Archiwa proces pisania - Maria Kula

Literatura jest jak lustro

Z tekstem można zrobić to samo co z życiem – napisałam w moim ostatnim newsletterze i mój tekst był tego przykładem. Tak widzę literaturę – jako lustro rzeczywistości, odbicie tego, co jest i kim jesteśmy my. Lustra bywają różne. Bardzo różne. I można wybierać, co się w nich pokazuje. Można pokazać czyjeś życie w Big Brotherze, gdzie wszędzie są lustra, a można kręcić dokument w jednym małym lusterku, w którym widać pół sypialni i kawałek wejścia do łazienki. Można napisać czyjąś biografię minuta po minucie, a można opublikować jego dziennik, w którym codziennie opublikował jedno zdanie. 

Jakie lustra interesują Ciebie? Jak ty chcesz pisać i czym dla Ciebie jest literatura? 

Czy myślisz, że jest fantazją, odskocznią od rzeczywistości, miejscem do którego, można uciec i doskonale się bawić albo odpocząć?

A może jest dla Ciebie snuciem opowieści, którą przynoszą ciepło, coś miłego, są jak kawałek ciasta biszkoptowego i ciepły uścisk przyjaciółki?

A może chcesz, żeby literatura dostarczała Ci wrażeń, przyspieszała bicie serca i powodowała, że nie możesz oderwać się od książki?

A może myślisz, że jej najważniejszym zadaniem jest jednak coś ważnego przekazać, pozwolić na jakieś odkrycie, zrozumienie, pokazanie komuś czegoś z innej, nowej perspektywy?

A może to wszystko w ogóle Cię nie obchodzi, tylko chcesz pisać swoją książkę, bo po prostu to lubisz robić?

Ja mogłabym się podpisać pod wszystkimi tymi punktami. Chcę tego wszystkiego i co więcej – chcę tego wszystkiego naraz! Wiem, to dość grube wymaganie i możesz się teraz śmiać, bo przecież nie ma takich książek! Ale to zupełnie nieprawda, bo są. Na przykład “Szkarłatny płatek i biały” – kostiumowa powieść z piętrową i mistrzowską metanarracją o niesamowicie seksownej prostytutce Sugar, XIW-wiecznej Angli, realiach społecznych i chorej na neurozę żonie jej głównego klienta, który postanawia wziąć ją do domu, wszystko w nabrzmiałej atmosferze przepełnionej humorem. Da się? Da się. Taka literatura mnie kręci. I to nie znaczy, że nie czytam prostszych książek, oczywiście, że czytam i też uwielbiam (np. nowe tłumaczenie “Ani z Zielonego Wzgórza”, która zresztą wcale taka prosta nie jest! Czytam drugi tom, mam trzy, jak skończę, to napiszę o wszystkich). 

Kocham literaturę za jej umiejętność, możliwość pokazania mi świata i postawienia mi lustra. Przeglądam się w Ani Shirley i w Sugar, przeglądam się we Frodo i w Gandalfie. Przeglądam się w Golumie. 

Taką literaturę też chcę pisać, chociaż wiem, jak to brzmi: niesamowicie arogancko. Może i tak. A może po prostu nie boję się marzyć i dawać z siebie wszystko? I może jeszcze bardziej arogancko zabrzmię, kiedy powiem: ty Też możesz pisać taką literaturę. To wymaga pracy. I przyglądania się sobie w wielu wielu lustrach. Również w tych bardzo brzydkich skąd wygląda do nas Golum. Ale można to potraktować jako wizytę w parku rozrywek albo po prostu kawałek życia, w którym decydujemy się zacząć siebie widzieć i słyszeć bardziej. 

Pisanie to dla mnie podróż w wielu kierunkach naraz. Może być wstecz, kiedy chcesz opowiadać mniej lub bardziej wprost o swoich doświadczeniach z przeszłości, może być wzdłuż, kiedy zastanawiasz się nad alternatywną rzeczywistością, nad tym co by było gdyby albo kim jesteś w zupełnie innym świecie. To może być też podróż do innego świata, kiedy podróżujesz ze swoimi bohaterami w czasie i przestrzeni, piszesz powieści dziejące się na innych kontynentach albo w zupełnie innych, niż współczesne Tobie, czasy. Możesz też podróżować w przyszłość – całkowicie dosłownie, pisząc sf! Albo w swoją przyszłość, wymarzoną a może taką, której potencjalnie się obawiasz? 

