Maria Kula

Niezwyczajni bohaterowie. O Pciuchu, Pupiszonkach i Mery Poppins.

W literaturze roi się od dziwnych bohaterów mających niecodzienne właściwości. Oczywiście cała fantastyka to prawie tylko tacy bohaterowie, ale dziś chciałabym napisać o czymś innym: o niezwykłych bohaterach we względnie „zwykłych”, czyli nie fantastycznych książkach. Oczywiście granica jest płynna i trudno powiedzieć gdzie przebiega pomiędzy literaturą fantastyczną a tą z tylko fantastycznymi elementami. Dziś mam na myśli książki, którą są mocno osadzone w realistycznym świecie, a dziwni bohaterowie są jednymi lub jednymi z nielicznych w powieści (i czasami ich magiczne umiejętności są tak samo zaskakujące dla pozostałych bohaterów jak dla czytelnika).

Jak stworzyć dziwnego bohatera i po co jest ci potrzebny?

Bohater, który ma nadzwyczajne cechy może być przydatny jeśli czujesz, że twój świat przedstawiony wymaga „czegoś więcej”. Może też ty jesteś osobą, która dostrzega małe niezwykłości na codzień, świat nie jest dla ciebie pragmatyczny i oczywisty, wierzysz w duchy, a widok staruszki, która unosi się 2 cm nad ziemią nie robi na tobie wrażenia. To nie musi być od razu wróżka w złotych szatach ani stworek podobny do gremlina, to może być postać sąsiadki, która ma szczególne umiejętności albo zmarła babcia wciąż dająca rady wnuczce.

Jeśli czujesz, że niezwykły bohater to może być coś dla ciebie spróbuj zrobić na jego temat mapę myśli.

Na dużej kartce, promieniście od środka zapisuj wszystkie skojarzenia na jego temat, które przychodzą ci do głowy. Jaki wpływ na głównego bohatera ma mieć ten dziwny (np. ma mu pomagać czy przeszkadzać)? Co chcę żeby robił? Jaki ma być? Jak ma wyglądać? Czy to ma być człowiek obdarzony niezwykłymi umiejętnościami czy postać nie ludzka? Zapisuj też przymiotniki, określenia – wszystko co może być częścią twojej „wizji” bohatera.

Kiedy twoja mapa myśli będzie gotowa popatrz na nią całościowo, z perspektywy i zobacz co się z czym łączy, co się wyklucza, co jest dla ciebie kluczowe. Jest duża szansa, że twój bohater wyłoni się wtedy z twoich chaotycznych początkowo myśli.

Nie przywiązuj się bardzo do założeń na jego temat, pozwól mu działać, bo w trakcie pisania może okazać się, że potrzebne, przydatne w fabule są ci zupełnie inne jego cechy niż ci się wydawało.

Na pewno nie każda powieść potrzebuje niezwykłego bohatera, ale z pewnością tworzenie go daje ogromnie dużo przyjemności!

podpis2

Wyszukałam też trzy fragmenty o dziwnych bohaterach, których darzę szczególną sympatią. Pciuch, Pupiszonki i Mery Poppins mają dziś premierę w perypetiowej czytelni, przywitaj ich oklaskami!

Pupiszonki

/Fragment książki „Ronja, córka zbójnika” Astrid Lindgren/

Z głębi jamy doszło ją jakieś mamrotanie, ale zupełnie nie rozumiała, co to mogło być. Wtem kawałek dalej ujrzała gramolące się poprzez śnieg stadko Pupiszonków. Łatwo je było poznać po ich szerokich pupkach, małych, pomarszczonych twarzyczkach i zmierzwionych włosach. Pupiszonki były zazwyczaj przyjazne, nastawione pokojowo i nie czyniły nikomu krzywdy. Ale te tutaj, które stały teraz i gapiły się na nią głupiutkimi oczami, te były najwyraźniej niezadowolone. Chrząkały i wzdychały, a jeden z nich powiedział ponurym głosem:

– Cemu una tak lobi?

I zaraz przyłączyły się inne:

– Cemu una tak lobi? Dlacego lozwala nam dach? Cemu tak?

