Archiwa proces pisania - Strona 9 z 9 - Maria Kula

Pisarzem jest ten, kto pisze. Fragment książki Reginy Brett.

Regina Brett „Bóg nigdy nie mruga”

Lekcja 18

Pisarzem jest ten, kto pisze.

Jeśli chcesz być pisarzem, pisz.

(…)

Często mnie pytają jak zostać pisarzem. Nie wiem, znam za to świetne sposoby, jak nim nie zostać:

Oglądaj godzinami bezsensowne programy w telewizji. Sprawdzaj skrzynkę e-mailową. Rozmawiaj na czatach z przyjaciółmi. Wchodź na fora dla pisarzy. Odbieraj telefon za każdym razem, gdy zadzwoni.

Zamartwiaj się, czy się mówi „tą” czy „tę”, „wziąść” czy „wziąć”, „poszłem” czy „poszedłem”.

Łam sobie głowę na tym, czy postawić dwukropek czy średnik.

Godzinami zastanawiaj się, czy lepiej pisać, czy stenografować, używać komputera czy notesu, długopisu czy ołówka, maca czy peceta.

Przypominaj sobie każde źle ocenione wypracowanie, jakie kiedykolwiek napisałeś. Przywołuj w pamięci każdego nauczyciela, który skrytykował twój styl. Prowadź dyskusje z niewidzialnymi redaktorami, zwołującymi co godzinę zebrania w twojej głowie. (…)

Jak nie pisać?

Daj się onieśmielić technice. Odłóż pisanie do czasu, aż będziesz umiał włączyć w edytorze numerację stron.

Zrób najpierw doktorat z twórczego pisania. Idź na terapię. Znajdź odpowiednią grupę dla pisarzy.

Poczekaj aż przezwyciężysz strach przed porażką albo przed sukcesem. Wmawiaj sobie, że masz małe szanse na publikację, Martw się o to, z czego będziesz płacić rachunki. Porównuj się ze wszystkimi.

Narzekaj, że na dworze jest za gorąco lub za zimno, zbyt duszno albo zbyt przyjemnie, by pisać.

Postaw sobie za cel klasyków literatury światowej. Analizuj każdy pomysł, zanim napiszesz pierwsze zdanie. Dąż do perfekcji.

Ogłoś się następną Szekspira.

Jak ognia unikaj własnego stylu. Używaj wyłącznie trudnych słów, żeby zaimponować czytelnikom.

Jak nie pisać?

Zgłoś się na konferencję dla pisarzy, zamiast faktycznie usiąść przy biurku z piórem w ręku.

Powtarzaj sobie bez przerwy, że nie masz nic do powiedzenia. Sprawdź horoskop. Zrób listę osób, które nie wierzą, że uda ci się zostać pisarzem.

Spiłuj paznokcie, Podlej kwiaty. Posprzątaj w piwnicy.

Otwórz biuro. Zbuduj pustelnię w ogródku albo przeznacz na pisanie jedną część domu.

Szukaj wsparcia u wszystkich wokół. Zapomnij o swoich smutkach, zainteresowaniach czy ulubionej muzyce. Narzekaj, że nikt cię nie rozumie.

Żądaj zaliczki zanim cokolwiek napiszesz. (…)

Marnuj czas, zazdroszcząc innym pisarzom, którym wszystko przychodzi tak łatwo.

Redaguj tekst podczas pisania. Sprawdzaj gramatykę i interpunkcję zanim skończysz akapit.

Tak często opowiadaj o swoich pomysłach, aż nawet ciebie zaczną nudzić.

Jak nie pisać?

Poczekaj, aż będziesz mieć dzieci. Poczekaj, aż twoje dzieci przestaną ząbkować, skończą sezon piłkarski i wyjadą na studia.

Poczekaj, aż codziennie będziesz mieć dwie godziny na pisanie (…).

Poczekaj, aż wyjedziesz na wakacje. Poczekaj, aż wrócisz z wakacji.