I czym innym są te podróże jeśli nie lustrami? 

Kiedy piszesz albo czytasz o innym świecie, to zawsze jest tam jakiś kawałek o Tobie, inaczej przecież w ogóle by Cię to nie interesowało. Jak patrzysz na literaturę? Czy i jak widzisz w niej swoje odbicie? 

Za czym tęsknisz?

Piszę do Ciebie z lotniska. Siedzę w poczekalni, mój lot jest opóźniony o dwie godziny, a ja oglądam spektakularny zachód słońca. Dawno nie widziałam tak niesamowitego. I dawno nie oglądałam zachodu słońca w ogóle. Mieszkam od pół roku znowu w mieście, na dodatek na parterze i niestety zachody słońca mi umykają. Teraz, kiedy widzę ten absolutnie niesamowity, czuję jak bardzo za nimi tęsknię. 

Wczoraj wieczorem, podczas spotkania na zoomie programu Wszystkie Twoje Notesy, zaprosiłam uczestniczki do podróży w głąb siebie. Włączyłam moją ulubioną muzykę do takiego podróżowania i poprosiłam je, żeby usiadły wygodnie albo się położyły i zamknęły oczy. 

Powiedziałam im, powiedziałam każdej z nich “Jesteś wystarczająca”. “Zrób wydech do tego zdania i powiedz sobie “Jestem wystarczająca””. Oddychałyśmy w ciszy, dając sobie czas na rozluźnienie i miłość, a kiedy zobaczyłam, że ich ramiona trochę opadły, poprosiłam, żeby powoli otworzyły oczy i sięgnęły po swoje notesy. Zadałam im pierwsze pytanie i dałam czas na odpowiedź.

Jak się czujesz, kiedy myślisz o swojej twórczości?

Kiedy zobaczyłam, że skończyły pisać, zadałam kolejne pytanie i znów dałam im czas. Zrobiłam tak jeszcze z czterema pytaniami i wiem, że ten proces był dla nich poruszający. Dlatego chciałabym je zadać też Tobie. Może znajdziesz 15-30 minut, żeby siąść w ciszy albo z muzyką, bez telefonu, zapalić świeczkę i mieć chwilę dla siebie? Mam dla Ciebie takie pytanie:

Jak się czujesz, kiedy myślisz o swojej twórczości?

Jakim krajobrazem/kolorem jest twoja twórczość?

Za czym najbardziej tęsknisz w swojej twórczości? To nie musi być robienie czegoś, ale też uczucia, stan emocjonalny. Przypomnij sobie swoją twórczość w przeszłości i poszukaj też tam tego, za czym tęsknisz. Ale może też tęsknisz za czymś, czego nigdy nie doświadczyłaś/łeś.

Jaką część siebie/swojego życia chciałabyś eksplorować twórczo?

Czy przychodzi ci pomysł za pomocą jakiego medium chciałabyś to zrobić? czy może pisanie/malowanie/rysowanie/taniec/fotografia lub coś jeszcze?

Jak się czujesz, kiedy wybierasz siebie?

Pisanie odpowiedzi na dobre pytania to taka wspaniała praktyka! Ja ją uwielbiam i robię często dla siebie i zapraszam do niej właściwie na każdym moim warsztacie, wyjeździe, w programie. To jest naprawdę pełne mocy narzędzie, dzięki któremu nie tylko dajemy sobie czas i uwagę, ale też docieramy do miejsc, zrozumień i refleksji, do których być może inaczej byśmy nie dotarli. 

