Jeśli będziesz kiedyś szukać wydawcy dla Twojej książki to potrzebne Ci będzie streszczenie. Często mówię o Tym jak powinien wyglądać mail z propozycją wydawniczą, pytam też o to redaktorów dużych wydawnictw w trakcie spotkań z cyklu „Spotkania z redaktorami”. które mam przyjemność współtworzyć z Kraków Miasto Literatury Unesco. Do tej pory zarówno Agata Pieniążek ze Znaku jak i Maciej Byliniak z Dwóch Sióstr potwierdzili to, co powtarzam autorom, z którymi pracuję: potrzebne jest dobre streszczenie. Jeśli twoja książka należy do gatunku non fiction, to niezależnie, czy to jest poradnik czy reportaż, radziłabym, żeby streszczenie miało formę konspektu, planu, czyli było w punktach. Po prostu po kolei wymień w punktach rozdziały czy zagadnienia, o których piszesz w książce. Jeśli masz rozdziały i one mają tytuły, to postaraj się, żeby nie były metaforyczne, enigmatyczne, bo nawet jeśli je wymienisz, to redaktor, który dostanie Twojego maila, nic nie zrozumie z Twojego konspektu. Punkty muszą być jasne, zrozumiałe i przedstawiać w sposób klarowny treść. Jeśli twoja książka to fikcja, to potrzebne ci będzie streszczenie w formie ciągłego tekstu. Jak powinno wyglądać dobre streszczenie? w jasny, zwięzły i klarowny sposób przedstawiać całą fabułę, łącznie z zakończeniem (to ważne, streszczenie to nie tekst reklamujący książkę, w którym nie zdradza się zakończenia żeby zachęcić czytelnika), napisane jak najbardziej przejrzystym, informacyjnym stylem (w streszczeniu nie ma miejsca na środki stylistyczne czy jakiekolwiek inne popisywanie się stylem), zawierać najważniejsze wydarzenia, kluczowe dla fabuły, a nie wszystkie wydarzenia, które dzieją się w akcji, powinno jasno z niego wynikać kto jest głównym bohaterem, powinno jasno z niego wynikać co jest głównym wątkiem powinno być nie dłuższe niż na 1 stronę znormalizowanego maszynopisu. Po przeczytaniu dobrego streszczenia redaktor powinien mieć bardzo jasną wizję tego o czym jest książka. Możesz, przed opowiedzeniem fabuły napisać po prostu: Głównym bohaterem jest….. – i przedstawić bohatera w dwóch zdaniach. Głównym wątkiem…. – i opisać go w dwóch zdaniach. Po tych dwóch króciutkich akapitach jest miejsce na streszczenie fabuły. Dla wielu osób to jest bardzo trudne! Wiem, bo pracując w wydawnictwie miałam w rękach mnóstwo bardzo kiepskich streszczeń, po których nie miałam pojęcia o czym jest książka, a teraz, pracując z autorami niejednokrotnie uczę ich pisać streszczenia kiedy przychodzi czas na szukanie wydawcy. Niedawno pomagałam autorce napisać dobre streszczenie i wymyśliłam dla niej sposób zabrania się za streszczenie, który wydaje mi się dobry i uniwersalny. Zacznij od spisania w punktach wszystkich ważnych wydarzeń z akcji Twojej powieści. Nie zastanawiaj się nad tym ile masz tych punktów, może ich być nawet bardzo dużo, po prostu wypisz wszystko po kolei. Jeden punkt na jedno wydarzenie. Kiedy Twoja lista będzie gotowa, przeczytaj ją od początku i zacznij wykreślać te wydarzenia, które nie są kluczowe dla zrozumienia