Archiwa technika - Strona 4 z 4 - Maria Kula

Odkryj swój styl czyli twoje laboratorium

Kilka dni temu znajomy, który myśli o napisaniu książki i na razie zapełnia notes pomysłami i pojedynczymi zdaniami zapytał mnie jak ma znaleźć swój styl. Kiedy chcesz pisać albo zaczynasz to robić możesz nie wiedzieć co jest „twoje” w pisaniu, jakie sformułowania czy konstrukcja zdania najlepiej oddają twoje myśli i emocje, co do ciebie pasuje. Ale to nie jest tak, że nie masz stylu, że musisz go sobie „wyrobić”. Styl pisania jest jak styl chodzenia, tańczenia, śpiewania, jedzenia – masz go w sobie w środku, bo jest częścią ciebie. Możesz go nie znać, bo nigdy nie dałeś/łaś mu dojść do głosu. Może też się okazać, że twój styl nie spełnia twoich oczekiwań. Pokaż mi człowieka, który akceptuje siebie w 100%! Możesz pracować nad swoim stylem. Ale najpierw musisz go poznać i zaakceptować takim jakim jest na ten moment. Jak to zrobić?

Znajomemu powiedziałam mu, że muszę się zastanowić nad konkretnymi narzędziami i wczoraj zrobiłam sobie mapę myśli. I wymyśliłam – dla Adama i dla was wszystkich LABORATORIUM.

Laboratorium to twoje miejsce szukania w sobie stylu i wszystkich eksperymentów pisarskich.

Obowiązują w nim pewne zasady:
1. Jeśli twoje lekcje polskiego w szkole nie były fajne, zapomnij o wszystkim co z nich wiesz i myślisz o swoim pisaniu.
2. Nie oceniaj tego co piszesz.
3. Bądź tam ze sobą w 100% szczery/a.
4. Możesz do niego zaprosić kogo chcesz, ale możesz też nikomu nie mówić, że masz laboratorium.
5. Wszystkie pisarskie chwyty dozwolone.

Chciałabym, żeby laboratorium było miejscem twojej największej kreatywności. Może być fizycznie miejscem, a możesz sobie je wyobrazić: jakie to wnętrze, co tam jest, czy masz stół czy biurko, krzesło czy fotel. A może piszesz na tablicy? Albo leżysz na kanapie? Popłyń, urządź je tak jak chciałbyś żeby wyglądał twój ukochany gabinet. Kiedy już poczujesz się w nim swobodnie wyznacz sobie czas kiedy tam przychodzisz – fizycznie lub w wyobraźni (ale wtedy też realnie rezerwuj czas). Może to będzie stały termin w tygodniu, a może ruchomy, ale zaplanuj swój czas na pisarskie eksperymenty. Nadaj mu priorytet. Oczywiście nie oznacza to, że masz tam nie zaglądać również spontanicznie, kiedy poczujesz taką potrzebę. Przeznacz pliki w komputerze, kup specjalny notes albo zeszyt albo ryzę papieru i teczkę. A może pudełko? Potraktuj poważnie swoje pisanie.

Kiedy wszystko będzie już gotowe możesz zaczynać. Pamiętaj, że to miejsce, gdzie masz pisać, pisać i jeszcze raz pisać. Oczywiście też czytać, a o tym za chwilę. W laboratorium możesz wszystko i na pewno z czasem sam/a wpadniesz na pomysły eksperymentów, a raczej jedno doświadczenie będzie cię prowadzić do następnego, ale na początek mam dla ciebie propozycje:

Napisz o czymś, o czym zazwyczaj nie piszesz.

Jeśli piszesz fantastykę to pokuś się o opis zmywania naczyń, a jeśli piszesz powieść obyczajową to popłyń ze sceną rodem z sf. Kiedy zaczniesz pisać nie o tym co zawsze, pojawią się nowe słowa, nowe zdania – nowy styl. Wytrącisz się ze swoich językowych przyzwyczajeń.

