Czytelnia - Strona 13 z 14 - Maria Kula

Poznaj swojego bohatera

Kiedy jestem w drodze każdy napotkany człowiek jest ciekawy.

Nigdy nie wiem czy za rogiem nie spotkam kogoś, kto stanie się bohaterem moich notatek, mógłby być bohaterem książki. Zamieniam się wtedy w oko kamery i rejestruję każde słowo, ruch, gest. Wszystko jest ważne: mikrorozdarcie koszuli na mankiecie, sposób trzymania widelca. Mam wrażenie, że mój mózg zapamiętuje szczegóły nawet jeśli ja ich nie zauważam. A potem, kiedy piszę, używa ich w odpowiednich momentach, jakby odtwarzał portret pamięciowy. Nie wiem czy jest na to szczególny przepis, kluczowe wydaje mi się bycie uważnym. Trzeba mieć oczy dookoła głowy.

Kiedy podrożuję sama dostrzegam więcej. Trochę tak jakby nikt i nic nie zasłaniało mi świata. Rzeczy o których chciałabym napisać wpadaja mi wtedy do rąk same prosząc się o miejsce w moim notesie. Tak samo jest z ludźmi. Każdy chce pomóc, zapytać skąd jestem, pokazać mi swój świat. Czasami mam wrażenie, że spotkani po drodze dosłownie przepychają się między sobą walcząc o moją uwagę. Tak jakby każdy chciał zostać moim bohaterem.

Bohatera można sobie wymyśleć od A do Z. Ale można go też stworzyć sklejając w całość cechy wielu osób.

Z stu dzieciaków biegających po wiosce w Afryce w dziurawych klapkach można stworzyć jednego bohatera, którym mógłby być każdy z chłopców i jednocześnie żaden nim nie jest. Z siebie i wszystkich przyjaciółek z łatwoscią skleisz jedną kobietę której przygody będą uniwersalne dla wielu czytelniczek. Ważna jest inspiracja. Nie chodzi przecież o to, żeby za wszelką cenę odmalować świat 1:1, ale żeby pokazać kogoś z kim wiele osób będzie mogło się identyfikować, chcieć o nim czytać i wiedziec więcej.

W poradnikach dotyczących pisania podkreślane jest, że głównego bohatera czytelnicy muszą lubić. I ja się z tym zgadzam. Ale ważniejsze wydaje mi się to, że autor musi lubić swojego bohatera. Musi nie tylko wiedzieć o nim wszystko (od wyglądu przez charakter po jego przeszlość) ale też zwyczajnie go lubić, ufać mu, wybaczać. Traktować jak najlepszego przyjaciela. Nic nie bedzie z powieści jeśli nie polubisz swojej postaci.

Do wielu pisarzy bohater przychodzi sam, tak jak piosenka do Włóczykija. Nie muszą go szukać, wystarczy, że otworzą się na niego, zaakceptują w stu procentach.

Czasami bohater objawia się w całości, po prostu nagle staje przed tobą jak żywy, a czasami musisz na niego poczekać.

Wysyła ci sygnały, sznurki do czegoś, co jest dalej. Moja ulubiona Joanna Bator mówiła na spotkaniu z czytelnikami: “po głowie chodzą mi uporczywe słowa znikła bez śladu” i opowiadała, że bohaterka jej nowej książki, Sandra Valentine, po prostu się pojawiła. Pisarka nie miała wyboru, mogła ją tylko zaakceptować albo odrzucić.

Z pewnością sposobów na spotkanie bohatera jest tyle ilu pisarzy i jestem daleka od podawania jednej gotowej recepty. Pisanie to dynamiczny proces, twórczy i wolny i choć oczywiście wskazówki są potrzebne, a warsztat można doskonalić to na poziomie kreowania nowej postaci nie da się powiedzieć “to jest dobre, a to jest złe”. Wszystko co prowadzi pisarza do poznania bohatera jak najlepiej jest dobre.

Jeśli masz już swojego bohatera to postaraj się dowiedzieć o nim jak najwięcej. Poświęć mu specjalne strony w notesie albo plik w komputerze i napisz jego historię, charakterystykę – ale nie pusty zbiór cech zupełnie ze sobą nie powiązanych.