wątku głównego, bez których fabuła nadal jest jasna i zrozumiała. Bądź bezlitosna/y, nie zostawiaj czegoś dlatego, że to interesujące albo Twoje ulubione, na liście mają zostać tylko punkty, które są kluczowe dla zrozumienia Twojej historii. Kiedy będziesz mieć okrojoną, gotową listę, przyjrzyj się po kolei każdemu zdaniu. Wykreśli niepotrzebne słowa – to na pewno będą wszystkie „jakiś/jakieś” i zdecydowana większość przymiotników. Na pewno też niektóre zdania możesz skondensować w jedno. Twoim zadaniem jest użyć jak najmniejszej ilości słów. To jest trudne, zachęcam Cię do zrobienia trzech podejść, za każdym razem robiąc min. 24 godziny przerwy między czytaniami. Twoje wybrane i odchudzone z niepotrzebnych słów punkty to prawie gotowe streszczenie. Wystarczy teraz usunąć punktację i połączyć zdania w ciągły tekst. Być może okaże się, że możesz pousuwać podmiot, który był naturalny w punktach, a przy tekście ciągłym nie będzie potrzebne powtarzanie go. Podziel go bardzo uważnie na akapity, które zaznaczą kolejne punkty kulminacyjne. Dobrze jeśli Twoje streszczenie mieści się na 1 stronie. Ale nie za wszelką cenę – jeśli musisz ustalić czcionkę 10 i interlinię 1, nie rób tego. Tekst ma być przejrzysty, wygodny do czytania. Ostatnią fazą pracy jest wydrukowanie streszczenia i bardzo dokładne przeczytanie w poszukiwaniu literówek. A potem już tylko wysyłka do...
Read MoreSama nazwa „opis przyrody” wzbudza w wielu osobach niechęć, już widzę jak część z was się wzdryga kiedy czyta tytuł tego artykułu. Oczywiście od razu przed oczami stają nam ciągnące się w nieskończoność, nudne jak flaki z olejem, kompletnie oderwane od fabuły opisy przyrody, które skutecznie omijaliśmy czytając lektury szkolne. Jak pewnie się domyślasz, to stereotyp, niemający wiele wspólnego z ciekawą literaturą. Nie znasz żadnych dobrych opisów przyrody? Proszę bardzo: Wypłynęliśmy na poszukiwanie delfinów. Znaleźliśmy je w małym głębokim jeziorze otoczonym drzewami kapokowymi i porośniętymi pistią rozetkową oraz ogromnymi białymi liliami z żółtymi pręcikami, wokół których roiły się miedziane chrząszcze. Patrzyliśmy na delfiny aż do zachodu słońca. Unosiły się i opadały jak fale, zostawiając za sobą migotliwe jak żywe srebro ślady, które utrzymywały się na wodzie niczym sen po przebudzeniu. Nad jeziorem rozlegały się dziwne zawołania skrzydłoszponów rogatych, korpulentnych czarno-białych ptaków, brzmiące jak skrzyżowanie wrzasku małpy i gęsi, kończone na przemian gulgotem i niezwykle głośnym trąbieniem. / „Podróż różowych delfinów” Sy Montgomery/ Przez czternaście godzin brnęliśmy na zachód przez zmieniającą się pustynię. Całymi kilometrami korzenie bożodajni i wierzb wyłaniały się na powierzchnię, tworząc na piasku archipelagi pokryte białymi jak kości gałązkami. Potem ziemia wygładzała się w sawannę zbielałej trawy, porastającą tak zasoloną glebę, że przypominała śnieżne pola. Jastrząb na pniaku czekał, aż coś się poruszy. Nad podziemną wodą lśnił zielony tamaryszek. Potem znowu wyłoniły się