Pisz w emocjach.

Kiedy ktoś cię wkurzy albo jest ci smutno albo kiedy jesteś w stanie euforii, pędź do laboratorium! Po prostu wyrzuć z siebie emocje, nie zastanawiaj się nad słowami, pisz to, co czujesz. W emocjach jesteśmy prawdziwi. Wiesz o czym mówię? A o tą prawdę, o twoją prawdziwość z samego twojego środka w pisaniu chodzi.

Wróć we wspomnieniach do dzieciństwa.

Odnajdź w sobie małego siebie i przypomnij sobie co myślałeś/łaś, jakie miałeś/łaś marzenia, czego się bałeś/łaś. Może napiszesz opowieść o potworach spod łóżka albo cieniu za szafą? A może o smaku gofrów z Darłówka? Albo zapachu mieszkania dziadków? Nie ograniczaj się, po prostu miej znów 7 lat! Spojrzysz na świat z innej perspektywy, zaczniesz opowiadać inaczej.

Czytaj analitycznie

Czytaj i zaznaczaj fragmenty które ci się podobają albo nie. Czemu? Rozkładaj je na czynniki pierwsze, rozdziel na probówki, włóż pod mikroskop. Zobacz, jak to jest zrobione, przyjrzyj się tekstom naprawdę z bliska. A potem weź te elementy, które ci się podobają i spróbuj tak napisać. Nie chodzi o to, żeby kopiować, tylko się inspirować!

Pracuj w laboratorium jak najwięcej. Pisz, pisz i jeszcze raz pisz. Nie ograniczaj się w żaden sposób. Nawet kiedy coś wydaje ci się śmieszne albo żałosne – pisz dalej. To tylko twój wewnętrzny krytyk, ten wstrętny gremlin, próbuje ci przeszkadzać. Nie daj się! Wyrzuć go za drzwi i powieś na nich kartkę: „krytykom wstęp wzbroniony”.

Pamiętaj, że twój styl to twój głos, to twoja pisarska tożsamość.

To coś dynamicznego, płynnego, co zmienia się razem z tobą, ewoluuje. Nie musisz zawsze pisać jednym stylem, przecież twój styl tak samo jak ty ma różne humory, dni, fazy w życiu. I przede wszystkim pamiętaj, że już go masz. Masz go tylko odkryć.

podpis2

Zaplanuj swoje pisarskie marzenie

Początek roku tradycyjnie uważany jest za świetny moment, żeby zastanowić się czego się chce, postanowić sobie różne rzeczy i z energią zacząć je realizować. Myślę, że ważniejsze od postanowienia, że się coś zrobi jest zastanowienie się jak to zrobić. Łatwo jest powiedzieć sobie „w 2015 roku przebiegnę maraton”, trudniej dobiec do mety w jednym kawałku. Każdy wie, że do przebiegnięcia maratonu potrzebne są dokładnie zaplanowane przygotowania i że im staranniej zaplanujemy treningi i będziemy je systematycznie odbywać tym łatwiej osiągniemy cel. Jednym słowem kluczowe w osiągnięciu celu jest skonstruowanie planu i realizowanie go krok po kroku.

Nie inaczej jest z pisaniem. Jeśli zaczynasz rok z postanowieniem: napiszę …….. – tu wstaw to, co chcesz napisać: powieść, poradnik, artykuł, doktorat, bajkę dla dzieci albo jeszcze coś innego, to warto zastanowić się co zrobić, żeby rzeczywiście to napisać.

Jeśli chcesz napisać powieść, to zacznij od bohatera.

Pisałam już, że to od niego wszystko się zaczyna, bohater jest twoim katalizatorem, będzie cię prowadził. Ale najpierw musisz go poznać. Więcej o tym jak to zrobić, możesz przeczytać w jednym z artykułów. Kiedy już twój bohater będzie gotowy zastanów się nad fabułą, nad kamieniami milowymi w twojej opowieści. Zapisz je, przeznacz na to wielką kartkę albo notes i powoli uzupełniaj.