Twój bohater jest trochę jak pacjent, a ty jak psycholog. Zaanalizuj go, zbuduj sieć zależności pomiędzy wydarzeniami z jego zycia a poglądami na świat, osobowością. Pamietaj, że nie budujesz pomnika tylko człowieka, więc twój bohater musi też mieć wady.

Jeśli twój bohater jeszcze się nie pojawił, czekaj cierpliwie.

Wyostrz zmysły, obserwuj świat. Może sprzedawczyni z warzywniaka, której nie zauważasz jest niesamowicie ciekawą postacią? A może bohater przyjdzie do ciebie we śnie.

Kiedy dowiesz się dużo o swoim bohaterze i naprawdę go polubisz, a potem się z nim zaprzyjaźnisz, on ci się odwdzięczy. Bedzie sam kreował swoje losy, szedł w stronę o której nie myślałeś, robił zaskakujące rzeczy. A stąd już tylko krok do świetnej powieści.

podpis2

Potop w Chorwacji czyli co czytać w wakacje

Wybranie książek na wakacje zabierało mi zawsze mnóstwo czasu. Przed wyjazdem zastanawiałam się głównie nad listą do czytania i tygodniami rozstrzygałam ją w głowie i w notesie.

Pamiętam jak lata temu, podczas autostopowej podróży po Chorwacji z przyjaciółką czytałam „Potop”.

Siedziałam na skalistej plaży w pełnym słońcu, a przed moimi oczami Wołodyjowski wymachiwał szablą. Nie miałyśmy w ogóle pieniędzy, spałyśmy w krzakach i jadłyśmy zebrane z drzew owoce, ale ostatnie grosze wydałam na wyszperaną w księgarni książkę po angielsku, bo potop sie skończył, a ja musiałam coś czytać.

W tym roku podróżuję luksusowo, bo mam Kindle, a to oznacza dowolną ilość książek. Dzięki temu jestem w trakcie piątej, bo też czytam same lekkie rzeczy, do połknięcia w dwa popołudnia na plaży. Trafiłam akurat na same fajne książki i z czystym sercem polecam moje tegoroczne letnie czytadła. W zeszłym roku wzięłam ze sobą „Dziennik” Gombrowicza jako pozycję, którą można czytać dowolną ilość razy i w połowie czwartego razu miałam wrażenie, że jeszcze jedno słowo i tego nie przeżyję.

Największą przyjemność sprawiło mi przeczytanie „Jak zostałam wiedźmą” Doroty Masłowskiej.

Miałam ubaw po pachy, naprawdę, dawno się tak nie śmiałam czytając. Ten dziwny twór, trochę proza, trochę poemat a trochę tekst dramatyczny jest nie tylko szalenie inteligentny i przerażająco wręcz współczesny, ale też po prostu ciekawy i wciągający. Poczucie humoru Masłowskiej nie każdemu może odpowiadać, ale mi tak. Z moich ulubionych fragmentów (a mam ich wiele) wybrałam dla was:

Pomóż mi przejść przez ulicę dziewczynko. [mówi wiedźma do dziecka]

– Dobrze, ale jak mi dasz pograć w kurczaki na swoim iPhonie.

– Stara jestem, nie mam żadnego iPhone’a. – To odejdź. Bo zawolam ochronę!

– To moja odznaka FBI, jesteś aresztowana, koniec.

Masłowska nie każdego rozśmieszy, za to nowe perypetie Bridget Jones raczej tak.

Trzecia część przygód kochanej Bridget jest przezabawna i znów pozwala czytelnikowi poczuć się lepiej, bo Bridget naprawdę nie jest doskonała, a jej wpadki świadczą o tym, że „każdemu się zdarza” i nie ma się czego wstydzić. Dobra literatura popularna, a za taką uważam powieść Fielding to jak pyszne lody – nie da sie jeść codziennie, ale raz na jakiś czas sprawiają wielką frajdę.

Na plaży przeczytałam też drugą książkę Marka Niedźwieckiego, „Radiota”, która wpadła mi w czytnik trochę przypadkiem i miło mnie zaskoczyła.