roztrzęsione wydmy, których żółte ostrza wyginały się pod pustym niebem. (…) Pustynny płaskowyż usiany kraterami kopaczy soli był po horyzont zarzucony żwirem. Kiedy wysiedliśmy, owiał nas ciepły wiatr. Oaza za nami nadawała horyzontowi barwę limonek, dymiły dwa kominy fabryczne. Przed nami rozciągała się pustka. Kłąb pyłu wędrował leniwie po niebie. Wszędzie wokół nas widniały żółte kręgi piasku, leżały kawałki drewna i zbielałe kości. /„Cień jedwabnego szlaku” Colin Thubron/ Jeśli myślisz, że bardzo długo szukałam tych fragmentów, to się myślisz. Sięgnęłam po dokładnie dwie pierwsze książki na brzegu półki niedaleko biurka, przy którym piszę i otworzyłam każdą z nich na chybił trafił. Bardzo Cię zachęcam do swoich poszukiwań, sięgnij po książkę, którą masz obok i przekonaj się jak w niej wyglądają opisy przyrody. Jak widzisz, te, które przytoczyłam, nie mają nic wspólnego z nudnymi flakowatymi opisami. Dla mnie są ciekawe, wciągające, tworzą atmosferę, powodują, że czuję jakbym tam była razem z narratorem. Jak pisać dobre opisy przyrody? Przede wszystkim zastanów się co w takim opisie ma być, jakie ma mieć elementy. Przyjrzyj się tekstom wyżej. Co w nich jest opisane, na co narrator zwraca uwagę, co nam pokazuje? Tam gdzie, może nie być dla Ciebie oczywiste co mam na myśli, podałam w nawiasie przykłady. rośliny zwierzęta kolory światło dźwięki zapachy porę dnia kształty (żółte ostrza wydm, korpulentne ptaki, kręgi piasku) fakturę (ziemia wygładzała się, roztrzęsione wydmy) linię horyzontu niebo, ziemię – czyli co nad głową i co pod nogami temperaturę (ciepły wiatr) ukształtowanie terenu (śnieżne pola, jezioro otoczone roślinami, ostrza wydmy) Oczywiście to nie jest kompletna lista elementów, które mogą się znaleźć w opisie przyrody. Zachęcam Cię do uzupełnienia jej o następne, które zauważysz we fragmentach, które znajdziesz. Co jest jeszcze ważne w opisach natury oprócz składników? To, że są połączone. Zauważ, że narrator nie opowiada o nich po kolei, nie wypunktowuje ich jak ja to zrobiłam, tylko łączy w zgrabną całość. Oczywiście to nie jest takie proste i wymaga praktyki, ale możesz się tego nauczyć. Zacznij właśnie od zrobienia notatek, najlepiej mapy myśli (co to jest i jak z nią pracować możesz przeczytać tutaj) na temat miejsca w naturze, o którym chcesz napisać. Konkretnego miejsca, bo nie da się pisać tekstu o czymś abstrakcyjnym, nie napiszesz opisu przyrody jeśli nie wiesz o czym, o jakim miejscu piszesz. Na mapie postaraj się znaleźć połączenia, dzięki którym w jednym określeniu znajdzie się np. i kolor i kształt. Kolejnym ważnym elementem są znaczące czasowniki, czyli takie, które nadadzą dynamikę całości i jednocześnie charakter elementom, o których piszesz. Zauważ jak inaczej brzmiałyby te zdania, gdyby użyć nudniejszych czy bardziej statycznych czasowników: Jastrząb siedział na pniaku. – Jastrząb na pniaku czekał, aż coś się poruszy. …wokół których fruwały miedziane chrząszcze. – …wokół których roiły się miedziane chrząszcze. korzenie bożodajni...