Jeśli to ma być tekst non fiction zacznij od mapy myśli.

Na środku napisz swój temat (to nie musi być od razu gotowy tytuł, po prostu sformuj temat jak najlepiej umiesz), od niego rób strzałki i zapisuj wszystko, co przychodzi ci do głowy, co się z nim łączy, co myślisz, że mogłoby się znaleźć w tekście. Staraj się jak najbardziej uszczegóławiać myśli, jeśli pod strzałką piszesz zagadnienie, które można rozbić na punkty to zrób kolejne odgałęzienia i zapisz je. Pisz tak długo, aż naprawdę nie będziesz mieć już nic do dodania. Kolejne kroki to znalezienie połączeń między poszczególnymi punktami, ustalenie kolejności punktów (użyj długopisu w innym kolorze i zapisz numerki) i pisanie małych części.

Wróćmy do początku – zrób plan swojego marzenia.

Na górze napisz swój cel, wyraźnie, drukowanymi literami, musisz dobrze widzieć go przed sobą. Potem wyobraź sobie jak się będziesz czuć, kiedy go osiągniesz. Może myślałaś o tym wiele razy i zajmie ci to pięć minut, a może potrzebujesz na to tygodnia. Kiedy już będziesz umiała sobie wyobrazić jak to jest spełnić swoje pisarskie marzenie wróć do kartki z zapisanym celem i zrób plan w punktach. Jak najbardziej szczegółowy, im mniejsze zadania zaplanujesz tym lepiej. Możesz każdy punkt robić na mniejsze. Teraz przy pierwszym punkcie zastanów się ile potrzebujesz na niego czasu. Tydzień? Miesiąc? Oceń realnie, ale też nie dawaj sobie dużo więcej czasu niż faktycznie jest ci potrzebne. Wpisz datę. Zrób tak z kolejnymi punktami. Kiedy skończysz będziesz mieć gotowy plan na spełnienie twojego pisarskiego marzenia. Gratuluję!

Teraz czas zacząć go wypełniać. Przygotuj się na chwile euforii i zwątpienia, na szalone natchnienie i na blokady. To wszystko przytrafi ci się po drodze, ale poradzisz sobie. Trzymaj się planu, ale traktuj go elastycznie, modyfikuj go w razie potrzeby, dopisuj nowe punkty, zmieniaj daty. Powodzenia!

Gdzie jest twój narrator?

Kiedy opowiadasz historię to jesteś oczami czytelnika. On nie dowie się niczego więcej niż to, co mu powiesz, nie zobaczy nic więcej, nie będzie wiedział co jest za drzwiami jeśli zamkniesz mu je przed nosem. Być narratorem znaczy nie tylko opowiadać historię ale też pokazywać powieściowy świat – świat przedstawiony. Od tego co powiesz zależy nie tylko wiedza czytelnika o fabule, ale też jego wyobrażenie o bohaterach, wnętrzach, przestrzeni, pogodzie – wszystkich elementach świata który opisujesz.

Akademicki wykład o rodzajach narracji nie przyda ci się jeśli nie zastanowisz się nad konsekwencjami jej wyboru.

Narrator pierwszoosobowy oznacza, że główny bohater jest jednocześnie narratorem, opowiada w pierwszej osobie: poszedłem/widziałem/zjadłem.

Taka opowieść daje wrażenie autentyczności – bo czytelnik jest blisko bohatera, czyta jego myśli i widzi wszystko tak jak on. Między nimi nie ma dystansu, tak samo jak między narratorem a bohaterem – bo to ta sama osoba. Taki narrator daje nam pole do emocjonalnej opowieści, wprowadzenia monologu wewnętrznego, zagłębienia się w intymny świat odczuć bohatera. Czytelnik może łatwo się z nim utożsamić, być blisko niego, w końcu widzi wszystko tak jak on.