Ronja pojęła, że wpadła stopą w ich ziemiankę. Pupiszonki budowały ją sobie, jeśli nie znalazły dziupli odpowiedniej na mieszkanie.

– Nic nie mogłam poradzić – powiedziała – Pomóżcie mi się wydostać.

Ale Pupiszonki tylko gapiły się na nią i wzdychały równie ponuro jak przedtem.

– Una siedzi w dachu, cemu una tak lobi?

 

Mary Poppins

/fragment książki „Mary Poppins” P. L. Travers/

Gdy Mamusia wyszła z pokoju, Janeczka i Michaś zwrócili się w stronę Mary, która stała nieruchomo jak słup, z rękoma skrzyżowanymi na piersi.

– Jakeś ty tu przyszła? – spytała Janeczka. – Wyglądało, jakby cię przywiał wiatr.

– Bo tak było – odparła krótko Mary i zaczęła odwiązywać szalik z szyi i zdejmować kapelusz, który powiesiła potem na poręczy łóżka. Ponieważ nie zanosiło się na to, aby Mary zamierzała jeszcze coś powiedzieć – mimo że mocno pociągnęła nosem – Janeczka także milczała. Za to gdy Mary schyliła się, by otworzyć torbę, Michaś nie mógł zapanować nad sobą.

– Co za dziwna torba… – powiedział, dotykając jej palcami.

– Dywanikowa – wyjaśniła Mary, wkładając kluczyk do zamka.

– Do noszenia dywanów?

– Nie, zrobiona jest z dywanika.

– Aha – rzekł Michaś – rozumiem. Ale nie bardzo rozumiał.

Tymczasem torba została otwarta i dzieci były więcej niż zdziwione, gdy przekonały się, że jest ona zupełnie pusta.

– Coż to? – spytała Janeczka. – Nic w niej nie ma?

– Jak to „nic”? – zapytała Mary Poppins z obrażoną miną. – Powiedziałaś, że nic w niej ma?

To mówiąc, wydobyła z pustej torby biały nakrochmalony fartuch, którym się zaraz przepasała, potem wyjęła wielki kawał mydła, szczotkę do zębów, paczkę szpilek do włosów, flakon perfum, mały składany fotelik i pudełko pastylek od bólu gardła. Janeczka i Michaś osłupieli.

 

Pciuch

/fragment książki „Bromba i inni” Macieja Wojtyszko/

Pciuch zamieszkuje czas. To znaczy, że można go zobaczyć tylko wtedy, kiedy się żyje kiedy indziej. Jeża na przykład możemy zobaczyć dziś. Pciucha wyłącznie jutro albo wczoraj. Dzieje się tak dlatego, że jest on szalenie szybkim, nowoczesnym stworzeniem: wyprzedza nasze czasy dzięki własnemu napędowi rakietowemu.

Pciuchów jest niewielu, około trzydziestu, a nasza historia opowiada o pewnym dzielnym, młodym Pciuchu, który był posiadaczem numeru dwadzieścia cztery.

Tradycyjnie wszystkie Pciuchy pracują na poczcie, ponieważ tam są najbardziej potrzebne. Także Pciuch dwadzieścia cztery był listonoszem do spóźnionych przesyłek.

Zdarza się, że do okienka na poczcie podbiega ktoś bardzo zmęczony szybkim biegiem i woła już od drzwi:

– Proszę pani, proszę pani, chciałbym szybko wysłać wiadomość!

– Proszę bardzo! – odpowiada pani w okienku. – tu jest blankiet na telegram superekstra błyskawiczny. Na kiedy ma dojść wiadomość?

– Na wczoraj – śmieje się ktoś z zakłopotaniem. – Zupełnie zapomniałem o imieninach ciotki Patrycji Trąbalskiej , Koszykowa 12 m. 5.

– Na wczoraj? – pyta pani w okienku. – Dobrze, zrobimy wszystko , co w naszej mocy.

I wtedy do akcji naczelnik poczty używa Pciucha do Specjalnych Zadań.

Czego nie wiesz o swoim bohaterze?