Bo może nie wiesz, za czym tęsknisz, odczuwasz tylko od czasu do czasu rodzaj pustki, braku, ale nie wiesz właściwie o co Ci chodzi, a ponieważ to uczucie wcale nie jest przyjemne, to robisz coś, żeby je zagłuszyć, np. sięgasz po telefon albo włączasz serial albo szukasz czegoś do jedzenia. Wszyscy to robimy. Wszyscy bezustannie robimy coś, żeby nie czuć pustki, bólu, dyskomfortu i tęsknoty. I wcale się temu nie dziwię, ja też to robię, bo niby po co mam czuć się źle? Ale wiesz co odkryłam? Że jeśli przyjrzę się, dajmy na to, tej tęsknocie, po prostu z nią na chwilę usiądę i dowiem się za czym tęsknię, to być może będę w stanie to sobie jakoś zapewnić. Świadomość, czego dotyczy moja tęsknota daje mi szansę na jej ukojenie. I zamiast robić sobie kolejną kanapkę mogę napisać małe opowiadanko albo namalować dwie szaroniebieskie chmury. I potem jest mi jakoś lepiej, cieplej, tak, jakbym założyła miękki sweter. 

Ściskam Cię bardzo ciepło i trzymam kciuki za Twoją podróż w poszukiwaniu odpowiedzi na pytanie: Za czym tęsknisz?

Odkryj w sobie pisarza

Wierzę w twórczą moc każdego człowieka. Przekonałam się na własnej skórze i będąc przewodnikiem w pisaniu dla innych, że twórczość nosimy w sobie. Mamy potencjał do pisania, malowania, rysowania, rzeźbienia, szycia, tworzenia muzyki… Niestety żyjemy w społeczeństwie, które nie wspiera twórczego rozwoju. Nie wiem, jak jest teraz, mam nadzieję, że lepiej, ale kiedy ja chodziłam do szkoły, lekcje plastyki i muzyki to był żart. Zresztą polskiego czy historii też… Miałam szczęście w podstawówce – polski z ciekawą nauczycielką, która za każdym razem, kiedy zadawała nam wypracowanie dawała temat piąty – “twórczy”. Jak możesz się domyślić, zawsze go wybierałam, więc niewiele było w moim zeszycie rozprawek, charakterystyk czy analiz wiersza. Ale wiem, że większość z osób nie miała tyle szczęścia. Moje lekcje polskiego w liceum też zresztą były bardzo nudne, sztampowe i nie miały nic wspólnego z czytaniem literatury z ciekawością, o pisaniu nie wspominając. 

Wychowałam się w domu pełnym książek i to mnie uratowało. Moja mama ma ogromną bibliotekę polskiej i powszechnej literatury, albumów sztuki, słowników, kiedy miałam może z 10 lat z podróży przywiozła plakat Chagalla. Wisi u moich rodziców do dziś. Pamiętam, jak oglądałam z wypiekami na twarzy pornograficzne rysunki Schulza, jak przeglądałam tomy encyklopedii “Świat sztuki” i gapiłam się na greckie wazy, jak chodziłam do pokoju mamy szukając “czegoś do czytania”, ona wyciągała dla mnie propozycje, a ja oczywiście je odrzucałam i czytałam tylko to, co wyszperałam sama. Mój tato też czytał, książki historyczne, reportaże, opowiadania… tonął w Wańkowiczu. Czytaliśmy wszyscy, graliśmy w różne gry, czasami chodziliśmy do kina, robiłam z moimi rodzeństwem teatr pełną gębą – mogę powiedzieć, że bardzo dużo konsumowaliśmy sztuki i to było wspaniałe. Ale mało jej tworzyliśmy i świadoma twórczość przyszła do mnie znacznie później. 