Poczekaj, aż znajdziesz swoją muzę. Poczekaj na natchnienie.

Poczekaj, aż doktor ci powie, że zostało ci sześć miesięcy życia.

A potem umrzyj, zabierając ze sobą wszystkie nienapisane słowa.

Pisz co chcesz!

Zamknij oczy i wyobraź sobie, że wchodzisz do księgarni i na półce widzisz swoją książkę. Bierzesz ją do ręki, kartkujesz i jesteś bardzo dumna. Jaka to jest książka? O czym? Jak wygląda? W twoim wyobrażeniu nic cię nie ogranicza, książka jest taka, jak najbardziej chciałabyś żeby była.

Może nigdy o tym nikomu nie powiedziałaś, może nawet sama przed sobą nie przyznajesz się do swoich marzeń?

Ostatnio coraz częściej spotykam ludzi, którzy tworzą to, co chcą, a nie to, czego ktoś od nich oczekuje. Udało im się też chociaż trochę wyciszyć wewnętrznego krytyka, który w kółko powtarza, że to co piszesz nie jest wystarczająco dobre i po prostu robią to, na co mają ochotę. Kiedy myślę o takich autorach przypomina mi się historia Colleen Houck, amerykanki, która napisała taką książkę jak jej się podobało i niezrażona odmową dziesiątek wydawców wydała ją sama. Dziś krytycy nadal nie zostawiają na niej suchej nitki, ale miliony nastolatków na całym świecie zaczytuje się w jej powieściach (artykuł o Colleen był kiedyś w WO, możecie go przeczytać tu). Pisarka (sic!) ma w nosie co sądzą inni i sprawia sobie frajdę pisaniem. Jest wolna. Wyobrażasz sobie napisać coś co oceniasz teraz jako głupie? Może jeszcze nie, ale ufam, że dasz się porwać rewolucji.

Tak, ogłaszam rewolucję!!! Hasłem jest „Pisz co chcesz!”.

Jeśli wydaje ci się, że musisz pisać poważne reportaże to wrzuć na luz i napisz wiersz albo haiku. O czymkolwiek, o chlebie z masłem. Wymyśl totalnie dziwną historię, daj się porwać własnej wyobraźni! A próbowałaś kiedyś pisać sztukę? Spróbuj, to świetna zabawa, mi zagadkową przyjemność sprawia pisanie didaskaliów. Naprawdę nic nie musisz. Daj sobie wolność. Twoja książka nie musi być żadna, nie musi być nawet książką! Możesz napisać dwie sceny o elfach, początek historycznego romansu, a potem stworzyć bohatera do opowieści detektywistycznej. Ktoś ci zabroni?

Koniec z myśleniem, że nie umiesz pisać! Nie umiesz włączyć worda? Wziąć kartki papieru i długopisu? Umiesz? No to umiesz pisać.

Zaufaj sobie i przestań się stresować błędami, stylistyką, gramatyką. Wielu osobom wydaje się, że muszą pisać lepiej niż mówią i w tekście używają słów, których przenigdy nie użyliby w rozmowie. Męczą się, ściskają swoje zdania. Nie musisz tego robić. Im więcej dasz sobie luzu tym lepszy może okazać się twój tekst.

Przekonanie, że się nie umie pisać często wynieśliśmy ze szkoły, gdzie pani od polskiego bezlitośnie kreśliła na czerwono nasze rozprawki, a wywołani do tablicy nie umieliśmy powiedzieć co autor miał na myśli. Skoro zapędziłam się tak daleko, to chyba muszę wyznać wam sekret (przecież jestem wolna, a co!): w drugiej klasie liceum miałam z polskiego bardzo przeciętne stopnie, często zdarzały mi się tróje, a kiedy powiedziałam polonistce, że chcę iść na olimpiadę to spojrzała na mnie jak na kosmitę. A potem okazało się, że jestem w tym dobra. Tylko nie umiem podporządkować się regułom jej lekcji polskiego. Na szczęście jesteśmy już dorośli i NIKT nie będzie nam mówił co mamy pisać.