Pisałam już o tworzeniu bohatera. Zachęcałam do tego, żeby go zobaczyć w całości, dać mu życie, a potem się z nim spotkać! Naprawdę się z nim spotkać i zacząć zadawać mu pytania i go słuchać. Opublikowałam tekst jednej z moich autorek o jej spotkaniu z bohaterem.

Pisałam o mapie niepewności – nieznanym lądzie pomiędzy punktami naszej niewiedzy i strachów na temat naszego pisania (w czwartkowym liście, jeśli ich nie dostajesz to koniecznie się zapisz na listę, a jeśli chcesz dodatkowo ten o mapie niepewności to napisz do mnie) i o tym, że zamiast go omijać, trzeba wziąć do ręki mapę i ruszyć przed siebie w nieznane.

Dziś napiszę o mapie niepewności twojego bohatera.

Wyobraź sobie sytuację w której zaczynasz chcesz napisać książkę. Może czytałaś/łeś już moje artykuły, może wybierasz się na kurs pisania, a może po prostu obiło ci się o uszy, że warto zacząć od bohatera. W każdym razie wiesz już o nim co nieco. Im bardziej go poznajesz tym lepiej dla ciebie, bo tym łatwiej będzie ci pisać powieść – nie będziesz musiał/a wymyślać co się wydarzy, twój bohater po prostu będzie to robił, a tobie pozostanie opowiedzenie o jego perypetiach! Ale żeby to zrobić musisz wiedzieć najpierw najważniejszą rzecz, musisz zadać swojemu bohaterowi kluczowe pytanie: Czego pragniesz?

Kiedy dowiesz się czego tak naprawdę, w głębi serce chce twój bohater, co jest jego marzeniem, jego celem, dla czego mógłby poświęcić wiele to okaże się, że twoja fabuła ułoży się sama, bo to będzie droga twojego bohatera do jego marzenia, pragnienia, celu.

To, że dowiesz się czego pragnie twój bohater wcale nie oznacza jednak, że twoja praca z bohaterem jest zakończona i nie musisz już wiedzieć o nim niczego więcej, o nie. Sytuacja, w której wiesz o nim za dużo nie istnieje, bo chyba nie potrafisz sobie wyobrazić, że mógłbyś/łabyś wiedzieć za dużo o swoim przyjacielu? Mimo że może znacie się od podstawówki to przecież nadal są rzeczy których o nim/o niej nie wiesz, ciągle macie sobie coś do powiedzenia! Tak samo ma być z twoim bohaterem.

 Stwórz dla swojego bohatera mapę niepewności – zaznacz punkty, w których kończy się twoja wiedza. Stwórz listę pytań na które nie znasz odpowiedzi i zobacz które z nich i jak się łączą. Bo czy „co najbardziej lubiłeś jeść w dzieciństwie?” nie łączy się z tym „co gotowała twoja babcia”? Pamiętaj też o pytaniach o światopogląd i takich, które pokazują ci osobowość twojego bohatera. Co innego jest zanotować sobie o nim „jest niecierpliwy”, a co innego zobaczyć go w sytuacji kiedy się wkurza, bo czeka w kolejce w sklepie. Kiedy zaczniesz pytać go o konkretne sytuacje, wyobrażać go sobie wtedy, a najlepiej zabierać ze sobą i widzieć reakcję, to może się okazać, że twoje notatki mają się nijak to jego rzeczywistych zachowań i twój bohater jest trochę kimś innym niż ci się początkowo wydawało. Zaznacz to na mapie, przesuń albo rozszerz nieznany ląd i dalej poznawaj go jak najbardziej.

Oprócz wielu rzeczy, które warto wiedzieć o bohaterze i kluczowej kwestii o jego pragnieniu jest jeszcze jedna ważna rzecz, którą warto wiedzieć kiedy pisze się powieść.

Czy mój bohater to ja?

Czy piszę o sobie? Jeśli odpowiedź brzmi „nie” to zadaj sobie pytanie: Czym mój bohater różni się ode mnie? Na ostatnim spotkaniu kursu pisania rozwinęła się bardzo ciekawa rozmowa, bo okazało się, że większość autorek ma z tym problem: wydaje im się, że nie piszą o sobie, a kiedy mają powiedzieć czym ich bohaterki różnią się od nich to okazuje się, że takich czynników nie ma za wiele i na dodatek to szczegóły. Karolina powiedziała jak ona podeszła do szukania różnic pomiędzy sobą a bohaterką: myślała o sobie, o jakiejś swojej cesze albo właściwości i pytała swoją bohaterkę: „Też tak masz?”. Myślę, że to świetny pomysł i też możesz spróbować tak zrobić.