Zostałam redaktorką trochę przez przypadek, bo nawet nie wiedziałam, że jest taka praca. Raczej chciałam być dziennikarką, felietonistką, a wcześniej adwokatem albo bibliotekarką. Od momentu, kiedy zaczęłam wspierać innych w pisaniu minęło już bardzo wiele lat, w końcu kilka lat temu, zaczęłam na poważnie pisać sama. Przez te wszystkie lata odkryłam mnóstwo rzeczy na temat twórczości i procesu twórczego i moja praca zmieniła się wielokrotnie, bo przecież cały czas wzbogacam ją o to, czego się uczę i jak się rozwijam. Już jakiś czas temu zauważyłam, że naprawdę każdy ma w sobie twórczy potencjał. Mamy smykałkę do różnych rzeczy – ktoś z wielką łatwością zrobi stół, inna osoba od dziecka będzie piekła, a ktoś raz dwa napisze wspaniałe opowiadanie. Tak już jest, że coś nam przychodzi łatwiej, coś trudniej, bardzo wielu rzeczy możemy się nauczyć (pisania też, bo to praktyczna umiejętność jak wiele innych), ale każdy, KAŻDY ma w sobie artystyczny kawałek. Pytanie tylko do jakiej sztuki najbardziej go ciągnie i czy odnajdzie w sobie to ziarenko i będzie je podlewać?

Na podstawie ponad 10 lat doświadczenia pracy z pisarzami aspirującymi i zawodowymi napisałam ebooka “Odkryj w sobie pisarza”. To przewodnik po Twoim wewnętrznym świecie – zabieram Cię za rękę i pokazuję Ci krok po krok jak możesz spotkać i poznać lepiej pisarza, który już w Tobie mieszka. To nie jest poradnik o technicznej stronie pisania czy zbiór wiedzy na temat pisarskiego warsztatu. To jest książka, która pomoże Ci zbliżyć się do Twojego pisania, zrozumieć lepiej siebie i Twoją twórczość. Tytuł jest dosłowny – bo w trakcie czytania i odpowiadania na moje pytania (jest ich mnóstwo!) naprawdę odkrywasz w sobie pisarza. Dowiadujesz się jakim jesteś pisarzem, czego potrzebujesz do pisania i co jest dla Ciebie najważniejsze. Kiedy już poznasz swoją pisarską stronę, pisanie stanie się o niebo łatwiejsze! To jak z nowym zwierzęciem domowym – kiedy trafia pod Twój dach, pierwsze dni czy nawet tygodnie mogą być koszmarem, a im bardziej uczysz się jego zwyczajów i potrzeb, tym coraz łatwiej wam się razem żyje, aż w końcu cieszycie się w pełni swoją obecnością. 

Wiem, że mieszka w Tobie wspaniały pisarz. I nie mogę się doczekać, aż w pełni go odkryjesz i zaczniesz cieszyć się pisaniem jeszcze bardziej. 

ODPUSZCZENIE KONTROLI

Poszłam sama na ecstatic dance. Byłam tam już wiele razy, ale zawsze z kimś. Z koleżanką, znajomymi, z partnerem… Z kimś, z kim w trakcie wieczoru mogłam spotkać się na przerwę, pogadać, z kim łapałam kontakt wzrokowy podczas tańczenia. Z kimś kto mniej lub bardziej towarzyszył mi przez cały wieczór. I tym samym stawał się moim punktem odniesienia, bezpiecznym kawałkiem świata, kontekstem. Kotwicą. Dwa tygodnie temu poszłam sama. Oczywiście wiedziałam, że pewnie spotkam tam trochę osób, które znam, ale przyjechałam sama, weszłam sama, sama siadłam przy ognisku i sama poszłam tańczyć. Nie było nikogo, z kim bym się “łapała”, sprawdzała od czasu do czasu co się z tą osobą dzieje. Zamknęłam oczy i tańczyłam sama. 

Zupełnie niespodziewanie okazało się, że to piękne doświadczenie wolności i mojej własnej energii. Bycia nie odpowiedzialną za nikogo, z nikim powiązaną. Osobną w tłumie. Otwartą i jednocześnie zanurzoną w sobie. Taniec zabrał mnie znacznie głębiej niż zazwyczaj. Podróżowałam w swoim ciele, w kosmosie, w moim umyśle. Pozwoliłam sobie płynąć bez żadnych ograniczeń. 