To z kolei coś dla wszystkich, każdej płci i w każdym wieku. Przy co drugim akapicie myślałam o moim tacie i jego wspomnieniach i chciałam go zapytać czy on też pamięta to tak jak pan Marek. Miło mi się czytało nie tylko historie radiowe i muzyczne, ale też osobiste autora. „Radiota” oczywiście wzbudził we mnie nostalgie, cały czas też słyszałam głos Marka Niedźwieckiego, jakby dziennikarz czytał mi na głos, ale ten bonus mają pewnie tylko stali słuchacze Trójki.

Nadrobiłam też zaległości i przeczytałam „Dziennik” Pilcha, do którego podeszłam trochę jak pies do jeża, bo byłam pewna, że mi sie nie będzie podobał. A podobał mi sie bardzo, zwłaszcza czytany niespiesznie, kawałkami. Jakiś inny ten Pilch niż myślałam, bardziej zabawny, mniej zmanierowany, z dystansem do siebie. Mam też „Drugi dziennik” i już sie na niego cieszę.

Udanych wakacji i przyjemnego czytania!

podpis2

Regina Brett „Bóg nigdy nie mruga”

Lekcja 18

Pisarzem jest ten, kto pisze.

Jeśli chcesz być pisarzem, pisz.

(…)

Często mnie pytają jak zostać pisarzem. Nie wiem, znam za to świetne sposoby, jak nim nie zostać:

Oglądaj godzinami bezsensowne programy w telewizji. Sprawdzaj skrzynkę e-mailową. Rozmawiaj na czatach z przyjaciółmi. Wchodź na fora dla pisarzy. Odbieraj telefon za każdym razem, gdy zadzwoni.

Zamartwiaj się, czy się mówi „tą” czy „tę”, „wziąść” czy „wziąć”, „poszłem” czy „poszedłem”.

Łam sobie głowę na tym, czy postawić dwukropek czy średnik.

Godzinami zastanawiaj się, czy lepiej pisać, czy stenografować, używać komputera czy notesu, długopisu czy ołówka, maca czy peceta.

Przypominaj sobie każde źle ocenione wypracowanie, jakie kiedykolwiek napisałeś. Przywołuj w pamięci każdego nauczyciela, który skrytykował twój styl. Prowadź dyskusje z niewidzialnymi redaktorami, zwołującymi co godzinę zebrania w twojej głowie. (…)

Jak nie pisać?

Daj się onieśmielić technice. Odłóż pisanie do czasu, aż będziesz umiał włączyć w edytorze numerację stron.

Zrób najpierw doktorat z twórczego pisania. Idź na terapię. Znajdź odpowiednią grupę dla pisarzy.

Poczekaj aż przezwyciężysz strach przed porażką albo przed sukcesem. Wmawiaj sobie, że masz małe szanse na publikację, Martw się o to, z czego będziesz płacić rachunki. Porównuj się ze wszystkimi.

Narzekaj, że na dworze jest za gorąco lub za zimno, zbyt duszno albo zbyt przyjemnie, by pisać.

Postaw sobie za cel klasyków literatury światowej. Analizuj każdy pomysł, zanim napiszesz pierwsze zdanie. Dąż do perfekcji.

Ogłoś się następną Szekspira.

Jak ognia unikaj własnego stylu. Używaj wyłącznie trudnych słów, żeby zaimponować czytelnikom.

Jak nie pisać?

Zgłoś się na konferencję dla pisarzy, zamiast faktycznie usiąść przy biurku z piórem w ręku.

Powtarzaj sobie bez przerwy, że nie masz nic do powiedzenia. Sprawdź horoskop. Zrób listę osób, które nie wierzą, że uda ci się zostać pisarzem.

Spiłuj paznokcie, Podlej kwiaty. Posprzątaj w piwnicy.

Otwórz biuro. Zbuduj pustelnię w ogródku albo przeznacz na pisanie jedną część domu.

Szukaj wsparcia u wszystkich wokół. Zapomnij o swoich smutkach, zainteresowaniach czy ulubionej muzyce. Narzekaj, że nikt cię nie rozumie.