Pamiętaj, że mapa niepewności bohatera może ci służyć cały czas. Bo przecież zawsze możesz się dowiedzieć o nim czegoś nowego.

podpis2

Pisz to, co chcesz czytać

Na ostatnich zajęciach kursu pisania powieści Pisz i kropka! niechcący wywołałam małą burzę.

Poprosiłam uczestniczki, żeby zastanowiły się nad trzema kluczowymi kwestiami: co chcą opowiedzieć, jak chcą to opowiedzieć i komu opowiadają, co dają swojemu czytelnikowi. Powiedziałam im o powieściach gatunkowych jako możliwej formie, że z jednej strony jest łatwiej ją napisać, bo cechy gatunku wyznaczają pisarzowi ścieżkę, tworzą szkielet, a z drugiej to wielka sztuka napisać dobrą powieść gatunkową. Bardzo cenię dobrą literaturę popularną i myślę, że trudniej napisać książkę tego gatunku, którą przeczyta, pokocha i zainspiruje się tysiące osób niż prozę artystyczną, która zachwyci kilku krytyków, ale mało kto ją zrozumie, a już na pewno nikt nie będzie trzymał koło łóżka. Początkujący autorzy jednak często – i nie inaczej było właśnie na kursie – wzdrygają się na myśl, że ich książka mogłaby zostać zakwalifikowana jako „popularna”. Wydaje im się, że to gorsza literatura, niższych lotów i marzą o napisaniu książki artystycznej, bo w ich mniemaniu taka jest lepsza. Ja nie uważam, że coś jest lepsze albo gorsze.

Jestem przeciwna wartościowaniu, buntuję się przeciwko podziałom na literaturę prostą i ambitną tak jakby ta druga miała być w czymś lepsza.

Jest inna, bo daje nam coś innego. Na przykład niekoniecznie przyjemność czytania ani relaks. Zamiast dzielenia prozy na popularną i artystyczną proponuję podział ze względu na to co chcemy dać czytelnikowi: literatura rozśmieszająca, relaksująca, inspirująca, dołująca, strasząca, zasmucająca, przejmująca, poruszająca… itd.

Myślę też, że zamiast myśleć czy moja książka będzie wystarczająco ambitna lepiej podejść do pisania z innej strony i zacząć od odpowiedzi na pytania:

Dlaczego piszesz?

Dlaczego/ po co chcesz napisać książkę?

Co chcesz w niej powiedzieć?

Co jest dla ciebie ważne?

Jaka to jest dobra książka dla ciebie?

Co lubisz pisać?

Kiedy sobie to uświadomisz i zobaczysz swoje odpowiedzi czarno na białym może zmienisz podejście do swojej książki. A może utwierdzisz się w przekonaniu, że to dobra droga. Jest jeszcze jedna wskazówka, która zawiera w sobie wiele rzeczy: Pisz to co chcesz czytać. To hasło Sarah Selecky – nauczycielki pisania z Toronto. Sarah ma na swojej stronie napisane dużymi literami: Write what you want to read. I ja się pod tym absolutnie podpisuję. Bloga Sarah czytam od dawna i jeśli czytasz po angielsku to bardzo ci go polecam. W ostatnim artykule napisała:

Pisz to co chcesz czytać. Pisz, żeby się czegoś pozbyć. Pisz, żeby poczuć radość pisania o czymś prawdziwym. Napisz coś niestosownego. Napisz coś nieoryginalnego. Napisz coś, czego nikt wcześniej nie napisał. Pisz, bo czujesz się dobrze kiedy coś robisz. Pisz jak buntownik, pisz jak nastolatek.