Czy muszę jeszcze przekonywać cię do rewolucji? Pisz co chcesz!!!

podpis2

Patrzeć jak rośnie trawa

Dwa tygodnie temu we wszystkich możliwych doniczkach na moim tarasie zasiałam trawę. Przez następne parę dni patrzyłam codziennie, a nawet parę razy dziennie, czy rośnie. Nie jestem cierpliwa z natury, więc denerwowało mnie, że trawa nie chce rosnąć, że ziemia taka szara i nijaka i jeszcze wrony przylatywały wydziobywać nasiona. Szczerze mówiąc szlag mnie trafiał. Starałam się zdystansować i zaczęłam myśleć, że chyba robię presję mojej trawie i jak będę tak nad nią stać to nigdy nie urośnie.

W międzyczasie rozmawiałam z autorką, która bardzo chciałaby napisać powieść, właściwie to dawno temu zaczęła i nie może skończyć.

Wkurza ją to, za każdym razem jak siada do pisania to jest zdenerwowana, że tak wolno jej to idzie.

Robi sobie mnóstwo notatek i wszystkim opowiada, że pisze powieść i już niedługo zostanie sławną pisarką. A potem wraca do domu i patrzy na stos kartek i pliki w komputerze i krew ją zalewa i wyrzuty sumienia, że czemu do cholery ta powieść się nie daje pisać?!

Opowiedziałam jej o trawie. I o presji. O tym, że to jest proces. Że trawa nie urośnie w pięć sekund, a powieść nie napisze się w jedną noc. Że czas jest potrzebny i że jest niezbędnym składnikiem procesu, rośnięcia, powstawania. Pisania.

Jeśli chcesz pisać, presja nie działa na twoją korzyść.

Tak samo jak patrzenie na to, co już masz w nieskończoność i robienie sobie wyrzutów, że nie masz więcej. Zastanów się, czego potrzebuje trawa, żeby urosnąć? Systematycznego podlewania. Trochę słońca, trochę deszczu. Przestrzeni, wiatru. Tego, żeby trochę o niej pamiętać, a trochę o niej zapomnieć. Daj to wszystko swojej książce. Systematycznie ją dokarmiaj, dopisuj nowe. Czasami więcej, czasami mniej, ale rób to, nawet jeśli potem miałabyś skreślać. Ważne jest, żeby pisać, układać słowa w zdania. Im dłużej tego nie robisz, tym trudniej jest ci potem zacząć. Daj swojej książce przestrzeń. Nie ściskaj jej kurczowo, pozwól sobie trochę odpłynąć. Może nagle, kiedy odetchniesz głębiej wpadniesz na zupełnie nowy pomysł? Nie myśl cały czas o tym, że musisz napisać książkę. Że to wyzwanie, zadanie, cel. Miej z tego przyjemność. Pobaw się swoim bohaterem, postaw go w dziwacznej sytuacji i zobacz co zrobi. Wyślij go w małą podróż, nawet jeśli ona nie ma nic wspólnego z twoją fabułą.

Może okaże się, że kiedy przestaniesz tak bardzo chcieć pisać to właśnie zaczniesz to robić. Ja przestałam wgapiać się moją trawę, obdarzałam ją uwagą tylko w trakcie podlewania i czasami zerkałam na nią przez okno. W końcu puściła pierwsze listki, a dziś ma już ze cztery centymetry! Nie wiadomo kiedy urosła piękna, świeża, jasnozielona.

Trzymam kciuki za twoje wyrastanie. Może symultanicznie posadź sobie rzeżuchę i daj jej rosnąć w spokoju? Wtedy razem, powoli, będziecie się rozwijać: ty, twoja książka i rzeżucha.

podpis2