Żądaj zaliczki zanim cokolwiek napiszesz. (…)

Marnuj czas, zazdroszcząc innym pisarzom, którym wszystko przychodzi tak łatwo.

Redaguj tekst podczas pisania. Sprawdzaj gramatykę i interpunkcję zanim skończysz akapit.

Tak często opowiadaj o swoich pomysłach, aż nawet ciebie zaczną nudzić.

Jak nie pisać?

Poczekaj, aż będziesz mieć dzieci. Poczekaj, aż twoje dzieci przestaną ząbkować, skończą sezon piłkarski i wyjadą na studia.

Poczekaj, aż codziennie będziesz mieć dwie godziny na pisanie (…).

Poczekaj, aż wyjedziesz na wakacje. Poczekaj, aż wrócisz z wakacji.

Poczekaj, aż znajdziesz swoją muzę. Poczekaj na natchnienie.

Poczekaj, aż doktor ci powie, że zostało ci sześć miesięcy życia.

A potem umrzyj, zabierając ze sobą wszystkie nienapisane słowa.

Kiedy czujesz, że żyjesz

Tym razem zamiast artykułu będzie zadania pisarskie.

Możesz je wykonać jeśli masz tylko 20 minut albo poświęcić na nie więcej czasu, może nawet kilka tygodni. To zależy od ciebie – czy wybierzesz pisanie na podstawie wspomnienia czy doświadczysz czegoś nowego. Chciałabym cię namówić do opisania uczucia, kiedy czujesz, że żyjesz. Mam na myśli chwilę, kiedy krew krąży szybciej w twoim ciele, masz dreszcz na myśl, że przygoda czai się za rogiem, a wiele rzeczy, które były problemami jeszcze godzinę temu zostawiasz na chwilę za sobą. Możesz pisać o swoim bohaterze, a możesz o sobie. Możesz spróbować obu wersji i zdecydować którą pisze ci cię fajniej.

Najpierw wybierz moment, o którym chcesz pisać. Przypomnij go sobie albo jeśli chcesz, zrób coś zupełnie nowego. Zaskocz nawet siebie! Mam na myśli coś nie tylko niecodziennego, ale coś, co powoduje, że czujesz się żywa, szybsza, a twoje ciało nagle jest gotowe na wszystko. Nie ma śladu po zmęczeniu, jesteś jak tygrys szykujący się do skoku. W tym momencie nic nie ma znaczenia, nie oglądasz się za siebie, bo przeszłość się nie liczy, nawet dziś rano się nie liczy, patrzysz tylko przed siebie. Czujesz się wolna.

Przypominasz sobie taką chwilę? Zanurz się w niej, zamknij oczy, znajdź w pamięci wszystkie możliwe szczegóły. A jeśli chcesz, to teraz po prostu wstań od komputera i zrób coś takiego! A potem wróć, żeby wiedzieć co będzie dalej w zadaniu 🙂

Może chciałabyś zrobić coś niecodziennego, ale z jakiś powodów nie możesz. Od czego się ma bohaterów? Rozsiądź się wygodnie i spraw, żeby twój bohater zrobił to, o czym marzysz ty.

Kiedy masz już ten moment zacznij zapisywać wszystko co czujesz. To nie muszą być ładne zdania, opis o przemyślanej konstrukcji, na razie po prostu wypisz wszystkie twoje emocje i myśli.

Teraz zastanów się jaka była twoja (albo bohatera) motywacja? To, że robimy coś spontanicznie nie oznacza, że nie kieruje nami motywacja. Bardzo możliwe, że to coś nieoczywistego, ukrytego, nie przyznajesz się do tego nawet sama przed sobą. Drugim pytaniem jest „co by było gdyby” – co by było gdybyś tego nie zrobiła? Co by było gdybyś nie pozwoliła sobie na spontaniczność? Gdybyś zawsze działała według planu? Co by było gdybyś nigdy nie szła w stronę w którą woła cię świat? Na końcu pomyśl nad efektem swojego działania. Jak ty się zmieniasz kiedy robisz szalonego? Jak zmienia się świat wokół ciebie po tym jak robisz coś czego nikt się nie spodziewa? A może w ogóle się nie zmienia? Może tylko na chwilę robi się tunel, wgłębienie, które znika równie szybko jak ślad stopy w mokrym piasku?