A ja bym dodała:

Pisz z głębi swojego serca. Pisz o tym co ciebie ciekawi. Pisz kiedy masz dobry nastrój i kiedy ci smutno. Pisz śmiesznie albo strasznie. Pisz bez hamulców. Pisz tak jak mówisz. Pisz prawdziwe. Pisz kiedy ci się podoba. Pisz kiedy wydaje ci się, że nie chce ci się pisać. Pisz w swoim stylu. Pisz swobodnie. Pisz szczerze.

I przestań wreszcie się oceniać!

podpis2

Wszystko zaczyna się od bohatera

Miesiąc temu opublikowałam w czytelni gościnny wpis – opowieść Doroty, której pomagam napisać książkę o jej spotkaniu z bohaterem. Przedwczoraj, na drugim spotkaniu kursu pisania powieści jedna z uczestniczek, Karolina, opowiedziała niesamowitą historię o pierwszym spotkaniu ze swoją bohaterką. Wczoraj autor opowiadał mi, że musi śledzić swojego bohatera, bo to milczący typ i nie chce z nim gadać. Uświadomiłam sobie, że szerzę ideę spotkań z bohaterem, a w czytelni nie było artykułu o tym jak zacząć pracę z bohaterem! Naprawiam błąd i opowiadam wszystko od początku.

W poradnikach o pisaniu powieści można znaleźć wiele recept na to jak zacząć. Moim zdaniem trzeba zacząć od bohatera, bo nawet najlepsza historia bez pociągającego głównego bohatera będzie nudna. Powiedziałabym nawet: wszystko zaczyna się od bohatera.

Prawdziwy bohater sam opowie ci swoją historię.

Nie będziesz już więcej zastanawiać się, co ma się wydarzyć dalej, bo to on będzie pchał fabułę do przodu. Jeśli masz pomysł na to o czym chcesz opowiedzieć to najpierw zastanów się komu się to przydarza, stwórz swojego bohatera.

Zacznij od odpowiedzenia sobie na kilka pytań:

jak wygląda (w tym dokładnie twarz, sylwetka, kształt dłoni, znaki szczególne, włosy, jak się ubiera itd.), jak się porusza, jakie ma gesty, w jaki sposób mówi

jaką ma osobowość, charakter, jakie są jego główne cechy, jakie ma uzdolnienia

skąd pochodzi, jaka jest jego historia, przodkowie, pozycja społeczna, wykształcenie, przeszłość

jaki ma zawód, czym się zajmuje, w czym jest dobry

co lubi a czego nie, czego się boi, czy ma jakieś fobie, niepokoje, coś szczególnie sprawia mu przyjemność

jaki ma światopogląd.

Myśl o swoim bohaterze jak o człowieku, którego poznajesz, nowym przyjacielu, albo kimś kto cię zafascynował i chcesz o nim dowiedzieć się jak najwięcej. Twój bohater musi stać się jak prawdziwy człowiek, bo wtedy będzie dla czytelnika przekonujący.

Wiarygodny bohater, to taki, który nie jest ani czarny ani biały. Nie ma ludzi kryształowo dobrych ani złych do szpiku kości. Twój bohater musi mieć wady (albo zalety jeśli jest czarnym charakterem), ciemną stronę, swój cień (i odwrotnie).

Najciekawszy bohater to taki, który jest aktywny, czyli sam coś robi, podejmuje jakieś działania, nikt nie lubi bohaterów – ofiar losu, którym tylko coś się przydarza. Dobrze pokazać go w sytuacji konfliktu, trudnej sytuacji, walki wewnętrznej zmuszającej go do podjęcia decyzji, która porusza czytelnika. Bohater nie może być szary i przeciętny, musi mieć coś, co go wyróżnia, powoduje, że on właśnie został twoim bohaterem.

Kiedy opis twojego bohatera będzie już w miarę gotowy (powinien być naprawdę obszerny, jeśli czegoś nie wiesz, to zaznacz sobie w tekście wyraźnie pytanie do uzupełnienia później) to umów się z nim na spotkanie.

Zarezerwuj czas tylko dla siebie i twojego bohatera. Wyobraź go sobie bardzo wyraźnie (przecież wiesz już jak wygląda), jak siedzi przed tobą. Rozmawiaj z nim, zrób z nim wywiad. Zadaj mu wszystkie pytania które chcesz. A potem zadaj mu najważniejsze pytanie: Czego pragniesz? Czego chce tak naprawdę chcesz? Jakie jest twoje pragnienie w głębi serca?