Narrator trzecioosobowy opowiada o bohaterze w trzeciej osobie: poszedł/widział/zjadł.

Pozwala nam widzieć bohatera z dystansu, a nawet opuścić go na jakiś czas i przenieść się gdzie indziej – tym sposobem w powieści może być kilka planów narracyjnych czyli kilka rzeczy może dziać się jednocześnie na oczach czytelnika nawet jeśli są oddalone od siebie w miejscu i w czasie. Narrator jest osobny od bohatera, ale to nie oznacza, że wie o nim mniej – jeśli to narrator wszystkowiedzący to wie nawet więcej (może na przykład znać jego przyszłość albo wiedzieć co myśli o nim inny bohater).

To, co napisałam to tylko parę słów o narracji. To obszerny temat i o narratorach możnaby pisać wiele, ale nie taki jest mój cel – jeśli chcesz wiedzieć więcej o rodzajach narracji to przeczytaj ten artykuł: http://poradnikpisania.wordpress.com/2012/08/31/sztuka-opowiadania-narracja-trzecioosobowa/.

Kiedy już zdecydujesz się na typ narracji i zaczniesz pisać pamiętaj o tym, że narrator jest trochę jak operator kamery: to on decyduje co mieści się „w kadrze” a co zostaje poza nim, czy pokaże scenę z daleka czy z bliska.

To on decyduje o perspektywie z jakiej pokazuje czytelnikowi świat. To bardzo ważne, bo jeśli postawisz narratora w kącie i tylko z jednego miejsca będziesz opowiadać to uzyskasz zupełnie inny efekt niż jeśli pozwolisz mu się przemieszczać, a nawet fruwać pod sufitem. Kiedy będziesz pisać kolejną scenę zastanów się z jakiego miejsca widzi ją narrator. Czy chcesz pokazać bohaterów z dystansu czy zrobić zbliżenie na ich twarze? Decydujesz o wszystkim!

Decyzja o tym z jakiej perspektywy opowiadasz dotyczy nie tylko wyboru narracji i jej realizacji od strony technicznej, ale też tego co opowiesz, od czego zaczniesz, na co położysz nacisk.

Czy ważniejsze są emocje bohatera czy fakty? Czy opowiesz jak wyglądała przestrzeń w której dzieje się akcja, czy to nie ma znaczenia? Cokolwiek zdecydujesz to będzie dobra decyzja jeśli wiesz co chcesz powiedzieć, co chcesz dać czytelnikowi. Pamiętaj – twój narrator jest jego oczami.

podpis2

Poznaj swojego bohatera

Kiedy jestem w drodze każdy napotkany człowiek jest ciekawy.

Nigdy nie wiem czy za rogiem nie spotkam kogoś, kto stanie się bohaterem moich notatek, mógłby być bohaterem książki. Zamieniam się wtedy w oko kamery i rejestruję każde słowo, ruch, gest. Wszystko jest ważne: mikrorozdarcie koszuli na mankiecie, sposób trzymania widelca. Mam wrażenie, że mój mózg zapamiętuje szczegóły nawet jeśli ja ich nie zauważam. A potem, kiedy piszę, używa ich w odpowiednich momentach, jakby odtwarzał portret pamięciowy. Nie wiem czy jest na to szczególny przepis, kluczowe wydaje mi się bycie uważnym. Trzeba mieć oczy dookoła głowy.

Kiedy podrożuję sama dostrzegam więcej. Trochę tak jakby nikt i nic nie zasłaniało mi świata. Rzeczy o których chciałabym napisać wpadaja mi wtedy do rąk same prosząc się o miejsce w moim notesie. Tak samo jest z ludźmi. Każdy chce pomóc, zapytać skąd jestem, pokazać mi swój świat. Czasami mam wrażenie, że spotkani po drodze dosłownie przepychają się między sobą walcząc o moją uwagę. Tak jakby każdy chciał zostać moim bohaterem.