Read MoreWiele razy odpowiadałam już na pytanie o dobry początek. Słyszałam je w różnych kontekstach, dotyczyło początku posta na blogu, rozdziału książki, opowiadania, pojedynczej sceny. Tak zasady „dobrego początku” są moim zdaniem dokładnie te same niezależenie od tego jaki tekst piszesz. Dobry początek tekstu to dla mnie taki, który zaciekawia czytelnika. Po prostu. Powoduje, że czytelnik chce dalej czytać. Jest więc intrygujący, wciągający. Może nęcić i delikatnie „łapać na haczyk” albo dość brutalnie od razu chwytać za gardło. Dobry początek nie jest nudny, nie brzmi jak sto innych początków, które już znamy, nie jest banalny. Dobry początek to taki, który nie powoduje, że następujący po nim tekst jest w 100 % przewidywalny. Dobry początek zapowiada dokładnie tyle ile dostaniemy w tekście. Bo chyba nikt nie lubi filmów, których wszystkie najlepsze sceny były w trailerze? Dobry początek musi być więc oryginalny, ale też dopasowany do tekstu. Kosmiczny początek i następujący po nim bardzo zwykły, poprawny tekst, to też nie jest dobra kombinacja. Jakie początki zdecydowanie odradzam? o pogodzie np. Był piękny wiosenny dzień. o tym ile minęło czasu np. Dwa tygodnie później. wprowadzające dosłownie bohatera Klara weszła do pokoju. opisu przestrzeni np. Pokój Klary był duży i słoneczny. zbitkę wszystkich razem: Dwa tygodnie później był piękny wiosenny dzień. Klara weszła do pokoju, który był duży i słoneczny. Mam nadzieję, że się śmiejesz. I że już nigdy nie napiszesz takiego początku, bo uwierz mi, dostaję teksty, które się tak zaczynają regularnie! W jakim miejscu akcji w takim razie umieścić początek? Uniwersalnym sposobem jest wrzucenie czytelnika w sam środek sytuacji. Od czego możesz zacząć? od emocji np. Zacisnęła pięści. od dynamicznej akcji np. Odwróciła się nagle i przebiegła na czerwonym świetle. dźwięku, zapachu, smaku np. Ulicą wstrząsnął huk. interakcji bohaterów np. Spojrzał na nią i zrobił krok w tył. zbitki wszystkich elementów: Klara zacisnęła pięści. Spojrzał na nią i zrobił krok w tył. Odwróciła się nagle i przebiegła na czerwonym świetle. Ulicą wstrząsnął huk. To jeszcze raz, dla porównania co wolisz. Od trzech dni padało. Piotr wyszedł na ulicę, było pusto, chodnik lśnił od deszczu. czy Zatrzasnął drzwi do samochodu i ruszył przed siebie. W gardle czuł rosnącą gulę. Krzyczała, ale się nie obejrzał. Który wolisz początek? Który bardziej cię zaciekawił, który tekst bardziej chcesz przeczytać? Jeśli podobają ci się, tak jak mi, wersje drugie, to bardzo się cieszę! (Jeśli wolisz pierwsze, to nie ma problemu, to ok, że podobają nam się różne rzeczy). Pewnie zastanawiasz się jak to zrobić w twoim tekście. Niezależnie jak długi jest twój tekst, czy to cały rozdział powieści czy krótki post na bloga, prześledź ile masz linijek, słów, zdań „wstępu”, czyli czegoś co miało czytelnika wprowadzać. Po prostu usuń ten fragment. Jeśli są tam istotne dla zrozumienia całości informacje, to zanotuj je i poszukaj w tekście dalej miejsca, gdzie możesz je wpleść. Teraz zobacz o czym jest pierwsze nieusunięte zdanie. Być może już samo w sobie jest dobrym początkiem. Jeśli nie, to pomyśl jak możesz je przeformułować albo jakie dodać, żeby zainteresować czytelnika – użyj po prostu jednej z czterech kategorii, które podałam albo kombinacji kilku z nich. Gotowe! Twój tekst ma nowy, wspaniały...