To ćwiczenie może ci się wydawać dziwaczne, ale zrób je proszę, to działa! Na początku na pewnie będziesz sam/a odpowiadać na swoje pytania, ale zaręczam, że jeśli dasz życie swojemu bohaterowi, to po jakimś czasie zacznie do ciebie mówić. A wtedy zaczną się dziać cudowne i niesamowite rzeczy.

podpis2

 

10 pomysłów na to co możesz pisać

Nikt nie powiedział, że musisz pisać książkę.

Możesz wcale nie chcieć napisać książki, tylko po prostu lubić pisać. A może to jeszcze nie twój czas, pomysł albo historia jeszcze w tobie nie dojrzały. Pisanie jest fajne, daje frajdę i niekoniecznie musi być ciężką pracą nad długim tekstem. Wrzuć na luz i baw się pisaniem! Specjalnie dla was zrobiłam listę pomysłów na to co możesz pisać.

Pamiętnik

To może być zwykłe zapisywanie tego, co się wydarzyło. Kiedyś poznałam panią, która opowiadała, że przez całe życie pisze dziennik i teraz podczytuje swoim dorosłym juz dzieciom fragmenty o tym jak się urodziły, jak powiedziały pierwsze słowo, jak wyglądał ich pierwszy dzień w szkole. Podczas popołudnia z rodziną wybierają datę na chybił trafił i sprawdzają co robili np. 9 kwietnia 1992 roku. Ale pamiętnik nie musi być dokumentalnym zapisem, możesz prowadzić dziennik dobrych myśli i zapisywać miłe rzeczy albo prowadzić zapiski artystyczne na temat tekstów, filmów, obrazów albo po prostu pisać o swoich emocjach .

Dziennik „fotograficzny”

Łap kadry, sceny, które cię poruszyły. To się bardzo sprawdza w podróży, ale kto powiedział, że na co dzień nie możesz się czuć jak w podróży? Wyostrz swoje zmysły, miej oczy dookoła głowy, chłoń świat wokół. Zapisz sobie w głowie kadr z elegancką staruszką wyciągającą okruszki dla kaczek z torebki, z młodym chłopakiem mknącym na rowerze bez trzymanki… jak wyglądali? Co mogli sobie myśleć w tamtej chwili? Zrób z nich swoich bohaterów i napisz miniaturę. Poetycką, melancholijną a może pełną akcji, z suspensem. Ty wybierasz.

Wiersz

Dla wielu osób wydaje się to zupełnie niemożliwe, tak jakby pisanie poezji było wyższym stopniem wtajemniczenia. A to przecież nieprawda. Wiersz to nic innego jak słowa, które przychodzą ci do głowy ułożone w linijki. Możesz bawić się wieloznacznością, tworzyć metafory, pisać coś co nie ma oczywistego sensu. Powiem wam tajemnicę – w listopadzie napisałam pierwszy wiersz od czasów liceum, o morzu. Następny w lutym na warsztacie z książką Julii Cameron. Od tego czasu wiersze czasami do mnie przychodzą, słowa pojawiają się same i zapisuję je w notesie albo nawet (o zgrozo!) w telefonie. Po prostu.

Bajkę dla dziecka

Lubisz opowiadać historie dla dzieci? Napisz bajkę dla swojego albo zaprzyjaźnionego malucha. To wspaniały prezent, a ty będziesz mieć frajdę w puszczeniu wolno swojej wyobraźni. Przecież wszystko jest możliwe: smoki, elfy, magiczne ołówki i koraliki, czarodzieje, statki kosmiczne, mówiące zwierzęta… Nie ograniczaj się! Każdy pomysł jest dobry. Możesz też napisać swoją wersję znanej baśni albo legendy.