Teraz weź listę twoich odczuć razem z odpowiedziami na wymienione trzy pytania i stwórz z nich mapę myśli.

W środku możesz wpisać słowo kojarzące się z twoim spontanicznym działaniem albo po prostu „czuję, że żyję”. Dookoła umieść wszystko co na ten temat myślisz, rób strzałki między nimi, zaznaczaj je na kolorowo, obrysowuj to, co jest ci najbliższe, podkreślaj najważniejsze.

Na koniec znajdź początek na twojej mapie. Zacznij od niego pisać o twoim momencie. Gwarantuję ci, że napiszesz piękny tekst o chwili, kiedy poczułaś, że żyjesz. I ja bardzo chciałabym go przeczytać.

podpis2

Strategia podglądacza

Wielu autorów, szczególnie tych którzy zaczynają i tych, którzy napisali już wiele książek zmaga się z poszukiwaniem dobrej fabuły.

Pytanie skąd wziąć historię spędza im sen z powiek i powoduje liczne frustracje.

Czasami cieszą się z nowego pomysłu, by już po kilku dniach stwierdzić, że do niczego się nie nadaje. Proces wymyślania nie jest prosty i wiele razy czytałam w wywiadach z pisarzami o ich sposobach, mapach, których tworzą, wykresach, katalogach bohaterów.

Jeśli chcesz napisać powieść albo opowiadanie i szukasz pomysłu na fabułę spróbuj wykorzystać kilka wskazówek:

  • Miej oczy i uszy szeroko otwarte. Niesamowite historie naprawdę nas otaczają, czają się za rogiem, są w siatce przechodzącej pani. Zapisuj wszystko co widzisz i słyszysz i co cię inspiruje: wydarzenia, nawet najmniejsze, sceny, postacie, dialogi, urywki zdań. Przeglądaj w domu swoje zapiski, segreguj je, odkładaj do pudła – wiele z tych notatek może przydać ci się później. Te, które ci się podobają staraj się rozwijać od razu, dopisywać skojarzenia, może od razu dalszy ciąg?
  • Zapisuj wszystkie swoje pomysły. Nie osądzaj ich! Często na minutę zapalamy się czymś by już po chwili stwierdzić, że to jednak głupie. Kto powiedział, że to jest głupie? Może za trzy dni spojrzysz na to inaczej. Nie marnuj swojej kreatywności, zapisuj naprawdę wszystko.
  • Spróbuj pisać ciągi skojarzeń na dowolne tematy, na przykład czegoś o czym dziś usłyszałaś i co cię zaciekawiło. To nie muszą być pełne zdania, po prostu uruchom swoją wyobraźnię i pozwól jej swobodnie działać.
  • Weź dowolne zdanie, z książki, z gazety, usłyszane i potraktuj je jako punkt wyjścia. Nastaw sobie budzik i przez 15 minut pisz wszystko co ci przyjdzie do głowy, cokolwiek, tak szybko jak możesz. Sama się zdziwisz ile jesteś w stanie wymyślić!
  • Zastanów się o czym teraz myślisz? Albo co zdarzyło się dziś rano? To mogą być początki twoich opowieści!
  • Zapisuj swoje sny. Może ci się wydawać to absurdalne, bo przecież sny zazwyczaj są mało realistyczne, ale nigdy nie wiesz do czego ci się coś może przydać. Albo cię zainspirować! Dodatkowo zawsze ćwiczysz się w pisaniu.
  • Słuchaj ludzi! Możesz być tak zajęta szukaniem pomysłu na fabułę, że nie zauważysz, że twój dziadek ma ci do opowiedzenia najciekawszą historię na świecie, a zwierzenia przyjaciółki to gotowy materiał na powieść.
  • Nie narzucaj sobie, że zanim zaczniesz pisać musisz mieć rozpracowaną całą fabułę łącznie z zakończeniem. To nieprawda. Jeśli masz bohatera, wiesz gdzie i w jakim czasie żyje i masz z grubsza pomysł na jego perypetie to pozwól mu żyć i działać. Możesz się zdziwić dokąd cię zaprowadzi.

