewidzialnymi redaktorami, zwołującymi co godzinę zebrania w twojej głowie. (…)

Jak nie pisać?

Daj się onieśmielić technice. Odłóż pisanie do czasu, aż będziesz umiał włączyć w edytorze numerację stron.

Zrób najpierw doktorat z twórczego pisania. Idź na terapię. Znajdź odpowiednią grupę dla pisarzy.

Poczekaj aż przezwyciężysz strach przed porażką albo przed sukcesem. Wmawiaj sobie, że masz małe szanse na publikację, Martw się o to, z czego będziesz płacić rachunki. Porównuj się ze wszystkimi.

Narzekaj, że na dworze jest za gorąco lub za zimno, zbyt duszno albo zbyt przyjemnie, by pisać.

Postaw sobie za cel klasyków literatury światowej. Analizuj każdy pomysł, zanim napiszesz pierwsze zdanie. Dąż do perfekcji.

Ogłoś się następną Szekspira.

Jak ognia unikaj własnego stylu. Używaj wyłącznie trudnych słów, żeby zaimponować czytelnikom.

Jak nie pisać?

Zgłoś się na konferencję dla pisarzy, zamiast faktycznie usiąść przy biurku z piórem w ręku.

Powtarzaj sobie bez przerwy, że nie masz nic do powiedzenia. Sprawdź horoskop. Zrób listę osób, które nie wierzą, że uda ci się zostać pisarzem.

Spiłuj paznokcie, Podlej kwiaty. Posprzątaj w piwnicy.

Otwórz biuro. Zbuduj pustelnię w ogródku albo przeznacz na pisanie jedną część domu.

Szukaj wsparcia u wszystkich wokół. Zapomnij o swoich smutkach, zainteresowaniach czy ulubionej muzyce. Narzekaj, że nikt cię nie rozumie.

Żądaj zaliczki zanim cokolwiek napiszesz. (…)

Marnuj czas, zazdroszcząc innym pisarzom, którym wszystko przychodzi tak łatwo.

Redaguj tekst podczas pisania. Sprawdzaj gramatykę i interpunkcję zanim skończysz akapit.

Tak często opowiadaj o swoich pomysłach, aż nawet ciebie zaczną nudzić.

Jak nie pisać?

Poczekaj, aż będziesz mieć dzieci. Poczekaj, aż twoje dzieci przestaną ząbkować, skończą sezon piłkarski i wyjadą na studia.

Poczekaj, aż codziennie będziesz mieć dwie godziny na pisanie (…).

Poczekaj, aż wyjedziesz na wakacje. Poczekaj, aż wrócisz z wakacji.

Poczekaj, aż znajdziesz swoją muzę. Poczekaj na natchnienie.

Poczekaj, aż doktor ci powie, że zostało ci sześć miesięcy życia.

A potem umrzyj, zabierając ze sobą wszystkie nienapisane słowa.