Opowiadanie

Może nie jesteś jeszcze gotowy/a na powieść, a może po prostu krótkie formy to twój żywioł. Opowiadanie ma jeden wątek, mało bohaterów i luźną konstrukcję. Możesz wybrać dowolną historię: romantyczną, fantastyczną, przygodową – nie ma ograniczeń. Możesz wpleść w nie dialog albo opis wnętrzna. Twoje opowiadanie może mieć dwie strony albo dwadzieścia. Najlepiej tego nie planuj, po prostu zacznij pisać i zobacz co z tego wyniknie!

Wspomnienia dziadków

Sama chciałam to wielokrotnie zrobić i znam wiele osób, które nosi się z takim zamiarem. Ty też o tym myślisz? To wyjmij to marzenie ze swojej listy, umów się z babcią na herbatę i ciasto i zacznij pisać. Czasami nie ma sensu na siłę wymyślać historii kiedy życie podsuwa nam najciekawsze fabuły. Jestem pewna, że każdy znajdzie w historii swojej rodziny materiał wart spisania.

List miłosny

Kiedy ostatnio napisałeś/łaś list do kogoś kogo kochasz? Może bardzo dawno temu a może nigdy. Każda okazja jest dobra żeby napisać do bliskiej osoby. Mail to nie to samo co odręcznie napisany list. Może być o wszystkim, o tym co u ciebie albo o waszym wspólnym wspomnieniu –zacznij od „pamiętasz jak…”, a ciąg dalszy popłynie. Możesz też zrobić coś wspaniałego i napisać list miłosny do siebie. Wyobraź sobie, że jesteś kimś, kto jest w tobie zakochany. Co chciałby/chciałaby ci powiedzieć?

Miniatury o małych przyjemnościach

Przypomnij sobie Amelię. Pomyśl o małych rzeczach, które lubisz, drobiazgach, na które nikt mógłby nie zwrócić uwagi, a tobie sprawiają przyjemność. Napisz o pierwszym łyku kawy, o odwijaniu czekolady ze złotka, o zatapianiu dłoni w ciepłym piasku… Co lubisz tak naprawdę? To może być dosłownie kilka zdań. A może wyjdzie ci cała strona albo dwie. Nie myśl o tym, po prostu zamknij oczy i przypomnij sobie coś co sprawia, że masz gęsią skórkę i o tym napisz.

Przepis z historyjką

Jeśli jak ja lubisz gotować i czytać i rozmawiać o jedzeniu to jest coś dla ciebie. Na pewno masz wiele przepisów do których możesz opowiedzieć historię. Skąd się wzięły, co ci przypominają, jak je wymyśliłaś/łeś. Zacznij od jednego przepisu, a kto wie co będzie dalej, może zapiszesz cały zeszyt albo zaczniesz prowadzić bloga?

Strumień świadomości

Nie musisz wcale wiedzieć co chcesz napisać. Wiele nauczycieli kreatywnego pisania i twórczej pracy w ogóle poleca pracę ze strumieniem świadomości. Bierzesz kartkę i piszesz bez zastanowienia wszystko co pojawia się w twojej głowie. Emocje, myśli, wspomnienia. Bez cenzury, bez wybierania, bez dbania o styl. Nie myśl o tym co piszesz, po prostu pisz!

podpis2

 

Spotkanie z bohaterem

Dziś wyjątkowo mam dla ciebie artykuł gościnny. O napisanie o swoim spotkaniu z bohaterem poprosiłam Dorotę, z którą współpracuję nad jej powieścią fantasty.

„Trzeba wiedzieć wszystko o swoim bohaterze” taką instrukcję znaleźć można w każdej książce i na każdym kursie kreatywnego pisania. „Trzeba wymyślić mu życiorys, od dnia narodzin aż do momentu otwierającego akcję powieści. Trzeba wiedzieć jaką On/a mają osobowość i co z tego wynika”.
Pracowałam w ten sposób przez wiele lat. Miałam dziesiątki kartek wypełnionych faktami, wydarzeniami i cechami charakteru moich bohaterów. Przypominało to skrupulatnie sporządzone CV kandydata na powieściową postać, które zawierało wypunktowaną biografię, informacje o zdobytym wykształceniu, listę wyjątkowych uzdolnień, oraz drobne, czarne plamki grzeszków, wad i słabości. Całość ozdobiona była maleńkim, płaskim, zupełnie nieruchomym wizerunkiem, aby choć pobieżnie przybliżyć mi wygląd petenta.
I naprawdę zdawało mi się, że znam moich bohaterów. Aż do momentu, gdy zaczęłam spotykać ich „na żywo”.