Tylko osiem sposób i aż osiem sposobów. Wypróbuj na początek chociaż dwa. I napisz do mnie jak ci poszło. Powodzenia!

podpis2

Pisz co chcesz!

Zamknij oczy i wyobraź sobie, że wchodzisz do księgarni i na półce widzisz swoją książkę. Bierzesz ją do ręki, kartkujesz i jesteś bardzo dumna. Jaka to jest książka? O czym? Jak wygląda? W twoim wyobrażeniu nic cię nie ogranicza, książka jest taka, jak najbardziej chciałabyś żeby była.

Może nigdy o tym nikomu nie powiedziałaś, może nawet sama przed sobą nie przyznajesz się do swoich marzeń?

Ostatnio coraz częściej spotykam ludzi, którzy tworzą to, co chcą, a nie to, czego ktoś od nich oczekuje. Udało im się też chociaż trochę wyciszyć wewnętrznego krytyka, który w kółko powtarza, że to co piszesz nie jest wystarczająco dobre i po prostu robią to, na co mają ochotę. Kiedy myślę o takich autorach przypomina mi się historia Colleen Houck, amerykanki, która napisała taką książkę jak jej się podobało i niezrażona odmową dziesiątek wydawców wydała ją sama. Dziś krytycy nadal nie zostawiają na niej suchej nitki, ale miliony nastolatków na całym świecie zaczytuje się w jej powieściach (artykuł o Colleen był kiedyś w WO, możecie go przeczytać tu). Pisarka (sic!) ma w nosie co sądzą inni i sprawia sobie frajdę pisaniem. Jest wolna. Wyobrażasz sobie napisać coś co oceniasz teraz jako głupie? Może jeszcze nie, ale ufam, że dasz się porwać rewolucji.

Tak, ogłaszam rewolucję!!! Hasłem jest „Pisz co chcesz!”.

Jeśli wydaje ci się, że musisz pisać poważne reportaże to wrzuć na luz i napisz wiersz albo haiku. O czymkolwiek, o chlebie z masłem. Wymyśl totalnie dziwną historię, daj się porwać własnej wyobraźni! A próbowałaś kiedyś pisać sztukę? Spróbuj, to świetna zabawa, mi zagadkową przyjemność sprawia pisanie didaskaliów. Naprawdę nic nie musisz. Daj sobie wolność. Twoja książka nie musi być żadna, nie musi być nawet książką! Możesz napisać dwie sceny o elfach, początek historycznego romansu, a potem stworzyć bohatera do opowieści detektywistycznej. Ktoś ci zabroni?

Koniec z myśleniem, że nie umiesz pisać! Nie umiesz włączyć worda? Wziąć kartki papieru i długopisu? Umiesz? No to umiesz pisać.

Zaufaj sobie i przestań się stresować błędami, stylistyką, gramatyką. Wielu osobom wydaje się, że muszą pisać lepiej niż mówią i w tekście używają słów, których przenigdy nie użyliby w rozmowie. Męczą się, ściskają swoje zdania. Nie musisz tego robić. Im więcej dasz sobie luzu tym lepszy może okazać się twój tekst.

Przekonanie, że się nie umie pisać często wynieśliśmy ze szkoły, gdzie pani od polskiego bezlitośnie kreśliła na czerwono nasze rozprawki, a wywołani do tablicy nie umieliśmy powiedzieć co autor miał na myśli. Skoro zapędziłam się tak daleko, to chyba muszę wyznać wam sekret (przecież jestem wolna, a co!): w drugiej klasie liceum miałam z polskiego bardzo przeciętne stopnie, często zdarzały mi się tróje, a kiedy powiedziałam polonistce, że chcę iść na olimpiadę to spojrzała na mnie jak na kosmitę. A potem okazało się, że jestem w tym dobra. Tylko nie umiem podporządkować się regułom jej lekcji polskiego. Na szczęście jesteśmy już dorośli i NIKT nie będzie nam mówił co mamy pisać.

Czy muszę jeszcze przekonywać cię do rewolucji? Pisz co chcesz!!!

podpis2