Bohatera można sobie wymyśleć od A do Z. Ale można go też stworzyć sklejając w całość cechy wielu osób.

Z stu dzieciaków biegających po wiosce w Afryce w dziurawych klapkach można stworzyć jednego bohatera, którym mógłby być każdy z chłopców i jednocześnie żaden nim nie jest. Z siebie i wszystkich przyjaciółek z łatwoscią skleisz jedną kobietę której przygody będą uniwersalne dla wielu czytelniczek. Ważna jest inspiracja. Nie chodzi przecież o to, żeby za wszelką cenę odmalować świat 1:1, ale żeby pokazać kogoś z kim wiele osób będzie mogło się identyfikować, chcieć o nim czytać i wiedziec więcej.

W poradnikach dotyczących pisania podkreślane jest, że głównego bohatera czytelnicy muszą lubić. I ja się z tym zgadzam. Ale ważniejsze wydaje mi się to, że autor musi lubić swojego bohatera. Musi nie tylko wiedzieć o nim wszystko (od wyglądu przez charakter po jego przeszlość) ale też zwyczajnie go lubić, ufać mu, wybaczać. Traktować jak najlepszego przyjaciela. Nic nie bedzie z powieści jeśli nie polubisz swojej postaci.

Do wielu pisarzy bohater przychodzi sam, tak jak piosenka do Włóczykija. Nie muszą go szukać, wystarczy, że otworzą się na niego, zaakceptują w stu procentach.

Czasami bohater objawia się w całości, po prostu nagle staje przed tobą jak żywy, a czasami musisz na niego poczekać.

Wysyła ci sygnały, sznurki do czegoś, co jest dalej. Moja ulubiona Joanna Bator mówiła na spotkaniu z czytelnikami: “po głowie chodzą mi uporczywe słowa znikła bez śladu” i opowiadała, że bohaterka jej nowej książki, Sandra Valentine, po prostu się pojawiła. Pisarka nie miała wyboru, mogła ją tylko zaakceptować albo odrzucić.

Z pewnością sposobów na spotkanie bohatera jest tyle ilu pisarzy i jestem daleka od podawania jednej gotowej recepty. Pisanie to dynamiczny proces, twórczy i wolny i choć oczywiście wskazówki są potrzebne, a warsztat można doskonalić to na poziomie kreowania nowej postaci nie da się powiedzieć “to jest dobre, a to jest złe”. Wszystko co prowadzi pisarza do poznania bohatera jak najlepiej jest dobre.

Jeśli masz już swojego bohatera to postaraj się dowiedzieć o nim jak najwięcej. Poświęć mu specjalne strony w notesie albo plik w komputerze i napisz jego historię, charakterystykę – ale nie pusty zbiór cech zupełnie ze sobą nie powiązanych.

Twój bohater jest trochę jak pacjent, a ty jak psycholog. Zaanalizuj go, zbuduj sieć zależności pomiędzy wydarzeniami z jego zycia a poglądami na świat, osobowością. Pamietaj, że nie budujesz pomnika tylko człowieka, więc twój bohater musi też mieć wady.

Jeśli twój bohater jeszcze się nie pojawił, czekaj cierpliwie.

Wyostrz zmysły, obserwuj świat. Może sprzedawczyni z warzywniaka, której nie zauważasz jest niesamowicie ciekawą postacią? A może bohater przyjdzie do ciebie we śnie.

Kiedy dowiesz się dużo o swoim bohaterze i naprawdę go polubisz, a potem się z nim zaprzyjaźnisz, on ci się odwdzięczy. Bedzie sam kreował swoje losy, szedł w stronę o której nie myślałeś, robił zaskakujące rzeczy. A stąd już tylko krok do świetnej powieści.

podpis2

Kanapka z masłem orzechowym i dżemem. O połączeniach.