Read MoreMonolog wewnętrzny to zapis myśli bohatera w w pierwszej osobie. To fragment narracji w którym nikt nie mówi, tylko czytelnik ma wgląd w myśli bohatera. Dzięki monologowi możemy dowiedzieć się co i jak myśli bohater, co w narracji trzecioosobowej jest bezcenne! Dzięki temu czytelnik dowiaduje się czegoś nawet nie wprost od bohatera – bo bohatera tego nie mówi, tylko ze źródła, wprost z jego głowy! Dobrze napisany monolog pozwala czytelnikowi pogłębić wiedzę o bohaterze, zbliżyć się do niego, poczuć go, a także dowiedzieć się kiedy zachowuje się wbrew swoim przekonaniom, czy myśli jedno, a robi wprost przeciwnego (a przecież codzienność pełna jest takich sytuacji). I dowiedzieć się nie tylko co myśli, ale też jak i kiedy, a to mówi o nim równie wiele. Dla mnie dobry monolog wewnętrzny to taki, który brzmi autentycznie, w który wierzę, dzięki któremu czuję jakbym naprawdę zaglądała bohaterowi do wnętrza. Monolog, który brzmi jakby był wypowiedziany albo przemyślany, a jeszcze gorzej obmyślony na konkretny efekt, nie przekona czytelnika i tym samym nie da mu pożądanego poczucia bliskości z bohaterem. Jak napisać dobry monolog wewnętrzny? Po pierwsze pamiętaj, że chodzi o uchwycenie tego, co mówimy sami do siebie w swojej głowie. Wszyscy to robią, niektórzy bezustannie i nie jednym głosem. Ten głos w Twojej głowie i tak samo w głowie bohatera to właśnie głos, którym wewnętrznie monologujemy. Często mamy więcej niż jeden głos i te głosy czasami ze sobą się kłócą (pamiętasz aniołka i diabełka nad głową Kaczora Donalda? mówię właśnie o nich). Jeśli tak jest, to możesz zapisać oba głosy. Zwróć uwagę na to, w jaki sposób myślimy: chaotycznie, nie całymi pięknymi zdaniami, tylko często zdaniami piętrowo złożonymi, które wcale się nie kończą albo wręcz przeciwnie, pourywanymi, a nawet pojedynczymi zdaniami. A najczęściej jedne przeplatają się z drugimi. W myślach używamy na pewno tylko słów potocznych. Przecież nikt nie myśli poezją albo oficjalnymi zwrotami! Czego nie robić? Nie komentuj sam/a nie siebie, czyli nie opowiadaj czytelnikowi co się z tobą dzieje. W monologu wewnętrznym nie mogą znaleźć się zwroty „złapałam się za kolano”, „weszłam do pokoju”, „wyjrzałam przez okno”. Przecież nikt nie myśli tak o sobie, nikt nie komentuje tego co się z nimi dzieje. Nie opowiadaj co się wydarzyło. Monolog wewnętrzny jest oczywiście w 1 osobie, ale nie należy go mylić z narracją w 1 osobie, czyli opowiadaniem w 1 osobie co się wydarzyło: „Było już późno kiedy siedliśmy do kolacji. Zadzwonił telefon. To była jego matka”. – to jest narracja pierwszoosobowa, nie monolog wewnętrzny. Nie pisz oficjalnych zdań, nie używaj ozdobnego języka, nie pisz kwiecistym stylem. Gdyby zapisać to co myślimy 1:1, to zapewne nie byłoby to dla nikogo zrozumiałe. Zapis byłby strumieniem świadomości, kompletnie chaotycznym zbiorem urywków, labiryntem słów. Nie chodzi więc o to, żeby w monologu wewnętrznym bohatera przedstawić zupełnie surowy strumień myśli. Ale też monolog wewnętrzny nie może brzmieć jak słowa wypowiedziane, jak dialog, jak pięknie ułożony zapis w pamiętniku. Twoim celem jest coś pomiędzy. Polecam ci taką strategię: zapisz długi strumień świadomości, czyli kompletnie chaotyczny zapis myśli 1:1, bez ładu i składu, bez oceniania i zastanawiania się czy to ma sens. Z tego tekstu wyjmij fragmenty, które będą zrozumiałe dla czytelnika i przekażą mu emocje. Nie redaguj ich specjalnie, nie staraj się wygładzić stylu. Zostaw surowe, wtedy będzie bardziej...