Następnego dnia rano siedziałam na balkonie i pisałam w dzienniku o tym doświadczeniu. Zaczęłam się zastanawiać, dlaczego nie podróżowałam tak daleko i głęboko, kiedy kilka dni wcześniej byłam w tym samym miejscu z koleżanką. Odpowiedź pojawiła się szybko: bo część mnie była zajęta sprawdzaniem, gdzie ona jest, czy wszystko w porządku. Część mnie była zajęta kontrolą. Kiedy byłam tam sama, odpuściłam zupełnie kontrolę. 

Czy to nie fascynujące, że w zasadzie ciągle coś kontrolujemy? Nawet która jest godzina! Noszenie zegarka to przecież kontrola. Sprawdzanie telefonu już na maksa. Skąd ta potrzeba? Dlaczego potrzebujemy mieć ciągłą kontrolę nad rzeczywistością? Przecież nie jesteśmy w stanie zagrożenia… Od kilku lat uczę się po prostoty bycia, odpuszczania kontroli, poddawania się temu, co się wydarza. Oczywiście nie da się tak żyć w 100%, zwłaszcza, jeśli się pracuje zawodowo, ale przecież praca to kilka godzin dziennie, a potem można odpuścić. Nawet jeśli ktoś ma bardzo dużo obowiązków, to zawsze jest w końcu moment, kiedy już nie musimy niczego kontrolować. Ale często wcale z niego nie korzystamy. Wręcz przeciwnie, kontrolujemy jeszcze bardziej… 

Widzę jak odpuszczenie kontroli działa na moją twórczość. Jak górska woda dla wysuszonych roślin. Odżywia, wpuszcza życie. Kiedy jestem w stanie kontroli, bardzo trudno jest mi tworzyć, bo natychmiast oceniam wszystko, co stworzyłam. Mogę przestać oceniać i poddać się fali twórczości tylko kiedy przestaję kontrolować. 

Jak jest dla Ciebie? Czy umiesz nie kontrolować chociaż przez jakiś czas? Czy umiesz pójść na spacer bez zegarka i telefonu? Czy chcesz odżywić swoją twórczość?

BEZKRYTYCZNE WSPARCIE

Jedna z uczestniczek wyjazdowych warsztatów i odosobnień sierpniowych napisała do mnie wczoraj z ciekawym pytaniem. Po otrzymaniu nagrody Joanna Kuciel – Frydryszak, autorka “Chłopek”, powiedziała, że dostaje od męża bezkrytyczne wsparcie. I Martę zainteresowało – czy to dobrze, czy pisarz/pisarka mają dostawać bezkrytyczne wsparcie? A co jeśli ich tekst wymaga odrobiny, jeśli nie więcej, krytyki?

Moim zdaniem bezkrytyczne wsparcie od bliskich jest absolutnie potrzebne, jeśli nie kluczowe. To złoto. Złoto w płynie, powinni nam podawać dożylnie. Jak trudno jest coś zrobić, osiągnąć, jeśli nikt w nas nie wierzy, wie każdy, kto nie miał szczęścia i dostał mało wspierających rodziców. Mam nadzieję, że Ciebie akurat to ominęło i znasz smak bezkrytycznego wsparcia. Jeśli nie, to szalenie bym Cię zachęcała do znalezienia kogoś, kto takie wsparcie będzie Ci dawał. To jest możliwe! 

Wsparcie, choćby nie wiem co, taka totalna wiara, że możesz to zrobić daje mnóstwo rzeczy:

uskrzydla – dosłownie, dla mnie to takie uczucie, jakbym zaczęła się wznosić conajmniej kilka centymetrów nad ziemią

oddala horyzont – nagle widzi się więcej możliwości, świat staje się większy, pole widzenia szersze

motywuje – oczywiście, że jeśli jest ktoś, kto czeka na moje pisanie, to chce mi się pisać znacznie bardziej!

przygotowuje na krytykę – tak! jeśli mam kogoś, kto za mną stoi murem, to mam znacznie więcej siły, żeby unieść krytykę, i tą sensowną i taką wstrętną, przed którą trzeba się uchylić jak przed zabłąkaną kulą.

zmiękcza rzeczywistość – ja tak to czuję, bezkrytyczne wsparcie powoduje, że świat ma dla mnie mniej kantów, a mi łatwiej i przyjemniej jest się po nim poruszać

zachęca do rozwoju – a wcale nie zniechęca! Kiedy ktoś we mnie wierzy, mogę śmiało stawiać duże kroki, rozwijać się i uczyć, zamiast dreptać w miejscu. 