To było oszałamiające wydarzenie! Jako pierwszy pojawił się u mnie w domu Isarian, główny bohater mojej powieści fantasy.

Rozsiadł się w fotelu, wyciągnął nogi na podnóżku, łyknął wina i zaczął opowiadać mi o sobie; długo, szczerze, prawdziwie. Poczułam się jak jego najlepsza przyjaciółka, a nawet ukochana siostra, której bez obaw można powierzyć największy nawet sekret. Natychmiast wyrzuciłam do kosza na śmieci przygotowane na jego temat CV. I zaczęłam pisać prawdziwy życiorys, z krwi i kości, taki, gdzie zdarzenia mają rzeczywisty charakter, pełne są różnorodnych emocji, barw, dźwięków i zapachów; pełne są prawdziwego bólu i cierpienia, ale i rozkosznego smaku ciepłego jabłecznika z waniliowym sosem. Zaczęłam pisać życiorys fascynującego człowieka, a nie papierowej postaci o sztywnych ruchach i martwym wyrazie twarzy.


Dopiero gdy w fizyczny sposób zaczęłam spotykać się z moim postaciami zaczęłam nie tylko dużo o nic wiedzieć, ale także coraz lepiej poznawać ich psychikę i świat, ich motywację, lęki i skrywane wstydliwie marzenia.

Takich spotkań miałam już wiele, bardzo wiele. Uskrzydliły one moją wyobraźnię i pisarską empatię, a moi bohaterowie stali się rzeczywistymi ludźmi. Zastanawiałam się dlaczego wcześniej tego nie robiłam. Odpowiedź przyszła do mnie w bardzo zaskakujący sposób.
Pewnego późnego popołudnia zadzwonił z pracy mój mąż z pytaniem, co tam w domu słychać. Odpowiedziałam, że odwiedził mnie Isarian. W słuchawce telefonu zapanowała długa, napięta cisza.
– Czy mam się zacząć martwić? – poważny ton mojego męża zdradzał jego szczerą troskę.
Nawet teraz, gdy to wspominam, nie potrafię opanować śmiechu. Z rozczuleniem wspominam też „poważną rozmowę” przeprowadzoną przez nas tego samego wieczoru.
Mój mąż jest ekonomistą. Wytłumaczyłam mu, że „spotkania z bohaterami” to wspaniałe ćwiczenie wyobraźni, a wyobraźnia jest glebą, na której rośnie kreatywna praca w każdej dziedzinie sztuki, i nie tylko. Ale jak każda gleba, jeśli nie będzie regularnie podlewana i nawożona, stanie się jałowa i sucha.
Jako dzieci karmimy naszą wyobraźnię z naturalną, nieskrępowaną ochotą. Udajemy damy chodząc w butach i sukienkach mamy; urządzamy wystawne bale dla lalek i miśków, z garnkiem na głowie i patykiem w dłoni stajemy się rycerzami. I nie mamy żadnych wątpliwości w prawdziwość tych zabaw.
Dorosłemu coś takiego nie przystoi. A przecież te wyimaginowane, ale jakże prawdziwe „spotkania z bohaterami” są właśnie taką zabawą, są wodą i nawozem dla naszej wysuszonej dorosłością wyobraźni, są jedyną możliwością aby powieściowe postacie stały się nam bliskie jak starzy przyjaciele, a opowiadana przez nich historia autentyczna i naprawdę ciekawa.

Jeśli zależy ci na dobrym poznaniu swoich postaci, wpisz w swoim kalendarzu „spotkanie z bohaterem” i naprawdę na nie idź. Bez względu na to, co inni „dorośli” na ten temat myślą.

Dorota Jawulska

Mam nadzieję, że prawdziwa historia autorki, która spotkała się ze swoim bohaterem natchnie cię do twojego spotkania. Czy twój bohater był już u ciebie na kanapie? Na co czekasz? Zaproś go! I napisz do mnie jak było.

podpis2