Read MoreW zeszłym tygodniu w Krakowie odbył się Festiwal Conrada. Przez 7 dni mogliśmy chodzić na spotkania z pisarzami z całego świata, także tymi z naprawdę „górnej półki”. Byłam na festiwalu prawie codziennie i skrzętnie notowałam ważne słowa. Dla siebie i dla was. I dziś garść rzeczy od Bardzo Dobrych Pisarzy. „Trust me to bardzo ważne zdanie w moim życiu i w mojej twórczości” powiedział Michel Faber na początku spotkania i od razu zdobył moją sympatię. Zaufanie jest bardzo ważne też dla mnie. Kiedyś zrobiłam takiego mema „Zaufaj swojemu pisaniu”, który cieszył się dużą popularnością. A ty ufasz? Faber powiedział jeszcze, że pisał 25 lat zanim opublikował pierwszą książkę. I że nigdy nie myślał o pisarstwie jak o karierze. Po prostu miał historie do opowiedzenia. Eleanor Catton i Michael Cunningham wspominali o swoich studentach i o swoich metodach uczenia. Bardzo ciekawe rzeczy, byłoby super kiedyś pójść do nich na zajęcia. Ale na razie zostają wskazówki. Catton mówiła o czymś co i ja polecam i w co wierzę: o ćwiczeniach warsztatowych pomagających rozwinąć styl: „Kiedy uczę bardzo często zadaję ćwiczenia imitowania tekstów innych, to bardzo rozwijające i ważne. Nie trzeba wcale zaczynać od pomysłów. Można na początku go nie mieć, a imitowanie stylu innych pisarzy bardzo dużo może nauczyć.” Jak to możesz zrobić? Przede wszystkim możesz zacząć już dziś! Po prostu zdejmij z półki książkę, otwórz na dowolnej stronie, przeczytaj akapit i spróbuj napisać dalszy ciąg dokładnie w tym samym stylu. Żeby to zrobić, musisz dokładnie przyjrzeć się stylowi pisarza, zauważyć jaki ma rytm zdania, jakich używa słów, czy jest np. dużo przymiotników czy może nie ma ich wcale. Ćwicz tak raz w tygodniu. Po 3 miesiącach będziesz mieć zupełnie inny, znacznie ciekawszy styl. Zakładam się. Cunningham nie był tak delikatny: „Pytam moich studentów dla kogo piszą i jeśli mówią dla siebie, to każę im się wynosić i wrócić kiedy będą pisać dla kogoś. Ja piszę dla kilku bardzo konkretnych osób, dosłownie dla paru przyjaciół. Bardzo mi to pomaga, kiedy pisząc myślę o kimś konkretnym.” To jest coś, co polecam przede wszystkim każdemu, kto pisze non fiction. W przypadku poradników, to absolutny początek pracy nad książką, od tego kim jest czytelnik wszystko się dla mnie zaczyna. Nie myślałam, że to też takie ważne w przypadku fikcji, choć widzę dużą różnicę pomiędzy tekstami autoterapeutycznymi, których redakcji odmawiam, bo one nie są po to żeby je redagować, a tymi pisanymi z myślą o czytelnikach. O ważności czytelnika mówił też Richard Flanagan: „To czytelnik tworzy powieść, nie pisarz, czytelnik urzeczywistnia przez czytanie zapisane słowa, a książka pozwala czytelnikowi zobaczyć historię.” O magii pomiędzy opowieścią a jej zapisywaniem opowiadała jak zawsze niezwykle Olga Tokarczuk. W zeszłym roku też byłam na spotkaniu na nią i nawet napisałam o tym list czwartkowy, o bohaterce, która do niej przyszła. A teraz Tokarczuk mówiła tak: „Nie byłoby literatury gdyby nie wychodzenie poza nasz materialny świat. Każda książka, która chce mówić coś ważnego ociera się o duchowość, o próbę opowiedzenia o czymś co jest trudne do opisania, nieskończone, niepojęte, teoretycznie o zakończeniach, o których pisałam całkiem niedawno: „Ja się nigdy nie martwię końcem książki, to przyjdzie, książka sama wie jak się ma skończyć.” A na koniec jeszcze Stasiuk: „Zawsze chciałem podróżować i patrzeć na świat, a nie się...
Read More