Opowiem wam historię. Niedawno zostałam poproszona o użyczenie zdjęć z Turcji – byłam tam na wolontariacie przez parę miesięcy 5 lat temu. Wygrzebałam zakurzone płyty CD i zaczęłam przedzierać się przez niezliczone katalogi z tysiącami fotografii. Przez pierwsze pięć minut byłam w lekkim szoku, a przez następną godzinę umierałam ze śmiechu. Zobaczyłam siebie 5 lat temu, a raczej swoje ciuchy. Nie wiem czemu najwyraźniej wydawało mi się wtedy, że im więcej kolorów i faktur tym lepiej. Na moim ulubionym zdjęciu mam na sobie: błękitny podkoszulek wystający spod kanarkowej bluzki z długim rękawem, różową bluzę, białe rękawiczki w czarne gwiazdki, fioletową chustkę, granatową spódnicę, zielone rajstopy i buty w kolorowe kwiaty. Nie wiem co sobie myślałam, ale mam zadowoloną minę.

Tak naprawdę o tym chciałam wam dziś napisać – o połączeniach.

Kiedy wybieramy ciuchy z szafy dobrze wiemy, że są dobre i złe połączenia i że nie wszystko do siebie pasuje. Tak samo jest z jedzeniem – kanapka z masłem orzechowym i dżemem jest dla mnie połączeniem idealnym, ale przecież nie dodaję do niej majonezu, cynamonu, marynowanych grzybków i glonów. Na pewno nie raz obserwowałyście niewprawionych kucharzy, którym wydaje się, że im więcej przypraw dosypią do patelni, tym lepiej. Jednak doskonale wiemy, że składniki potrawy muszą do siebie pasować. Dlaczego nie umiemy stosować tej zasady, kiedy piszemy książkę?

Nieważne, czy piszesz fikcję, czy opowieść o twoich przeżyciach, każda książka ma dozwoloną ilość składników. Nie możesz wrzucić do niej wszystkiego, zamieszać i oczekiwać, że wyjdzie coś pysznego o harmonijnym smaku.

Kluczem jest umiejętność eliminacji, podjęcia decyzji o czym tak naprawdę piszesz, co chcesz powiedzieć czytelnikowi. Kiedy się ubierasz to najpierw wybierasz sukienkę, a potem dodatki, buty. Kiedy gotujesz to najpierw decydujesz, czy to będzie zupa, zapiekanka, czy deser. I wybierasz elementy, składniki. Oczywiście, istnieją smaczne dania wieloskładnikowe i skomplikowane ładne stroje „na cebulkę”. Ale nic w nich nie jest przypadkowe. Tak samo jest z twoim tekstem – wszystko co do niego wkładasz, musi pasować do pozostałych elementów, musi tworzyć spójną całość.

Pewnie zastanawiasz się teraz jakie mogą być składniki powieści i jak moje gadanie o gotowaniu i połączeniach przełożyć na pisanie. Elementami książki są zarówno tematy, o których chcesz pisać (bo często nie umiemy zdecydować się na jeden i bierzemy się za kilka naraz), bohaterowie, rodzaj narracji, jak i forma, gatunek. Zamiast pisać wspomnienia z elementami reportażu, poradnika i książki kucharskiej zdecyduj się najpierw na jedno. Zastanów się, czy do twojej książki najbardziej pasuje narrator pierwszo- czy trzecioosobowy. Nie wciskaj na siłę opisu sytuacji, która nie pasuje do całej reszty tylko dlatego, że jest fajna.

Popatrz na swoją książkę i zastanów się, co do niej pasuje, co będzie współgrało z całością.

Na pewno zauważasz, kiedy koleżanka ma buty kompletnie nie pasujące do reszty stroju. Szybko wyczujesz niesmaczne warzywo w makaronie w restauracji. Ale czy tak samo widzisz to u siebie? W swoim makaronie? W swojej książce? Potrzebujesz świadomego wyboru składników. Odejdź parę kroków, jak malarze na filmach patrzący na swoje dzieło, i zdecyduj: „to biorę, a tego nie”.

podpis2