Dochodzimy do obawy, że takie bezkrytyczne wsparcie zafałszuje pisarzowi/pisarce obraz i potem, kiedy dowie się, że jego tekst nie jest tak wspaniały, zderzy się z rzeczywistością i runie. Myślę, że takie ryzyko istnieje tylko wtedy, kiedy osoba dająca nam “wsparcie” tak naprawdę nie daje nam wsparcia, tylko nad okłamuje. A to wielka różnica. Bo w bezkrytycznym wsparciu nie chodzi przecież o to, żeby komuś mówić “jesteś najlepsza”, “Twoja książka jest genialna”, “nie musisz się niczego uczyć”, “wszyscy redaktorzy to idioci” itd. To nie jest w moim pojęciu wspierające, wręcz przeciwnie, robi krzywdę. 

“Wierzę w Ciebie”, “uwielbiam Twoje pisanie”, “możesz dużo osiągnąć”, “widzę, jakie robisz postępy”, i w ogóle dawanie komuś czasu i uwagi, żeby gadać o książce, tyle, ile się potrzebuje – to jest dla mnie bezkrytyczne wsparcie. 

Zastanawiam się, jak nazwać wsparcie, które ja daję autorom – ono na pewno nie jest bezkrytyczne, bo przecież przychodzicie do mnie często po to, żebym wam powiedziała, jak można ulepszyć wasz tekst. Ale też czuję, że w pakiecie z całą masą uwag o tym, co poprawić i czego się nauczyć, daję ogrom wiary i wsparcia. Hmmm, ciekawe! Często mówię, że daję “czułe kopniaki”, a jeśli wpadnie Ci do głowy przymiotnik na rodzaj wsparcia, który od mnie dostajesz/dostałaś/łeś, to koniecznie do mnie napisz!

Czy umiesz układać puzzle?

Twórcą puzzli był John Spilsbury grawer i kartograf z Londynu. Aby ułatwić naukę geografii swoim uczniom, w 1763 roku po raz pierwszy porozcinał mapy wzdłuż granic państw i kazał im dopasowywać je do siebie. Taka forma nauki przyjęła się w całej Anglii i była stosowana też w innych dziedzinach. W XIX wieku zaczęły powstawać firmy produkujące puzzle. Co mają puzzle do pisania? 

Według mnie baaaardzo dużo. 

Układanie puzzli wymaga skupienia i koncentracji. 

Umiejętności przechodzenia od patrzenia na szczegół do patrzenia na całość. 

Poruszania się pomiędzy małymi fragmentami w różnych częściach układanki. 

Wracania wciąż i wciąż do tych samych miejsc, aż będą skończone. 

Nie tracenia z oczu całości, nawet jeśli przez dłuższy czas skupiamy się na małym fragmencie. 

Bardzo ważna jest wyobraźnia, bo przecież na początku nie ma nic!

Istnieje wiele strategii na układanie, każdy ma pewnie swoją ulubioną. 

Nie da się układać puzzli bez determinacji. 

Zawsze przychodzą momenty zwątpienia i zmęczenia. 

Trzeba wiedzieć, kiedy sobie zrobić przerwę. 

Satysfakcja z momentu, kiedy wkładamy pasujący kawałek jest ogromna!

Puzzle są bardzo wciągające, ale jak się przesadzi, to ma się ból karku i oczopląs. 

Kiedy się skończy, odczuwa się dumę i wielką radość. 

I co myślisz? Jak jest u Ciebie z tymi wszystkimi umiejętnościami? 

Sprawdź z listą, punkt po punkcie, co masz w swoich zasobach, nad czym możesz popracować. 

Ściskam Cię znad pięknych puzzli!